08-10-2022, 9:24
Obejrzałam i przypomniało mi się...
Gdy byłam małą dziewczynką to często bywałam z mamą u krewnych w Borach Tucholskich.
Oni zbierali jagody i grzyby a ja słuchałam dzięcioła i innych pierzastych muzyków, do wiewiórek wołałam :kici, kici...
a gdy o mało nie nadepnęłam na padalca to z płaczem uciekłam wołając że goni mnie żmija. Miałam wtedy może około5-7 lat.
A teraz mam szczęście, gdy mi za oknem zaświergolą nieliczne wróble.
Mama przywoziła do domu wianuszki suszonych grzybów a ja się dowiedziałam że padalec nie jest żmiją lecz jaszczurką.
Gdy byłam małą dziewczynką to często bywałam z mamą u krewnych w Borach Tucholskich.
Oni zbierali jagody i grzyby a ja słuchałam dzięcioła i innych pierzastych muzyków, do wiewiórek wołałam :kici, kici...
a gdy o mało nie nadepnęłam na padalca to z płaczem uciekłam wołając że goni mnie żmija. Miałam wtedy może około5-7 lat.
A teraz mam szczęście, gdy mi za oknem zaświergolą nieliczne wróble.
Mama przywoziła do domu wianuszki suszonych grzybów a ja się dowiedziałam że padalec nie jest żmiją lecz jaszczurką.
Niektórzy aby żyć- muszą narodzić się po raz drugi...


