Nowa odpowiedź
Ocena wątku:
  • 11 głosów - średnia: 2.36
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5

Takie tam sporadyczne zabawy w pisanie
#60

Pora na kolejną prozę, również (jak poprzednia) napisaną na konkurs. Konkurs nazywał się "Przepis na kryminał", miał limit znaków, więc nie mogłem się za bardzo rozpisać, ale jakoś dałem radę. Nawet nie jakoś, bo mój tekst wygrał.  ubawa2
Przyjemnej lektury.

Bezboleśnie

Kawa nie pomagała, łeb trzeszczał mi w szwach, do tego oczy piekły od wpatrywania się w ekran monitora. A tu jeszcze przychodzi Marczak i rzuca mi papierową teczkę na biurko z taką siłą, że odgłos brzmi jak wybuch bomby w Hiroszimie.
- Co to jest?
- Twoja nowa sprawa.
Popatrzyłem na Marczaka widząc, że to nie żart
- Żartujesz... - powiedziałem
- Nie, stary przydzielił ci sprawę Witaszka.
- Po c.huj mi sprawa Witaszka? Mam zapierdo.l z napadem na jubilera i podwójnym morderstwem, a ty mi tu wpierdala.sz jeszcze robotę tego lenia.
- Nie ja ci wpierdala.m, tylko stary. Witaszek dostał zawału i leży w szpitalu, więc Szczerba przydzielił ci jego sprawę. Widocznie jest ważna, morderstwo jakiejś szychy, które pewnie nie może czekać.
- Pojebał.o go chyba... - wziąłem teczkę przyniesioną przez Marczaka i szybkim krokiem ruszyłem do biura inspektora Szczerby. Nawet nie pukałem, byłem zbyt wściekły, by myśleć o dobrym wychowaniu.
- Czy pan zwariował? Wie pan ile mam roboty? Wciska mi pan jakieś...
- Siadaj. - przerwał mi Szczerba. - No, siadaj. Zaraz ci wszystko wyjaśnię.
- Mam jubilera na głowie i dwa trupy, siedzę wciąż w czarnej dupie, a pan...
- Uspokój się. Komisarz Witaszek miał zawał, a ta sprawa nie może czekać. Chodzi o morderstwo...
- Tak, wiem, jakiejś szychy. To znaczy, że mój jubiler i dwa trupy nagle stają się nieważni.
- Czytałeś?
- Co?
- Akta. Czy, kurwa, akta czytałeś?
- A niby kiedy?
- No to zajrzyj.
Otworzyłem teczkę, którą dał mi Marczak i gdy zobaczyłem nazwisko denata zaschło mi w ustach. Barański. Jezu... Zamordowano ministra spraw wewnętrznych i ja nic o tym nie wiem?
- Już teraz widzisz, że sprawa nie może czekać? - spytał Szczerba
- Ale... Przecież byłoby głośno w telewizji, w necie... Kurwa, cała Polska by o tym huczała!
- Wczoraj wieczorem go znaleźli. Witaszek był na miejscu, sporządził protokół oględzin, dodał kilka swoich wniosków, ale w nocy dostał zawału, teraz mamy... - spojrzał na zegarek - ósmą czterdzieści siedem i nie nagłośnię tej sprawy, dopóki nie będziemy mieli choćby małego punkciku zaczepienia. Więc zabieraj się do roboty, twojego jubilera i dwa trupy dostanie Marczak. Po sprawie pedofila z Sarnowic jesteś medialną gwiazdą, gdy powiadomię media to muszą widzieć, że sprawę prowadzi najlepszy mój komisarz. Poza tym, jesteś naprawdę dobry.
- Jasne, więc czemu Witaszek ją prowadził.
- Pojechał na miejsce z przydziału, nie wiedzieliśmy o kogo chodzi. I tak bym mu tę sprawę odebrał, a po jego zawale mam przynajmniej konkretny powód, nie muszę się z nim wykłócać.

