28-09-2020, 21:39
Ja jednak jestem zwolennikiem ich progesywnego okresu z Gabrielem. Nie da się ukryć, że Collins zmienił tory Genesis na bardziej popowe (to nie zarzut, broń Boże), a taka muzyka już trochę mniej mi odpowiada. Jestem nawet skłonny powiedzieć, że wolę Collinsa solo niż z Genesis, na solowych płytach jakby na więcej sobie pozwalał, a z zespołem był jakby trochę skrępowany. Ale to tylko moje wrażenie.
Co do Wilsona to podoba mi się płyta "Calling all stations", ale nie znam zbyt dobrze tego okresu. Fajnie się słucha, ale moim zdaniem, nie umywa się do okresu z Gabrielem. Może nie tyle się nie umywa, co jest, po prostu, zupełnie inne.
Co do Wilsona to podoba mi się płyta "Calling all stations", ale nie znam zbyt dobrze tego okresu. Fajnie się słucha, ale moim zdaniem, nie umywa się do okresu z Gabrielem. Może nie tyle się nie umywa, co jest, po prostu, zupełnie inne.


