26-04-2020, 9:11
Zawiał, zaszeleścił, we włosy się wkradł.
Ach ten wiatr, co on wyrabia, między buki się schował, między dęby pobiegł, myśli skradł.
Za chwilę burzą wróci, deszczem, zabierze wszystko, by nic nie zostawić.
Z nim jak ptaki zlęknione zasnąć, białe, błękitne, jak spokój.
Wymarzony, odnaleziony w szpalerze jasnych odcieni.
Jej też oczekujemy, po imieniu wołamy, zawsze i wszędzie. Ona i deszcz mają wspólną historię.
Don Giovanni też ponosi karę, za życie i piekielne otchłanie.
Z wiatrem poszybują myśli proroctwem chmur zadumane, zachwycone,
a może tylko nimi uwięzione.
W korytarzach powietrza oddech odzyskać, na łąki kwieciste pobiec,
tam ptaki flamenco znów zatańczą, pozbędą się strachu porzuconego gniazda, wrócą.
Potem słońce kałuże osuszy, w nich nie widać łez, za duże są.
I choćby życie miałoby długo nie trwać, jemu nie można powiedzieć odejdź i nigdy więcej.
Ach ten wiatr, co on wyrabia, między buki się schował, między dęby pobiegł, myśli skradł.
Za chwilę burzą wróci, deszczem, zabierze wszystko, by nic nie zostawić.
Z nim jak ptaki zlęknione zasnąć, białe, błękitne, jak spokój.
Wymarzony, odnaleziony w szpalerze jasnych odcieni.
Jej też oczekujemy, po imieniu wołamy, zawsze i wszędzie. Ona i deszcz mają wspólną historię.
Don Giovanni też ponosi karę, za życie i piekielne otchłanie.
Z wiatrem poszybują myśli proroctwem chmur zadumane, zachwycone,
a może tylko nimi uwięzione.
W korytarzach powietrza oddech odzyskać, na łąki kwieciste pobiec,
tam ptaki flamenco znów zatańczą, pozbędą się strachu porzuconego gniazda, wrócą.
Potem słońce kałuże osuszy, w nich nie widać łez, za duże są.
I choćby życie miałoby długo nie trwać, jemu nie można powiedzieć odejdź i nigdy więcej.