Ja to mam szczęście. Czeka mnie teraz więcej kaw, mocniejszy ból głowy i jeszcze bardziej piekące oczy.
Przeczytałem akta, nie były zbyt grube. Barański został znaleziony w garażu przez żonę, która właśnie przyjechała ze spotkania z przyjaciółkami. Ciało wisiało na klamce, pętla zrobiona była z krawata. Samobójstwo wykluczały ślady szarpaniny i jeden drobny szczegół - odcięto mu genitalia.

******

Nacisnąłem dzwonek domofonu po raz trzeci, gdy w tej samej chwili otworzyły się drzwi i ujrzałem w nich Krystynę Barańską. Była zadbaną brunetką, bardzo ładną, pierwsze zmarszczki nosiła z dumą, zresztą dodawały jej one uroku, nie musiała z nimi walczyć w klinikach kosmetycznych. Z akt wynikało, że ma 47 lat. Wyjąłem swoją legitymację służbową:
- Dzień dobry, komisarz Jakub Huber ze Stołecznej, chciałbym z panią porozmawiać o wydarzeniach wczorajszej nocy.
- Już rozmawiałam wczoraj z innym komisarzem.
- Tak, wiem, z komisarzem Witaszkiem. Niestety ciężko zachorował i ja przejąłem śledztwo. Możemy porozmawiać?
- Proszę. - uchyliła szerzej drzwi, abym mógł wejść.
Dom urządzony był dokładnie tak jak się spodziewałem. Kilka drogich obrazów na ścianach, jakieś antyki, meble robione na zamówienie, piękny, lśniący fortepian w salonie. Wszystko było wysmakowane i miało swoje miejsce, z pewnością projektował to zawodowy architekt wnętrz.
- Napije się pan czegoś? - spytała.
- Poproszę kawę.
- Pozwoli pan, że ja napiję się czegoś mocniejszego, wciąż jestem roztrzęsiona - powiedziała pokazując mi trzymaną w ręku kryształową szklankę, w której znajdował się złocisty płyn.
- Oczywiście.
Nie sprawiała wrażenia roztrzęsionej, raczej opanowanej i wciąż trzymającej klasę. Gdy zniknęła w kuchni rozejrzałem się trochę po salonie. Zdjęcia z mężem ze wspólnego wyjazdu do jakichś ciepłych krajów (obstawiałbym Seszele), fotografia ze spotkania z premierem i zdjęcie z jakąś parą.
- Pańska kawa.
- Dziękuję. Kim są ci państwo na zdjęciu z panią i z mężem?
- Sąsiedzi. Bardzo się zaprzyjaźniliśmy - upiła głębszy łyk ze swojej szklanki - często się spotykamy. To państwo Kolińscy, mieszkają obok.
- Rozumiem. Czy mógłbym zobaczyć garaż?
- Zaprowadzę pana, ale pozwoli pan, że wejdzie pan sam. Proszę zrozumieć...
- Oczywiście, proszę mnie tylko zaprowadzić.
- Niech pan uważa, stopnie są bardzo wąskie - powiedziała otwierając drzwi.
Do garażu prowadziły drzwi w korytarzu, zszedłem po kilku, rzeczywiścię wąskich, stopniach i zapaliłem światło. W środku stało auto Barańskiego, Alfa Romeo Giulietta. Samochód jego żony stał przed garażem. Na klamce drzwi, przez które wszedłem znaleziono powieszonego denata. Barańska widać, naprawdę nie wchodziła do środka, bo wszystko wyglądało dokładnie tak jak na zdjęciach z akt. Brakowało tylko denata, który czekał na sekcję w Zakładzie Medycyny Sądowej na Oczki 1. Już na zdjęciach coś nie dawało mi spokoju, teraz mogłem sam to zobaczyć - prawie w ogóle nie było krwi. To mogło znaczyć, że Barańskiego zamordowano w innym miejscu, odcięcie genitalii to przecież ogromne ilości krwi! Skąd w takim razie w garażu wyraźne oznaki szamotaniny? Przywieziono go tu żywego? Niemożliwe. Po co przywozić żywą ofiarę po tak bezceremonialnej kastracji? By ją zabić? Nie można było tego zrobić w miejscu, w którym pozbawiono Barańskiego męskości? O piętnastej odbędzie się sekcja, ona z pewnością odpowie na wiele z moich pytań.
Wróciłem do domu, Barańska siedziała w fotelu ślepo wpatrzona w pustą już szklankę.
- Przepraszam za kłopot, chciałbym jeszcze z panią porozmawiać, ale niestety bardzo się spieszę. Czy mogę przyjechać wieczorem?
- Jedzie pan na sekcję męża?
- Tak. - nie widziałem powodów, by to przed nią ukrywać.
- Proszę przyjść. Nigdzie dziś nie wychodzę.
- W takim razie, do zobaczenia.

