Nowa odpowiedź
Ocena wątku:
  • 11 głosów - średnia: 2.91
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5

Wszystko i nic, czyli minaturki według Dev
#8

LODOWA PUSTKA

  Ocknęłam się wciśnięta w kąt baraku leżąc na brzuchu z twarzą na jakimś tobołku. W uszach mi dzwoniło i ledwo widziałam. Przed oczyma latały czarne plamy, nie pomagało mruganie powiekami. Chciałam się podnieść, ale całe ciało przeszył taki ból, że zrezygnowałam. Nie podejrzewałam, że mam tyle kości, chyba wszystkie były połamane. Nawet oddychanie zaczęło mi sprawiać trudność. Skupiłam się na płytkich wdechach, żeby jak najmniej podrażniać obite żebra.
W głowie miałam pustkę, nie wiedziałam gdzie jestem i jak się tutaj znalazłam. Gdzieś na skraju pamięci czaiła się odpowiedź, tuż na wyciągnięcie ręki, ale wciąż mi uciekała. Było mi coraz zimniej i zaczęłam się trząść, oddech zamieniał się w parę wodną i szadzią osiadał na nosie, i ustach. Zaciskając zęby starałam się odwrócić na plecy, potrzebowałam na to kilkunastu minut, ale udało się. Wpatrywałam się w sufit cicho jęcząc. Skupiłam wzrok na plątaninie rur i kabli biegnących wyżej oraz kilku słabo świecących żarówkach w prostych kloszach. Z lewej strony zauważyłam wystającą ze ściany rurę, którą desperacko chwyciłam i prawie płacząc usiadłam.
Wraz ze zmienioną perspektywą zauważyłam, że znajdowałam się w jakimś garażu. Stał samochód terenowy z łańcuchami na kołach, kilkanaście beczek, naprzeciw mnie stół, z którego zwisały jakieś druty, nad nim zawieszono narzędzia. Po chwili dotarło do mnie, dlaczego jest tak zimno. Wrota były otwarte na oścież, a mimo ciemności panującej na zewnątrz widziałam dziki taniec płatków śniegu.
Śnieg! Pamięć wróciła jak starożytny bumerang. Przypomniałam sobie wszystko, gdzie jestem, dlaczego tutaj i co się stało.
 
Niektórzy wierzą, że nasze fobie odzwierciedlają śmierć poprzedniego wcielenia. No cóż, można próbować nad nimi zapanować, poddać się hipnozie lub innemu szarlatańskiemu leczeniu, albo uciec.
W dwudziestym trzecim wieku przestało istnieć coś takiego jak wolna przestrzeń. Ludzie zamieszkiwali izolowane miasta, stłoczeni jak sardynki na wciąż kurczącym się terenie. Na pojedynczego osobnika przypadało jakieś siedem- osiem metrów kwadratowych i nic nie miał z tym wspólnego status. Każda kobieta mogła urodzić tylko jedno, jedyne dziecko, a i tak przeludnienie było ogromne. Żywność produkowano w wyspecjalizowanych zakładach, całkowicie zmechanizowanych. Wokół metropolii rozciągały się lasy, które przekształcono w parki narodowe, a wstęp do nich był karany śmiercią. Jasne, człowieka zawsze można oszukać, wymyślić jakąś bajeczkę, która miała wytłumaczyć złamanie prawa, ale jak kłócić się z robotami? To właśnie one pilnowały, żeby nikt nie ośmielił się złamać zakazu.
W tym wszystkim tkwiłam ja, z klaustrofobią, która dusiła na każdym kroku. W mieszkaniu miałam tylko materac, a i tak wciąż wydawało mi się, że to za dużo. Przez miesiąc kłóciłam się i robiłam nieziemskie awantury w Instytucie Robotyki, żeby dostać biurko przy oknie. Niby niewiele, ale mimo wszystko trochę dalej od ścian, które napierały na skołataną psychikę. Wciąż byłam na prochach, choć niewiele pomagały, a po tej całej hipnozie paranoja jeszcze się pogłębiła. Przed nią mogłam jeszcze wjechać windą na czterdzieste siódme piętro, przyklejona nosem do szyby i modląc się o właściwą kondygnację, po niej wspinałam się po schodach dysząc jak jakaś machina parowa.
Wybawienie nadeszło z niespodziewanej strony. Ludzkość, mimo postępu techniki wciąż tkwiła na Ziemi przykuta grawitacją. Od pokoleń nic się nie zmieniło, kilka razy odwiedzono Księżyc, sondy latały po całym układzie słonecznym, ale nie dalej. Najbardziej zaawansowany sprzęt ulegał awarii w próżni kosmicznej po przekroczeniu orbity Neptuna. Najwybitniejsi uczeni głowili się nad tym problemem w tajnym ośrodku na dalekiej północy, tuż pod biegunem magnetycznym. Co kilka lat wymieniano ekipę, w końcu przebywanie w tak ekstremalnych warunkach nie wpływa pozytywnie na człowieka. Wieczna zima, przez pół roku noc i niesprzyjająca aura.
Kiedy wybrano mój projekt do realizacji w stacji arktycznej „Pierwiosnek” cieszyłam się. Oznaczało to, że dostanę premię i może uda mi się wreszcie wyjechać na zasłużony odpoczynek, gdzieś gdzie nie będą napierać ściany. Kiedy okazało się, że mam go także zrealizować moja radość nie znała granic. Oznaczało wyniesienie się z zatłoczonego miasta na kompletne pustkowie. Kompleks mieliśmy zamieszkać w dziesiątkę, ośmioro naukowców i dwójka techników mających zajmować się obsługą stacji. Po podpisaniu kilkunastu dokumentów, potwierdzeniu klauzul poufności i wysłuchaniu prawników odnośnie kar za złamanie tajności wykonywanych prac upchano nas w wysłużonym wojskowym samolocie.  Moja euforia minęła bez śladu, dusiłam się, oblewał mnie zimny pot, chciałam uciec i zaszyć się we własnym mieszkaniu. Tam przynajmniej czułam się w miarę bezpiecznie.
Kuliłam się w fotelu, wlepiałam wzrok w małe okienko, widziałam szaleństwo odbijające się w źrenicach. Ktoś mnie złapał za ramię i odwrócił, spojrzałam w hipnotyzujące oczy jednego z techników, Marka. Poczułam ukłucie w szyję, chciałam się wyrwać, ale trzymał mocno więżąc między fotelami. Potem była tylko ciemność.
 
