22-08-2018, 21:16
U mnie sen jest nimal taki sam.. od kiedy tylko skończyłem 16 lat.
Hotelowy ( chyba ) korytarz, w starym stylu.
Czerwony dywan, ciemnozielone draperie ścian, mahoniowe, ciężkie drzwi po obu stronach.
Cisza. Coś każe mi iść do przodu, krok za krokiem..
Po chwili dostrzegam obrazy na ścianach. W pięknie zdobionych ramach, sceny z życia. Kurde, mojego!
Po prawej, smutne, tragiczne, złe.
Po lewej - dobre, radosne.. Pamięć odbiega do niektórych z nich, ale - wciąż krok za krokiem, do przodu.
Odruchowo liczę obrazy.. dziewietnaście po lewej, dziewięnascie po prawej.
Im bliżej ostatnich drzwi w korytarzu, tym nogi robią się cięższe.. w żołądku z sekundy na sekundę kamieniem zaczyna ciążyć bryła lodowatego strachu. Irracjonalnego, bo bez wyraźnego powodu.
Dopiero teraz widzę, że te ostatnie drzwi, jako jedyne - nie są zamknięte. Widać opalizujące, jakby fioletowe swiatło. Dobiega cichutka, hipnotyzujaca muzyka. Tylko że strach przeradza się już z zwierzęce przerażenie.. w mózgu coś wrzeszczy opętańczo : uciekaj! Nogi jednak odmawiaja połsłuszeństwa. Krok przed drzwiami.
Serce wali jak oszalałe, pot płynie zalewając oczy. Chcę je przetrzeć, z wysiłkiem podnoszę rękę.. po drodze dłoń haczy o kolbę służbowego sig sauera. Dotyk zimnej stali czyni mały cud.. niesie jakiś spokój.
Ten jeden krok. Kopniak w drzwi.. w potokach fioletowo - purpurowego swiatła ostatnim jak w ostatnim mgnieniu widac sylwetkę wysokiej kobiety z włosami chwyconymi w długi kucyk.
Ciemność.
Budze sie zawsze w tym samym momencie. Spocony, w skopanej pościeli.. przerażony jak jasna cholera.
Hotelowy ( chyba ) korytarz, w starym stylu.
Czerwony dywan, ciemnozielone draperie ścian, mahoniowe, ciężkie drzwi po obu stronach.
Cisza. Coś każe mi iść do przodu, krok za krokiem..
Po chwili dostrzegam obrazy na ścianach. W pięknie zdobionych ramach, sceny z życia. Kurde, mojego!
Po prawej, smutne, tragiczne, złe.
Po lewej - dobre, radosne.. Pamięć odbiega do niektórych z nich, ale - wciąż krok za krokiem, do przodu.
Odruchowo liczę obrazy.. dziewietnaście po lewej, dziewięnascie po prawej.
Im bliżej ostatnich drzwi w korytarzu, tym nogi robią się cięższe.. w żołądku z sekundy na sekundę kamieniem zaczyna ciążyć bryła lodowatego strachu. Irracjonalnego, bo bez wyraźnego powodu.
Dopiero teraz widzę, że te ostatnie drzwi, jako jedyne - nie są zamknięte. Widać opalizujące, jakby fioletowe swiatło. Dobiega cichutka, hipnotyzujaca muzyka. Tylko że strach przeradza się już z zwierzęce przerażenie.. w mózgu coś wrzeszczy opętańczo : uciekaj! Nogi jednak odmawiaja połsłuszeństwa. Krok przed drzwiami.
Serce wali jak oszalałe, pot płynie zalewając oczy. Chcę je przetrzeć, z wysiłkiem podnoszę rękę.. po drodze dłoń haczy o kolbę służbowego sig sauera. Dotyk zimnej stali czyni mały cud.. niesie jakiś spokój.
Ten jeden krok. Kopniak w drzwi.. w potokach fioletowo - purpurowego swiatła ostatnim jak w ostatnim mgnieniu widac sylwetkę wysokiej kobiety z włosami chwyconymi w długi kucyk.
Ciemność.
Budze sie zawsze w tym samym momencie. Spocony, w skopanej pościeli.. przerażony jak jasna cholera.