Cholera, była już 15.05, spóźnię się, ale obserwacja sekcji to nic przyjemnego, a liczy się i tak tylko raport z niej. Sądziłem, że Barańska jeszcze sobie trochę wypije, a wieczorem pewnie będzie wstawiona. Było mi to na rękę, pod wpływem alkoholu rozwiązuje się język, a jej zachowanie sprawiało, że miałem sporo pytań, na które chciałbym szczerych odpowiedzi.
Rzecz jasna, spóźniłem się. Patomorfolog Krystian Chomicz pobierał coś z otwartej jamy brzusznej. Spojrzał na mnie i z powrotem pochylił się nad zwłokami.
- Nasz waleczny komisarz Huber raczył przybyć, jak miło... - powiedział znad trupa.
- Daruj sobie, Kris - odparłem. - Mamy coś?
- Tak. Stwierdziłem ciekawy fakt, on nie żyje - Chomicz wyraźnie był nie w humorze.
- To rzeczywiście ciekawe, myślałem że wypisałeś go do domu - podjąłem jego sarkazm.
- O Boże, w takim razie go zabiłem! Siostro, defibrylator. Natychmiast!
- Powiesz mi w końcu czy czegoś się dowiedziałeś?
- Więcej będę wiedział po badaniach histopatologicznych, immunohistochemicznych, toksykologicznych i całej reszcie, teraz pobieram próbki. Co się stało? Trup jest świeży, kwestia 12 godzin, nie więcej. Obcięto mu jaja, ale to nie była przyczyna śmierci, nie wykrwawił się. Prawdopodobnie zrobiono to po śmierci i to dość fachowo, cięcia są równe i w miarę profesjonalnie wykonane.
- Lekarz? - spytałem
- Całkiem możliwe, ale równie dobrze mógł to być każdy, kto zapoznał się z podręcznikiem do medycyny, odcięcie jaj i fujary to nie jest zbyt skomplikowany zabieg, zwłaszcza, gdy wykonuje się go na trupie.
- Przyczyna śmierci?
- Uduszenie. Samobójstwo możliwe, ale mało prawdopodobne.
- Dlaczego?
- Bo facetowi zabrakło tlenu, ale nie ma wyraźnego zsinienia na szyi. Obstawiałbym jakąś poduszkę czy coś w tym stylu. Wyniki badań będę miał jutro, wtedy będę pewniejszy. Muszę mieć jego krew, pracę narządów... Przecież, kurwa,wiesz że to trwa.
- Ale w tej chwili co wiesz?
- Że nie żyje.
- Spierdalaj.
- Dobra, mam coś ciekawego. - wziął ze stolika miskę, w której leżał brunatno-czerwony płat.
- Co to?
- Płuco. Rak w stanie terminalnym, drugie wygląda niewiele lepiej. Facet i tak niedługo by nie żył, ty jesteś gliną, ale to dość poważny argument, że mógł to zrobić jednak sam.
- Tiaa... Sam sobie obciął jaja.
Zadzwonił telefon w kieszeni marynarki, a ja i tak nie miałem tu nic więcej do roboty.
- Muszę odebrać. Na razie. Dzięki - powiedziałem.
- Narka - odpowiedział Chomicz i znów pochylił się nad trupem Barańskiego.
Wyszedłem z sali sekcyjnej na korytarz:
- Słucham.
- Masz coś? Muszę powiadomić media. - w telefonie odezwał się głos Szczerby
- Niewiele. Może pan powiedzieć, że znaleźliśmy zwłoki Barańskiego w jego domu, podejrzewamy samobójstwo, ale nie wykluczamy innych opcji.
- Trochę mało...
- Panie inspektorze, jestem na Oczki, patolog sam jeszcze niewiele wie, więc i ja niewiele wiem.
- Dobra, dobra - odparł. - Witaszek nie żyje.
- Co??? Jak???
- Normalnie, leżał w szpitalu po zawale, wziął i umarł.
- Leżał po zawale i umarł w szpitalu???
- No, zdarza się. Słuchaj, cały wydział składa się na wieniec, więc... - rozłączyłem się.
Niedobrze, kurewsko niedobrze. Myślałem, że odwiedzę Witaszka w szpitalu i spytam o jego pierwsze spostrzeżenia. Będąc pierwszym na miejscu można wiele zobaczyć, a zdjęcia nie zawsze oddają wszystkie szczegóły. Co teraz? Z pewnością powrót na komendę i przygotowanie się na rozmowę z Barańską. Czułem że ona może być kluczowym świadkiem w tej sprawie. Jej zachowanie wydało mi się jakieś dziwne, chociaż dobrze przedstawiała postać świeżej wdowy - nie popadała w egzaltowany żal, ale też była wyraźnie zmartwiona. Hmmm... Czyżby znowu morderstwo ze zdradą w tle?