Coś musiało się stać w czasie, gdy byłam nieprzytomna. Potarłam twarz dłonią, żeby pozbyć się z niej lodu i zauważyłam krew na palcach.  Delikatnie obmacałam czerep, miałam rozcięty łuk brwiowy i guza za prawym uchem. Z rozmyślań wyrwał mnie hałas przy wrotach. Ktoś coś wlókł, używając przy tym niewybrednego języka. W obrysie zamajaczyły dwie postacie ciągnące jakąś plandekę.
- Co zrobimy z ciałami? Pochowamy je tam, przy wraku? – Rozpoznałam Teda, jednego z analityków.
- Nie damy rady w tej zmarzlinie wykopać żadnego dołu. – Technikowi drżał głos. – Będziemy musieli je tam zostawić.
- A dzikie zwierzęta? – Naukowiec puścił swój koniec materiału, tak, że jej zawartość zaczęła się toczyć po podłodze garażu.
- Ty się lepiej zacznij martwić o tych, którzy przeżyli, kretynie. – Marek oparł się o ścianę i zapatrzył w szalejącą za zewnątrz zamieć. – Zostało nas czworo, a kody wejściowe do kompleksu znała tylko Mira, bez niej nie dostaniemy się do środka. Chcesz przez kilka lat żyć w tym cholernym garażu? Bez ogrzewania, żywności i łączności?
Kody wejściowe? Przecież też je znałam, w końcu znałyśmy się z Mirą od lat, byłyśmy może nie przyjaciółkami, ale dobrymi znajomymi. Mimo podpisanych dokumentów dała mi zapasowy zestaw wejściowy do „Pierwiosnka”, tak na wszelki wypadek. Czyżby coś przeczuwała?
- Gdzie jest wejście? – Wychrypiałam i starałam się podnieść do pozycji stojącej.
- Kaja! Nie wstawaj, możesz mieć wstrząśnienie mózgu, albo coś połamane. –Mimo swojej misiowatej postury Marek poruszał się zadziwiająco szybko. – Jak się czujesz?
Jego dotyk mną wstrząsnął. Nie chciałam, żeby to robił, kojarzyło mi się to z czymś złym. Zmrużyłam powieki i starłam się odsunąć, choć w moim stanie nie był to najmądrzejszy pomysł. Zachwiałam się i pewnie znów zmieniłabym pozycję na horyzontalną, ale chwycił mnie w silne ramiona i delikatnie posadził na jakimś pudle.
- Co mi wstrzyknąłeś? – Wysyczałam przez zaciśnięte zęby.
- Co? – Był zdziwiony, czy tylko udawał?
- Marek, nie staraj się ze mnie robić wariatki. Przecież pamiętam.
- To tylko środek nasenny – przyznał w końcu. – Bez niego byś nie przetrwała tak długiego lotu, mogłaś sprawiać zagrożenie dla innych.
- Zagrożenie? A co jesteś lekarzem? – Zakpiłam. – Co się właściwie stało? Chyba nie ja odpowiadam za tą katastrofę.
- Nie. – Dołączył do nas Ted. – Wpadliśmy w burzę śnieżną.
Był niziutkim mężczyzną o wyłupiastych oczach i cierpiał na myzofobię. Zastanawiałam się jak on może pracować przy budowie maszyn, skoro tam wiecznie jest jakiś brud, kurz i tak dalej. I jak radził sobie teraz.
- Kto jeszcze przeżył? – Chyba dosłyszałam, że jest nas czworo.
- Reza, ale on ma złamaną nogę. Już mu ją nastawiłem. – Marek uśmiechnął się tajemniczo.
Coś mi nie pasowało. Był tylko technikiem, a zachowywał się jak przywódca. Musiał coś wyczytać z mojej twarzy, bo się zasępił.
- Słuchajcie. – Miał mocny głos. – Musimy jakoś się zorganizować, żeby przeżyć. Bez łączności jesteśmy skazani na śmierć, a nie dostaniemy się do środka.
- Znam kody – wyszeptałam.
- Naprawdę? – zapytał ucieszony Ted. – Łóżko, jedzenie, ciepło. – Miał tak rozmarzony wzrok, że nie sposób było nie dzielić jego radości. – Idę zajrzeć do Rezy, a wy może wreszcie otworzycie drzwi naszego nowego domu?
Poszedł na drugi koniec garażu i zniknął nam z widoku.
- Powiesz mi wreszcie, co tutaj tak naprawdę się dzieje? – Przeczuwałam, że nie spodoba mi się to, co usłyszę.
- Macie budować nowe roboty, ale chyba w tej sytuacji będą nas ewakuować.
- Nie jestem idiotką, a ty się nie zachowujesz jak zwykły technik. Co tutaj, do jasnej cholery, jest grane.
Przypatrywał mi się w milczeniu, widziałam, że walczy ze sobą.
- To tajne. – Odpowiedział z naciskiem. – Wiesz dobrze, że nie mogę ci powiedzieć.
- Grrr. – Zawarczałam, bo nic innego mi nie przyszło na myśl.
- Lubię kobiety z pazurem. – Uśmiechnął się od ucha do ucha i pogłaskał po ręce. – Kaja, lepiej żebyś nie wiedziała.
- Co ty nie powiesz.
Poddałam się bólowi, czułam, że powoli odpływam.
- Hej. – Lekko mnie uderzył w twarz. – Nie usypiaj, musimy się dostać do środka. Gdzie je masz?
Pokazałam mu na kieszeń puchowej kurtki i zemdlałam.
 
