27-01-2019, 14:12
Pobieżnie przeczytałam Wasze posty, więc udzielę się trochę ze strony tego zlego ekspedienta. Zanim zaszłam w ciążę pracowałam w popularnej sieci fastfoodów sprzedających smażone kurczaki. Pracowałam w restauracji przy autostradzie A2, a później przy tej, która znajduje się na drodze S8. Przemiał ludzi jest wielki a ja przede wszystkim obsługiwałam klientów korzystających z okienka dla samochodów.
I powiem Wam moi kochani tak: są ludzie i taborety - zarówno po jednej stronie lady, jak i po drugiej.
Jacy są klienci? Niektórzy są super - uśmiechnięci, mili, wyrozumiali. Rozumieją, że to co im proponuję jest moim obowiązkiem, a nie chęcią gadania o byle czym. Rozumieją, że kolejka jest spora, bo mięso się smaży, rozumieją, że mogę mieć gorszy dzień. Miałam paru takich klientów, którzy gdy przywitałam ich bez uśmiechu powiedzieli coś miłego, zapytali czy wszystko w porządku. Mialam klientow, którzy kazali swoim dzieciom sprzątać po posiłku, bo "ta Pani za ladą nie jest tylko od tego". Miałam klientów, którzy błąd pracownika uważali za po prostu ludzki błąd, a nie za znieważenie klienta czy umyślną złośliwość.
Ale niektórzy są okropni. Na dzień dobry nie odpowiadają (proste dwa słowa, a zmieniają postać całej rozmowy), nie dają mi wytłumaczyć czy nawet odpowiedzieć na ich własne pytania, papiery wyrzucają pod stolik, POTRAFIĄ NASIKAĆ KOŁO PISUARU, albo zostawić zakrwawionego tampona na sedesie. Zostałam wielokrotnie opluta, oblana, obsmarowana sosem. Nie uniknęłam komentarzy napaleńców typu "masz zimne rączki, to znaczy, że jesteś dobra w łóżku" (CO Z TEGO, ŻE OSIEM GODZIN W ŚRODKU ZIMY STOJĘ PRZY OTWARTYM OKNIE). Ludzie potrafili mnie nazwyzywać za nic, próbować oszukać na pieniądze, brać na litość, krzyczeć zupełnie bez powodu. Ludzie są okropni. Z śmieszniejszych rzeczy kiedyś przy sprzątaniu toalet znalazłam na czarnej ścianie narysowanego słonia kostką od pisuarów. Mimo zdenerwowania, że muszę to sprzątnąć rosło mi w sercu, że ktoś tą zasikaną kostkę musiał z tego pisuaru wyjąć i dobrze trzymać skoro narysował tego słonia. A był on spory i nawet całkiem ładny.
Byli ludzie, którzy zauważyli, że nie wyganiamy ich po zamknięciu restauracji (24:00), żeby dokończyli jeść, więc siedzieli do 2 w nocy. Polityka firmy jednak zabrania wyganiania klientów z restauracji, więc trzeba czekać aż sami wyjdą.
Byli też klienci, którzy na moich oczach wkładali swój własny włos do resztki kanapki czy kurczaka, po czym żądali nowego pełnego dania.
Więc moi kochani - pomyślcie, że może ekspedientka nie jest uprzejma nie dlatego, że robi wam łachę, ale przed Wami trafiła na wrednego klienta, który poszarpał jej nerwy. A wagi i inne cuda? To polityka firmy. Ci ludzie nie robią tego, żeby na Was zarobić do własnej kieszeni. Oni mają to zapisane w umowie pod hasłem "wykonuje polecenia pracodawcy".
A co do swieżych chlebków, bułek które faktycznie leżą parę dni? Ja po prostu mówiłam, że na Państwa miejscu wybrałabym coś innego np... i wtedy wszyscy wiedzieli o co chodzi, a szef nie miał się do czego przyczepić, bo to się nazywa sugestywna sprzedaż. Nigdy nie sprzedałam starego kurczaka, chyba, że klient mimo moich sugestii jednak się na niego uparł. Ale w małym sklepiku pewnie nie dałabym rady tak robić, więc w sumie się nie dziwię ekspedientom, oni w ten sposób zarabiają na życie. Nie można wybrać starszego Pana, któremu powiesz, że chleb jest nieświeży ryzykując, że stracisz pracę i nie będziesz miała co do gara włożyć. Mniejsze zło. Ale uwierzcie, że tych kiepskich ekspedientów jest garstka, reszta to normalni ludzie albo muszący tak robić, albo zachowujący się źle przez innego kiepskiego klienta. Tak ja to widzę.
Ale z drugiej strony jest ta garstka złych kasjerów, z którymi też mialam doczynienia jako osoba szkoląca. Młodzi ludzie przychodzący do nas do pracy za nic mieli mycie rąk, potrafili klientowi wydać złotówkę mniej, później lądowała w ich kieszeni, oszukiwać jeśli chodzi o stan produktów (nie chce mi się iść po produkt na magazyn, albo powiem jej, że tam nie ma glutenu to się odwali), zbieranie resztek z podłogi też się zdarzało i mimo tego, że uczyłam i tłumaczyłam jak mieli robić to nic nie docierało. Sama nie chciałabym być obsłużona przez chamską osobę, ktora nie dba o mnie jako o klienta a niestety patrząc na młodzież która tam przychodziła to na prawdę się rzygać chciało. Lenie robiące wszystko po najmniejszej linii oporu, bez żadnych zasad. Ja jako pracownik starałam się dbać o klienta, oni jako pracownicy chcieli po prostu odsiedzieć swoje osiem godzin. Przykre.