******

Siedziałem na wygodnej sofie, a naprzeciwko mnie Barańska. Znowu piła, a ja zadowalałem się kolejną kawą.
- O której wróciła pani do domu? - spytałem.
- Nie było późno, około dwudziestej, może dwudziestej pierwszej.
- Co to za przyjaciółki?
- Basia Kolińska, ta sąsiadka, której wspominałam panu dzisiaj i Ania Weber.
- Wjechała pani samochodem do garażu i znalazła pani męża...
- Nie pojechałam samochodem, wróciłam taksówką. Moje auto stoi pod garażem od dwóch dni.
- Rozumiem, w takim razie w jakich okolicznościach znalazła pani zwłoki?
- Weszłam do domu i nikogo nie było, poszłam do garażu, bo mąż lubił grzebać w garażowym warsztacie. Nie mogłam otworzyć drzwi, coś je blokowało, więc naparłam na nie i przeszłam przez szparę w drzwiach.
- Kim są państwo Kolińscy?
- Są... sąsiadami - moje pytanie wyraźnie zbiło ją z pantałyku, co zresztą było moim celem. - to znaczy, poznaliśmy się podczas przeprowadzki, już tu mieszkali.
- Chciałbym wiedzieć czym się zajmują.
- Tomek Koliński był ambasadorem w Australii, niedawno go zdymisjonowano. Wie pan, po zmianie rządu. A Basia... Basia zajmuje się domem.
- Ale to po tej samej zmianie rządu pani mąż został ministrem i to nie bylejakim, był moim zwierzchnikiem, tak naprawdę. A państwo przyjaźnią się z sąsiadami z... hmm... innej bajki, że tak powiem.
- To prawda.
- Wydaje mi się to dziwne.
- Co takiego?
- Że się przyjaźnicie.
- Panie komisarzu... Proszę mi przypomnieć pańskie nazwisko.
- Huber.
- Panie komisarzu Huber - zaczęła jeszcze raz - Kolińskich poznaliśmy, gdy wprowadzaliśmy się do tego domu niecałe 10 lat temu. Proszę sobie wyobrazić, że różnice polityczne i światopoglądowe nie zawsze muszą dzielić.
- Pani ministrowo Barańska - również postanowiłem być oficjalny - dlaczego pani kłamie? Proszę wierzyć, nie pomoże to w ujęciu mordercy pani męża. Chyba, że ma pani w tym jakiś interes.
- Jest pan bezczelny! Czy mam rozumieć, że jestem przesłuchiwana jako oskarżona?
- Gdyby to było przesłuchanie to zaprosiłbym panią na komendę. Teraz po prostu rozmawiamy, chciałbym żeby zauważyła pani tę subtelną różnicę. Kłamie pani, bo Kolińskiego poznała pani 28 lat temu na studiach, co więcej, byliście przez jakiś czas parą. Wydaje mi się, że trudno o tym zapomnieć.
- Skąd...
- Zbieranie informacji to moja praca. Czy to przypadek, że kupili państwo dom obok Kolińskich? Czy mąż wiedział o tej miłości? Czy nadal kocha pani Kolińskiego? Czy minister Barański używał przemocy wobec pani? Czy to prawda, że bałagan w garażu to wynik kłótni między wami? - nadal bolała mnie głowa i miałem dosyć pitolenia i krętactw Barańskiej. - Na te pytania chciałbym otrzymać odpowiedzi.
- Proszę wyjść!!! Dopóki nie dostanę wezwania na komendę nie powiem panu ani słowa.
- Dobrze. Proszę tylko wiedzieć, że nie podejrzewam pani, chciałem tylko porozmawiać, ale skoro woli pani oficjalne przesłuchanie... - wyjąłem z kieszeni bloczek i wypełniłem go - czekam na panią jutro o 10.30. Może pani przyjechać z adwokatem jeśli czuje pani taką potrzebę. Do zobaczenia.
Położyłem wezwanie na ławie i poszedłem w stronę drzwi. Sam. Nie raczyła mnie odprowadzić.

Szedłem do samochodu, ale w ostatniej chwili zmieniłem zdanie. Skierowałem się w stronę sąsiedniego domu, w którym mieszkali Kolińscy.
Drzwi otworzyły się już po pierwszym dzwonku, widocznie widzieli mnie z okna. W przejściu stał Koliński.
- Dobry wieczór, przepraszam za późną porę, nazywam się Jakub Huber z Komendy Stołecznej Policji - pokazałem legitymację - prowadzę śledztwo w sprawie śmierci Jerzego Barańskiego, pana sąsiada. Czy możemy porozmawiać?
- Oczywiście, proszę - uchylił szerzej drzwi żebym mógł wejść.
- Dobry wieczór pani - powiedziałem do Kolińskiej, która stała w korytarzu.
- Dobry wieczór - odparła. - Taka tragedia, bardzo dobrze się znaliśmy. Jeszcze wczoraj byłam z Krysią na pogaduchach. Może gdybyśmy się nie spotkały to nie doszłoby do tragedii. Gdyby była z nim w domu, Boże...
- Proszę się nie obwiniać.
- Widzi pan - powiedział Koliński - byliśmy bardzo dobrymi przyjaciółmi. To morderstwo nami wstrząsnęło.
- Skąd pan wie, że to było morderstwo?
- Powiedział pan... - był wyraźnie zbity z tropu.
- Nic takiego nie mówiłem.
- Być może Krysia mówiła nam coś o państwa podejrzeniach...
- Nie mamy żadnych podejrzeń, czekamy na wyniki sekcji zwłok.
- Tak to jakoś wszystko dziwnie wyglądało, podobno.
- Owszem, ale to jeszcze nie znaczy, że został zamordowany. Czy wiedzieli państwo, że pan Barański chorował na raka?
Oboje spojrzeli po sobie zaskoczeni.
- Słucham? - spytał Koliński. Ich zaskoczenie wyglądało na szczere.
- Jerzy Barański chorował na raka płuc i to w fazie terminalnej.
- To niemożliwe!
- Proszę pana, widziałem jego płuca u patologa. Nie jestem biologiem, ale zapewniam pana, że takimi płucami nie dało się zbyt długo oddychać.
- Przecież to się leczy, a ja nie przypominam sobie, by był w szpitalu przez dłuższy czas.
- Może zauważyli państwo, że chciał coś zmienić w swoim życiu, zmienił się ostatnimi czasy?
Znowu spojrzeli na siebie, jakby się wahając.
- Przejdźmy do salonu - odparł Koliński. - Kochanie, przynieś coś do picia, proszę - zwrócił się do żony.
- On coś odkrył. - powiedział, gdy żona wyszła do kuchni.
- Słucham?
- To była luźna rozmowa przy piwie, jakiś miesiąc temu. Mówił, że trafił na dziwną sprawę w pana firmie.
- W Stołecznej?
- Powiedział, że przed śmiercią chce zrobić coś dobrego i wsadzić skurwysynów do pierdla, przepraszam, tak powiedział.
- Nie szkodzi.
- Nie traktowałem tego serio, myślałem, że kozaczy. Teraz to jakoś inaczej wygląda.
Posiedziałem z nimi jeszcze jakiś czas, porozmawialiśmy i nos podpowiadał mi, że nie mają z tą sprawą nic wspólnego. Za to nie dawała mi spokoju teoria spiskowa, którą Koliński nasączył mój mózg. To nie film sensacyjny, spiski u szczytu władzy? Morderstwo polityczne? Brakuje jeszcze masonów i płaskoziemców. Jednak gdzies w tyle głowy paliła się czerwona lampka.