Kolejny raz ocknęłam się, tym razem w ciepłym łóżku. Podniosłam się na łokciach i podziwiałam wielkość pokoju. Musiał mieć jakieś dwadzieścia metrów kwadratowych, w takich warunkach to ja mogłam żyć i pracować, bez ataków paniki. Powoli starłam się podnieść, pamiętałam jak bardzo mnie bolało poprzednie przebudzenie. Tym razem jednak było to tylko tępe dudnienie, więc odważyłam się spuścić nogi na podłogę. Z trudem wciągnęłam buty i ruszyłam na zwiedzanie bazy.
Kompleks musiał być ogromny. Przekonałam się o tym, kiedy zajrzałam do jednego z laboratoriów. Zaburczało mi w brzuchu, więc moim priorytetem stało się znalezienie kuchni. Właśnie mijałam drzwi oznaczone jako centrum łączności, gdy ze środka dobiegł mnie głos Marka. Słyszałam tylko jego odpowiedzi, ale pozwoliło mi to wreszcie odkryć, co tak naprawdę jest celem wysłania nas na daleką północ.
- Nic z tego nie będzie… Za mała grupa porównawcza… Lepiej będzie jak nas zabierzecie… Mówię poważnie… Oni? … Mam tylko przypadek klaustrofobii, myzofobii i demofobii … Jak niby mam to zrobić? … To za mała grupa porównawcza, nic sensownego nie wywnioskuję… Pewnie, niech mi tu przyślą jakiś jełopów z wojska… I co z tego, że jestem psychiatrą?
Wszystko poukładało się w logiczną całość. Każdy z członków ekipy miał jakąś fobię i to nie my mieliśmy przeprowadzać eksperymenty, tylko być obiektami. W co ja znów się wpakowałam? Dosyć, nie będę dłużej ofiarą. Nie mogę stawić czoła „technikowi”, na ocalałych pewnie też nie mogłam liczyć. Pójdę tam, gdzie mnie oczy poniosą.
Pokuśtykałam do kuchni i zabrałam tyle zapasów ile zdołałam unieść. Poruszając się jak najciszej wróciłam do pokoju i zaczęłam się pakować. Dużo czytałam i wiedziałam jak ekstremalne warunki panowały na zewnątrz. Był to jednak raj dla udręczonego klaustrofobią umysłu. Ubrałam się najcieplej jak potrafiłam i zarzuciłam plecak.
Daleko nie uszłam, może z kilometr. Dogonił mnie wściekły Marek w pojeździe gąsienicowym przystosowanym do jazdy po śniegu. Bez ceregieli zostałam wrzucona do środka.
- Gdzie się wybierałaś, idiotko? – Zacisnął dłonie na kierownicy, a ja starałam się stać niewidzialna. – Za kilka godzin znalazłbym tylko zimnego trupa.
- I twoja drogocenna grupa porównawcza zmniejszyłaby się o jednego członka? Szanowny panie psychiatro? – Nie potrafiłam się powstrzymać.
- Słyszałaś? – Westchnął ciężko. – Głupie pytanie, oczywiście, że słyszałaś.
Zastanawiałam się, co zamierza z nami zrobić. Nie za bardzo uśmiechał mi się powrót do „cywilizacji”, wolałam umrzeć tutaj, na wielkiej przestrzeni, gdzie nic nie napierało na skołatany umysł.
- Obserwacja was miało pomóc w opracowaniu programu dla przyszłych kosmonautów. – Zaczął mówić sam z siebie. – W nieznanym środowisku przy odpowiednio dobranych lekach powinno wam się, albo polepszyć, albo pogorszyć. Można by wysnuć jakieś…
- Nie próbuj mnie raczyć naukowym bełkotem, za dużo się go nasłuchałam na kozetce u psychoanalityka. – Otworzyłam drzwi i wpuściłam arktyczne powietrze do nagrzanego środka. – Nie interesują mnie wasze motywy i tak zachowaliście się jak ostatnie kanalie.  Nie mam zamiaru być żadnym królikiem doświadczalnym. – Wykrzyczałam w pustą przestrzeń. – Mam zamiar pracować nad projektem, a ty się trzymaj ode mnie z daleka.
 
