06-04-2020, 23:58
Słońce, znowu słońce.
Powinno radość dawać, daje tylko mroku zakończenie.
Noc skończona, co zrobiłem, komu oczy zgasły,
ucichło o litość skomlenie?
Słońce oczy razi, co zrobiłem?
Znowu głosy były, posłuchałem.
W noc wyszedłem, znów zabiłem.
Miał być anioł, diabłem się okazał,
to, co robię,
taką drogę mi pokazał.
Słońce...
To nie byłem ja, ta krew, przerażenie w oczach ofiar.
Bez litości, zmiłowania, jak szaleniec... bez opamiętania.
Skryty w nocy, w ich piwnicy.
Zgasły glosy, poszli spać ci domownicy.
-Idź! Twój czas teraz.
Dziś już wiem, to nie anioł mnie prowadzi, przybrał tylko jego postać.
W jego oczach zło nieskryte pozostało.
Przerażenie, wściekłość ojca, płacz kobiety, dzieci...
-Widzisz, masz władzę, jesteś w niebie.
-Jesteś bogiem, oni wszyscy boją się ciebie.
Słońce śmierci obraz pokazuje, nic nie leczy, nawet nic nie krytykuje.
Znowu gaśnie ogień w kominku.
Ktoś głęboko, cicho szepcze.
Sztylet prawdy w resztkę serca kłuje.
-Coś uczynił nikczemniku?
Powinno radość dawać, daje tylko mroku zakończenie.
Noc skończona, co zrobiłem, komu oczy zgasły,
ucichło o litość skomlenie?
Słońce oczy razi, co zrobiłem?
Znowu głosy były, posłuchałem.
W noc wyszedłem, znów zabiłem.
Miał być anioł, diabłem się okazał,
to, co robię,
taką drogę mi pokazał.
Słońce...
To nie byłem ja, ta krew, przerażenie w oczach ofiar.
Bez litości, zmiłowania, jak szaleniec... bez opamiętania.
Skryty w nocy, w ich piwnicy.
Zgasły glosy, poszli spać ci domownicy.
-Idź! Twój czas teraz.
Dziś już wiem, to nie anioł mnie prowadzi, przybrał tylko jego postać.
W jego oczach zło nieskryte pozostało.
Przerażenie, wściekłość ojca, płacz kobiety, dzieci...
-Widzisz, masz władzę, jesteś w niebie.
-Jesteś bogiem, oni wszyscy boją się ciebie.
Słońce śmierci obraz pokazuje, nic nie leczy, nawet nic nie krytykuje.
Znowu gaśnie ogień w kominku.
Ktoś głęboko, cicho szepcze.
Sztylet prawdy w resztkę serca kłuje.
-Coś uczynił nikczemniku?