******

Noc spędziłem w biurze, zresztą i tak nie mogłem spać. Spisałem wszystkie swoje wnioski na pendrivie i zabezpieczyłem go hasłem. Czekałem na ostateczne wyniki sekcji, ale wiedziałem już, że było to morderstwo, wiedziałem kto go dokonał i kto brał w nim bardziej i mniej czynny udział, wiedziałem też najważniejsze - kto był zleceniodawcą. Brakowało tylko stuprocentowych dowodów. Była trzecia nad ranem, o 10.30 miała pojawić się Barańska i nie miałem zamiaru być dla niej miły. Kłamała w co drugim słowie. Nie mogła wejść do garażu drzwiami, którymi mnie wpuściła, stopnie schodów były wąskie, gdyby tylko trochę je pchnęła, by przejść to zwłoki zsunęłyby się ze schodów, a na zdjęciach wyraźnie "siedziały" one na pierwszym stopniu schodów, musiałaby je "poprawić" po wejściu do środka, co byłoby absurdalne albo w wyraźny sposób świadczyłoby przeciwko niej. Weszła główną bramą. Z kimś. Z kimś, czyli z komisarzem Witaszkiem. Wszyscy, łącznie ze Szczerbą, doskonale wiedzieli pod jaki adres jedzie Witaszek, nie pojechał na miejsce zbrodni "z przydziału", tylko by zatrzeć ewentualne ślady, o których mógł zapomnieć. Samo zabójstwo nie było zbyt skomplikowane, sprawić, by człowiek chory na raka płuc przestał oddychać nie było aż takim problemem. Witaszek był kretynem, ale znał się na robocie, mógł zbyt wiele wypaplać, a po skończonej robocie nie był już potrzebny, więc trzeba było go uciszyć. Pozostał jeszcze zleceniodawca. Upiłem ostatniego łyka kawy i postanowiłem się zdrzemnąć. Jutro, z samego rana, jeszcze przed spotkaniem z Barańską, sprawdzę jedną rzecz w archiwum i będę miał pewność kto zlecił morderstwo. Wyciągnąłem pendriva z komputera i położyłem się na wersalce w biurze. Sen nadszedł natychmiast.

******

Inspektor Szczerba tylko kiwał w zdumieniu głową:
- To niemożliwe, to niemożliwe...
- Niestety - powiedział lekarz pogotowia
- Ale zawał? To brzmi jak jakaś straszliwa komedia.
- Gdyby znaleziono go wcześniej to pewnie by przeżył, zbyt długo to trwało. Jeśli to pana pocieszy to umarł we śnie, bezboleśnie.
Zwłoki Jakuba Hubera sanitariusze zabierali właśnie do karetki.
- Mulski!
- Słucham, panie inspektorze.
- Zawołaj Marczaka, dostanie sprawę Hubera.
- Tak jest.
- Mam nadzieję, że jakoś to, kurwa, przeżyje.
Odpowiedz
Nowa odpowiedź


Wiadomości w tym wątku
Takie tam sporadyczne zabawy w pisanie - przez polliter - 18-03-2020, 19:31
RE: Takie tam sporadyczne zabawy w pisanie - przez polliter - 18-03-2020, 20:09
RE: Takie tam sporadyczne zabawy w pisanie - przez polliter - 18-03-2020, 20:19
RE: Takie tam sporadyczne zabawy w pisanie - przez polliter - 18-03-2020, 20:37
RE: Takie tam sporadyczne zabawy w pisanie - przez hogan - 18-03-2020, 20:40
RE: Takie tam sporadyczne zabawy w pisanie - przez cichutkiszept - 18-03-2020, 21:58
RE: Takie tam sporadyczne zabawy w pisanie - przez polliter - 19-03-2020, 20:52
RE: Takie tam sporadyczne zabawy w pisanie - przez polliter - 19-03-2020, 21:14
RE: Takie tam sporadyczne zabawy w pisanie - przez Boldusia - 20-03-2020, 8:06
RE: Takie tam sporadyczne zabawy w pisanie - przez hogan - 19-03-2020, 21:27
RE: Takie tam sporadyczne zabawy w pisanie - przez polliter - 19-03-2020, 21:31
RE: Takie tam sporadyczne zabawy w pisanie - przez hogan - 19-03-2020, 22:02
RE: Takie tam sporadyczne zabawy w pisanie - przez polliter - 19-03-2020, 22:15
RE: Takie tam sporadyczne zabawy w pisanie - przez hogan - 19-03-2020, 22:34
RE: Takie tam sporadyczne zabawy w pisanie - przez polliter - 20-03-2020, 20:21
RE: Takie tam sporadyczne zabawy w pisanie - przez polliter - 22-03-2020, 19:23
RE: Takie tam sporadyczne zabawy w pisanie - przez hogan - 22-03-2020, 20:00
RE: Takie tam sporadyczne zabawy w pisanie - przez polliter - 22-03-2020, 20:22
RE: Takie tam sporadyczne zabawy w pisanie - przez Boldusia - 22-03-2020, 20:34
RE: Takie tam sporadyczne zabawy w pisanie - przez hogan - 22-03-2020, 20:24
RE: Takie tam sporadyczne zabawy w pisanie - przez polliter - 22-03-2020, 20:37
RE: Takie tam sporadyczne zabawy w pisanie - przez Boldusia - 22-03-2020, 20:56
RE: Takie tam sporadyczne zabawy w pisanie - przez Halloween - 22-03-2020, 21:49
RE: Takie tam sporadyczne zabawy w pisanie - przez Boldusia - 22-03-2020, 22:01
RE: Takie tam sporadyczne zabawy w pisanie - przez Halloween - 22-03-2020, 23:15
RE: Takie tam sporadyczne zabawy w pisanie - przez hogan - 22-03-2020, 21:00
RE: Takie tam sporadyczne zabawy w pisanie - przez polliter - 28-03-2020, 12:17
RE: Takie tam sporadyczne zabawy w pisanie - przez hogan - 28-03-2020, 21:26
RE: Takie tam sporadyczne zabawy w pisanie - przez polliter - 29-03-2020, 12:27
RE: Takie tam sporadyczne zabawy w pisanie - przez Dorcik - 29-03-2020, 12:30
RE: Takie tam sporadyczne zabawy w pisanie - przez polliter - 29-03-2020, 12:35
RE: Takie tam sporadyczne zabawy w pisanie - przez hogan - 29-03-2020, 12:50
RE: Takie tam sporadyczne zabawy w pisanie - przez polliter - 29-03-2020, 13:08
RE: Takie tam sporadyczne zabawy w pisanie - przez hogan - 29-03-2020, 13:25
RE: Takie tam sporadyczne zabawy w pisanie - przez polliter - 31-03-2020, 18:10
RE: Takie tam sporadyczne zabawy w pisanie - przez Dorcik - 16-04-2020, 14:41
RE: Takie tam sporadyczne zabawy w pisanie - przez hogan - 31-03-2020, 20:53
RE: Takie tam sporadyczne zabawy w pisanie - przez polliter - 01-04-2020, 17:55