Po tygodniu przybyła ekipa ratownicza, a w ślad za nią dodatkowi naukowcy, którzy mieli zasilić nasze szeregi. Nie dociekałam, na jakie fobie cierpieli, wolałam nie wiedzieć. Unikaliśmy się z Markiem jak dwa wściekłe psy. On miał swój projekt, ja pracę do wykonania. Po jej zakończeniu nasze drogi miały się rozejść.  Miałam jednak nadzieję, że w jakiś cudowny sposób uda mi się zostać w arktycznej stacji na zawsze.
Odpowiedz
Nowa odpowiedź


Wiadomości w tym wątku
Wszystko i nic, czyli minaturki według Dev - przez Dev - 14-06-2018, 18:38
RE: Wszystko i nic, czyli minaturki według Dev - przez ro_bot - 14-06-2018, 19:57
RE: Wszystko i nic, czyli minaturki według Dev - przez Dev - 14-06-2018, 20:08
RE: Wszystko i nic, czyli minaturki według Dev - przez ro_bot - 14-06-2018, 20:13
RE: Wszystko i nic, czyli minaturki według Dev - przez Dev - 14-06-2018, 20:26
RE: Wszystko i nic, czyli minaturki według Dev - przez hogan - 14-06-2018, 21:51
RE: Wszystko i nic, czyli minaturki według Dev - przez Dev - 15-06-2018, 18:46
RE: Wszystko i nic, czyli minaturki według Dev - przez Dev - 15-06-2018, 18:58
RE: Wszystko i nic, czyli minaturki według Dev - przez hogan - 15-06-2018, 20:05
RE: Wszystko i nic, czyli minaturki według Dev - przez Dev - 15-06-2018, 20:21
RE: Wszystko i nic, czyli minaturki według Dev - przez hogan - 15-06-2018, 20:46
RE: Wszystko i nic, czyli minaturki według Dev - przez Dev - 15-06-2018, 20:50
RE: Wszystko i nic, czyli minaturki według Dev - przez hogan - 15-06-2018, 21:18
RE: Wszystko i nic, czyli minaturki według Dev - przez Dev - 21-06-2018, 13:52
RE: Wszystko i nic, czyli minaturki według Dev - przez uii - 05-05-2024, 13:23
RE: Wszystko i nic, czyli minaturki według Dev - przez uii - 05-05-2024, 20:22
RE: Wszystko i nic, czyli minaturki według Dev - przez polliter - 05-05-2024, 22:00
RE: Wszystko i nic, czyli minaturki według Dev - przez uii - 05-05-2024, 23:23

Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości