16-07-2018, 14:18
Nie lubię szerszeni a wyjątkowo uwielbiają mój dom. Dwukrotnie skubańce były przyczyną rozbierania części dachu bo potrafiły sobie tam uwijać swoje mieszkanko. Ja pierdziu nie było życia, wieczory najgorsze bo trzeba było zamykać okna bo jak durne uderzają do światła. Wystarczyło tylko włączyć lampkę czy tv i w okno leciał grad owadów. Ten przerażający huk uderzania w szybę a brrr... No i chcąc nie chcąc straż musiała interweniować choć też z wielkim bulwersem (w domu jest dziecko i osoba starsza więc to zmienia postać rzeczy jeśli chodzi o interwencję). Kiedyś na strychu miałam taki fajny mały pokoik w którym za dzieciaka bawiłyśmy się z siostrami. Same sobie zainstalowałyśmy karnisz i firankę nad oknem (obecnie dzieciaki mają bezwzględny zakaz wyjścia gdziekolwiek a co dopiero pozwolić bawić się na strychu, wspinać się, etc). Kilka lat temu weszłam tam z ciekawości i jakie było zdziwienie jak okazało się, że było tam kilka sztuk tych dziadów. Wyobraźcie sobie, że karnisz i firanka były przegryzione na wylot... Szok. Chyba próbowały zrobić tam gniazdo ale wytrułam je (mea kulpa). I tak skończyła się era mojego dzieciństwa, jedyne pamiątki z tego okresu trzeba było zdjąć, żeby przypadkiem znowu coś podobnego nie miało miejsca i nie pogryzły kogoś, kto mógłby wyjść na strych.