RE: Takie tam sporadyczne zabawy w pisanie - przez hogan - 01-04-2020, 20:41
RE: Takie tam sporadyczne zabawy w pisanie - przez polliter - 07-04-2020, 12:21
RE: Takie tam sporadyczne zabawy w pisanie - przez polliter - 16-04-2020, 19:05
RE: Takie tam sporadyczne zabawy w pisanie - przez Dorcik - 16-04-2020, 20:02
RE: Takie tam sporadyczne zabawy w pisanie - przez polliter - 17-04-2020, 18:37
RE: Takie tam sporadyczne zabawy w pisanie - przez hogan - 17-04-2020, 21:27
RE: Takie tam sporadyczne zabawy w pisanie - przez polliter - 18-04-2020, 11:47
RE: Takie tam sporadyczne zabawy w pisanie - przez hogan - 18-04-2020, 12:13
RE: Takie tam sporadyczne zabawy w pisanie - przez polliter - 20-04-2020, 19:18
RE: Takie tam sporadyczne zabawy w pisanie - przez hogan - 20-04-2020, 22:29
RE: Takie tam sporadyczne zabawy w pisanie - przez polliter - 23-04-2020, 20:21
RE: Takie tam sporadyczne zabawy w pisanie - przez Dorcik - 24-04-2020, 7:59
RE: Takie tam sporadyczne zabawy w pisanie - przez hogan - 24-04-2020, 10:02
RE: Takie tam sporadyczne zabawy w pisanie - przez polliter - 26-04-2020, 12:22
RE: Takie tam sporadyczne zabawy w pisanie - przez hogan - 26-04-2020, 13:02
RE: Takie tam sporadyczne zabawy w pisanie - przez polliter - 26-04-2020, 13:08
RE: Takie tam sporadyczne zabawy w pisanie - przez hogan - 26-04-2020, 14:08
RE: Takie tam sporadyczne zabawy w pisanie - przez polliter - 27-04-2020, 0:54
RE: Takie tam sporadyczne zabawy w pisanie - przez hogan - 27-04-2020, 10:01
RE: Takie tam sporadyczne zabawy w pisanie - przez polliter - 27-04-2020, 10:44
RE: Takie tam sporadyczne zabawy w pisanie - przez hogan - 27-04-2020, 10:51
RE: Takie tam sporadyczne zabawy w pisanie - przez polliter - 27-04-2020, 13:44
RE: Takie tam sporadyczne zabawy w pisanie - przez hogan - 27-04-2020, 15:50
RE: Takie tam sporadyczne zabawy w pisanie - przez polliter - 27-04-2020, 18:03
RE: Takie tam sporadyczne zabawy w pisanie - przez hogan - 27-04-2020, 20:04
RE: Takie tam sporadyczne zabawy w pisanie - przez polliter - 05-05-2020, 12:57
RE: Takie tam sporadyczne zabawy w pisanie - przez hogan - 05-05-2020, 13:23
RE: Takie tam sporadyczne zabawy w pisanie - przez polliter - 05-05-2020, 17:13
RE: Takie tam sporadyczne zabawy w pisanie - przez hogan - 05-05-2020, 19:26
RE: Takie tam sporadyczne zabawy w pisanie - przez uii - 09-08-2023, 11:31
RE: Takie tam sporadyczne zabawy w pisanie - przez polliter - 06-09-2023, 13:16
RE: Takie tam sporadyczne zabawy w pisanie - przez hogan - 07-09-2023, 14:25
RE: Takie tam sporadyczne zabawy w pisanie - przez polliter - 08-09-2023, 20:29
RE: Takie tam sporadyczne zabawy w pisanie - przez hogan - 08-09-2023, 21:23
RE: Takie tam sporadyczne zabawy w pisanie - przez uii - 08-09-2023, 22:48
RE: Takie tam sporadyczne zabawy w pisanie - przez polliter - 10-09-2023, 2:23
RE: Takie tam sporadyczne zabawy w pisanie - przez hogan - 11-09-2023, 17:39

Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości