17-03-2020, 20:41
(23-04-2019, 19:54 )bonaparte napisał(a):
Jeden z lepszych ich utworów.
Nie przepadam za "Sabotage", mam nieco innych faworytów. Uważam, że wszystkie wcześniejsze płyty, do "Sabotage" właśnie, to najlepszy okres w ich karierze. Później udało im się znakomicie powrócić z Dio, ale zapału starczyło tylko na jedną dobrą płytę ("Heaven and hell"), pozostałe ("Mob Rules" i koncertowa "Live Evil") nie są już tak dobre. Później już była równia pochyła, kompletne nieporozumienie z Gillanem, jeszcze gorsze z Hughesem i kompletna wtórność z Martinem (poza jednym wyjątkiem, naprawdę niezła płyta "Tyr"). Potem znów chwilowa zwyżka z Dio ("Dehumanizer") i nadal miotanie się z Martinem, powrót Ozziego (słabiutka "13"). Taka huśtawka poziomu. Dlatego uważam, że najlepszy i najrówniejszy ich okres to pierwsze 5 płyt, później było raz lepiej, raz gorzej, czyli bardzo nierówno.