I powiem Wam moi kochani tak: są ludzie i taborety - zarówno po jednej stronie lady, jak i po drugiej.
Jacy są klienci? Niektórzy są super - uśmiechnięci, mili, wyrozumiali. Rozumieją, że to co im proponuję jest moim obowiązkiem, a nie chęcią gadania o byle czym. Rozumieją, że kolejka jest spora, bo mięso się smaży, rozumieją, że mogę mieć gorszy dzień. Miałam paru takich klientów, którzy gdy przywitałam ich bez uśmiechu powiedzieli coś miłego, zapytali czy wszystko w porządku. Mialam klientow, którzy kazali swoim dzieciom sprzątać po posiłku, bo "ta Pani za ladą nie jest tylko od tego". Miałam klientów, którzy błąd pracownika uważali za po prostu ludzki błąd, a nie za znieważenie klienta czy umyślną złośliwość.
Ale niektórzy są okropni. Na dzień dobry nie odpowiadają (proste dwa słowa, a zmieniają postać całej rozmowy), nie dają mi wytłumaczyć czy nawet odpowiedzieć na ich własne pytania, papiery wyrzucają pod stolik, POTRAFIĄ NASIKAĆ KOŁO PISUARU, albo zostawić zakrwawionego tampona na sedesie. Zostałam wielokrotnie opluta, oblana, obsmarowana sosem. Nie uniknęłam komentarzy napaleńców typu "masz zimne rączki, to znaczy, że jesteś dobra w łóżku" (CO Z TEGO, ŻE OSIEM GODZIN W ŚRODKU ZIMY STOJĘ PRZY OTWARTYM OKNIE). Ludzie potrafili mnie nazwyzywać za nic, próbować oszukać na pieniądze, brać na litość, krzyczeć zupełnie bez powodu. Ludzie są okropni. Z śmieszniejszych rzeczy kiedyś przy sprzątaniu toalet znalazłam na czarnej ścianie narysowanego słonia kostką od pisuarów. Mimo zdenerwowania, że muszę to sprzątnąć rosło mi w sercu, że ktoś tą zasikaną kostkę musiał z tego pisuaru wyjąć i dobrze trzymać skoro narysował tego słonia. A był on spory i nawet całkiem ładny.
Byli ludzie, którzy zauważyli, że nie wyganiamy ich po zamknięciu restauracji (24:00), żeby dokończyli jeść, więc siedzieli do 2 w nocy. Polityka firmy jednak zabrania wyganiania klientów z restauracji, więc trzeba czekać aż sami wyjdą.
Byli też klienci, którzy na moich oczach wkładali swój własny włos do resztki kanapki czy kurczaka, po czym żądali nowego pełnego dania.
Więc moi kochani - pomyślcie, że może ekspedientka nie jest uprzejma nie dlatego, że robi wam łachę, ale przed Wami trafiła na wrednego klienta, który poszarpał jej nerwy. A wagi i inne cuda? To polityka firmy. Ci ludzie nie robią tego, żeby na Was zarobić do własnej kieszeni. Oni mają to zapisane w umowie pod hasłem "wykonuje polecenia pracodawcy".
A co do swieżych chlebków, bułek które faktycznie leżą parę dni? Ja po prostu mówiłam, że na Państwa miejscu wybrałabym coś innego np... i wtedy wszyscy wiedzieli o co chodzi, a szef nie miał się do czego przyczepić, bo to się nazywa sugestywna sprzedaż. Nigdy nie sprzedałam starego kurczaka, chyba, że klient mimo moich sugestii jednak się na niego uparł. Ale w małym sklepiku pewnie nie dałabym rady tak robić, więc w sumie się nie dziwię ekspedientom, oni w ten sposób zarabiają na życie. Nie można wybrać starszego Pana, któremu powiesz, że chleb jest nieświeży ryzykując, że stracisz pracę i nie będziesz miała co do gara włożyć. Mniejsze zło. Ale uwierzcie, że tych kiepskich ekspedientów jest garstka, reszta to normalni ludzie albo muszący tak robić, albo zachowujący się źle przez innego kiepskiego klienta. Tak ja to widzę.
Ale z drugiej strony jest ta garstka złych kasjerów, z którymi też mialam doczynienia jako osoba szkoląca. Młodzi ludzie przychodzący do nas do pracy za nic mieli mycie rąk, potrafili klientowi wydać złotówkę mniej, później lądowała w ich kieszeni, oszukiwać jeśli chodzi o stan produktów (nie chce mi się iść po produkt na magazyn, albo powiem jej, że tam nie ma glutenu to się odwali), zbieranie resztek z podłogi też się zdarzało i mimo tego, że uczyłam i tłumaczyłam jak mieli robić to nic nie docierało. Sama nie chciałabym być obsłużona przez chamską osobę, ktora nie dba o mnie jako o klienta a niestety patrząc na młodzież która tam przychodziła to na prawdę się rzygać chciało. Lenie robiące wszystko po najmniejszej linii oporu, bez żadnych zasad. Ja jako pracownik starałam się dbać o klienta, oni jako pracownicy chcieli po prostu odsiedzieć swoje osiem godzin. Przykre.


