27-11-2022, 12:00
Chciałam aby ten watek był zbiorem moich zapisków, zarówno tych, zbudowanych na wspomnieniach
jak i tych, które w całości opierają się na moich przemyśleniach i tych zbudowanych na fantazji.
Czasem bywam poetą ale z prozą nie jest mi po drodze.
Do tego mam niepełnosprawną klawiaturę, co daje prozatorski twór pełen błędów maści wszelakiej.
Tym razem kolejne wspomnienie -(czas przeszły), refleksje w trakcie pisania (czas teraźniejszy), oraz uciekające mi "polskie litery" lub spacja, będą wszędobylskie i grające na nerwach.
Ale nie poprawiajcie mnie, gdyż jestem świadoma swoich braków i niedociągnięć... i dobrze mi z tym.
Jeśli znajdziecie błąd ortograficzny... też go olejcie.
"Księżniczka Zosia"
Sytuacja jest autentyczna i nie jest wyjątkowa w naszym kraju.
Wykształcona matka, ciężko pracujący ojciec i jego mała księżniczka Zosia.
Typowa trzyosobowa rodzina z blokowiska.
Dziewczynka od najmłodszych lat była chowana w miłości i -nazwijmy to- przepychu.
Wystarczyło, że Zosia powiedziała "chcę" i nie było dyskusji.
Zakochany tatuś rzucił papierosy mama zrezygnowała z wizyt u fryzjera , bo "chcę" zaczęło rządzić w domu.
W ten sposób rosło dziewczę przekonane, że tak właśnie funkcjonuje rodzina.
Gdy Zosia poszła do podstawówki, spadł na nich pierwszy cios.
U matki zbyt późno stwierdzono nowotwór piersi i dziewczynka została tylko z ojcem, który nie wyrabiał finansowo.
Brał fuchy i kredyty, których nie miał z czego spłacać.
Zosia zaczęła nosić się na czarno, czarne włosy i paznokcie, czarne wargi, gruby czarny makijaż oczu... biżuteria w czaszki i piszczele.
Na rękach Zosi pojawiały się ślady cięcia ostrym narzędziem.
Ludzie sądzili, że w ten sposób okazuje żałobę po matce, ale ona nie zauważyła braku matki.
W szkole narastały problemy, bo dziewczynie nikt nie wpoił dyscypliny czy poczucia obowiązku, że o szacunku do nauczycieli- nie wspomnę.
Osiedle żyło tym, co zaobserwowało- Zosia natomiast zaczęła baczniej przyglądać się ludziom z osiedla.
Nie żałowała drwin osobom starszym czy biedniejszym a tych, którzy wprost potrafili jej "coś powiedzieć"- obrzucała wyzwiskami.
Zaczęła mieć pretensje do całego świata. Drugi cios na Zosię spadł, gdy była już osobą pełnoletnią (nie mylić z osobą dorosłą czy dojrzałą).
Ojciec spadł z rusztowania gdy pomagał przy budowie i został trwałym inwalidą...
Wraz z niskim zasiłkiem do ich domu zaczął zaglądać głód.
Nie było komu sprzątać, nie było za co kupić jedzenia opłacić czynszu i prądu , nie miał się kto zaopiekować kalekim ojcem.
Przecież Zosia do takich spraw nie miała głowy.
Przez całe młode życie szła po przysłowiowych płatkach z róż a przeszkody, które stawały jej na drodze były pokonywane przez rodziców więc Zosia wyrosła na emocjonalnego i społecznego kalekę.
Ojciec Zosi wylądował w jakimś przytulisku, mieszkanie zabezpieczył komornik na spłatę zaciągniętych kredytów a Zosią zajęła się jej matka chrzestna.
Czy skorzystano z porad psychologa- nie wiem, ale jedno wiem na pewno.
Zosia takiej porady by nie przyjęła.
Gdy wyprowadziłam się z blokowiska, Zosia była chodzącym i staczającym się na dno obrazem nędzy i rozpaczy.
W przypadku o którym napisałam, problemem było bezstresowe wychowanie i małpia czyli źle pojęta miłość rodzicielska.
Gdy kogoś kochamy omijając rozsądek- niszczymy przyszłość tych, których chcemy chronić.
Dziecko czasami powinno się móc pobrudzić, skaleczyć , popłakać czy poczuć się niekomfortowo.
