27-03-2020, 21:09
(27-03-2020, 20:19 )bonaparte napisał(a): Dla mnie najgorsze zawsze było Final Cut, nawet nigdy mi się nie chciało tego słuchać w całości. To już bardziej było solowe Watersa przynudzanie.
A tak, nawet jest takie powiedzenie, że to najgorsza płyta Pink Floyd, a najlepsza Rogera Watersa.
Osobiście bardzo lubię smędzenie Watersa, nawet wolę jego solowe dokonania od płyt Pink Floyd bez niego. Nagrał fantastyczną płytę "Amused to death", lepszą niż "A momentary lapse a reason" Floydów. Ale to tylko moje zdanie i kwestia gustu. Po prostu lubię jego smętne, dołujące teksty i depresyjną muzykę. Facet jest po traumatycznych przeżyciach, do tego kawał drania, ale go lubię, sam nawet nie wiem dlaczego, tak już mam i mnie samemu trudno wytłumaczyć skąd ta moja słabość do Watersa.


