27-01-2021, 21:51
Płyta "Seventh Star" to jedno wielkie nieporozumienie w dyskografii Black Sabbath. W zamyśle miała to być pierwsza solowa płyta Iommiego, ale wytwórnia wystraszyła się, że jego nazwisko nie przyciągnie nabywców i wydała płytę z absurdalnym napisem na okładce "Black Sabbath featuring Tony Iommi" (Black Sabbath z udziałem Tony'ego Iommiego).
Na wokalu Glenn Hughes, facet o nieznośnym charakterze, ale głosie jak żyleta (wcześniej śpiewał w Deep Purple), ale to i tak nic nie pomogło, płyta jest okropna (broni się tylko tytułowy kawałek) i ma wartość wyłącznie historyczną, bo muzycznie jest bez wartości.
Nagrali nawet teledysk do singla z tej płyty, który wrzucam tu jako ciekawostkę. Przynajmniej możemy popatrzeć na modę lat osiemdziesiątych i popatrzeć na "metali-pizdusi".
Na wokalu Glenn Hughes, facet o nieznośnym charakterze, ale głosie jak żyleta (wcześniej śpiewał w Deep Purple), ale to i tak nic nie pomogło, płyta jest okropna (broni się tylko tytułowy kawałek) i ma wartość wyłącznie historyczną, bo muzycznie jest bez wartości.
Nagrali nawet teledysk do singla z tej płyty, który wrzucam tu jako ciekawostkę. Przynajmniej możemy popatrzeć na modę lat osiemdziesiątych i popatrzeć na "metali-pizdusi".