W ten sposób uczy się, że życie obok niego, to nie tylko głaskanie po pupce...
jak i tych, które w całości opierają się na moich przemyśleniach i tych zbudowanych na fantazji.
Czasem bywam poetą ale z prozą nie jest mi po drodze.
Do tego mam niepełnosprawną klawiaturę, co daje prozatorski twór pełen błędów maści wszelakiej.
Tym razem kolejne wspomnienie -(czas przeszły), refleksje w trakcie pisania (czas teraźniejszy), oraz uciekające mi "polskie litery" lub spacja, będą wszędobylskie i grające na nerwach.
Ale nie poprawiajcie mnie, gdyż jestem świadoma swoich braków i niedociągnięć... i dobrze mi z tym.
Jeśli znajdziecie błąd ortograficzny... też go olejcie.
"Księżniczka Zosia"
Sytuacja jest autentyczna i nie jest wyjątkowa w naszym kraju.
Wykształcona matka, ciężko pracujący ojciec i jego mała księżniczka Zosia.
Typowa trzyosobowa rodzina z blokowiska.
Dziewczynka od najmłodszych lat była chowana w miłości i -nazwijmy to- przepychu.
Wystarczyło, że Zosia powiedziała "chcę" i nie było dyskusji.
Zakochany tatuś rzucił papierosy mama zrezygnowała z wizyt u fryzjera , bo "chcę" zaczęło rządzić w domu.
W ten sposób rosło dziewczę przekonane, że tak właśnie funkcjonuje rodzina.
Gdy Zosia poszła do podstawówki, spadł na nich pierwszy cios.
U matki zbyt późno stwierdzono nowotwór piersi i dziewczynka została tylko z ojcem, który nie wyrabiał finansowo.
Brał fuchy i kredyty, których nie miał z czego spłacać.
Zosia zaczęła nosić się na czarno, czarne włosy i paznokcie, czarne wargi, gruby czarny makijaż oczu... biżuteria w czaszki i piszczele.
Na rękach Zosi pojawiały się ślady cięcia ostrym narzędziem.
Ludzie sądzili, że w ten sposób okazuje żałobę po matce, ale ona nie zauważyła braku matki.
W szkole narastały problemy, bo dziewczynie nikt nie wpoił dyscypliny czy poczucia obowiązku, że o szacunku do nauczycieli- nie wspomnę.
Osiedle żyło tym, co zaobserwowało- Zosia natomiast zaczęła baczniej przyglądać się ludziom z osiedla.
Nie żałowała drwin osobom starszym czy biedniejszym a tych, którzy wprost potrafili jej "coś powiedzieć"- obrzucała wyzwiskami.
Zaczęła mieć pretensje do całego świata. Drugi cios na Zosię spadł, gdy była już osobą pełnoletnią (nie mylić z osobą dorosłą czy dojrzałą).
Ojciec spadł z rusztowania gdy pomagał przy budowie i został trwałym inwalidą...
Wraz z niskim zasiłkiem do ich domu zaczął zaglądać głód.
Nie było komu sprzątać, nie było za co kupić jedzenia opłacić czynszu i prądu , nie miał się kto zaopiekować kalekim ojcem.
Przecież Zosia do takich spraw nie miała głowy.
Przez całe młode życie szła po przysłowiowych płatkach z róż a przeszkody, które stawały jej na drodze były pokonywane przez rodziców więc Zosia wyrosła na emocjonalnego i społecznego kalekę.
Ojciec Zosi wylądował w jakimś przytulisku, mieszkanie zabezpieczył komornik na spłatę zaciągniętych kredytów a Zosią zajęła się jej matka chrzestna.
Czy skorzystano z porad psychologa- nie wiem, ale jedno wiem na pewno.
Zosia takiej porady by nie przyjęła.
Gdy wyprowadziłam się z blokowiska, Zosia była chodzącym i staczającym się na dno obrazem nędzy i rozpaczy.
W przypadku o którym napisałam, problemem było bezstresowe wychowanie i małpia czyli źle pojęta miłość rodzicielska.
Gdy kogoś kochamy omijając rozsądek- niszczymy przyszłość tych, których chcemy chronić.
Dziecko czasami powinno się móc pobrudzić, skaleczyć , popłakać czy poczuć się niekomfortowo.
W ten sposób uczy się, że życie obok niego, to nie tylko głaskanie po pupce...
Niektórzy aby żyć- muszą narodzić się po raz drugi...


