07-06-2018, 0:43
Nadszedł czas abym też dodała swoje trzy grosze.
Moja mama została przy topiona w czasie prób nauki chyba przez brata o ile dobrze pamiętam.
Od tamtej pory wchodzi do wody tylko pochodzić, pływać i tak się nie nauczyła a dodatkowo nabrała się lęku na całe życie.
Mój tatko sam jak pływał, to raz mało brakowało, nie wypłynąłby na wierzch, bo zaczepił się o jakiś konar na dnie gdy
nurkował. Mimo to, nadal chętnie nurkuje mimo siedemdziesiątki na karku.
W dzieciństwie dziadek próbował uczyć mnie pływać, nic z tego nie wyszło.
Puścił ręce i kazał mi machać rękoma i nogami a taką metodą poszłam na dno.
Wynurzyłam się z pomocą dziadka, który oczywiście czuwał przy mnie i wszyscy patrzyli z otwartymi ustami w strachu
czy ze mną wszystko w porządku a moje pierwsze słowa to: Jakie ta ryba miała wielkie oczy!!! :zdziwienieke:
Jak się przy topiłam, to pod wodą mignął mi gdzieś ciernik ale w wodzie i ze strachu, wydało mi się, jak by oczy tej
ryby krążyły jak spirale i robiły się coraz większe i stąd moje stwierdzenie o jej oczach
Coś w ten deseń.
![[Obrazek: RegularSparklingGermanspaniel-size_restricted.gif]](https://thumbs.gfycat.com/RegularSparklingGermanspaniel-size_restricted.gif)
A potem, za może jakieś dwa czy trzy lata, bodajże w wieku 8 lat, nauczyłam się pływać metodą typową dla ryby, jakiem rybka
1. Zanurzenie pod wodą z zatkanym nosem
2. Zanurzenie się pod wodą bez zatkanego nosa.
3. Chodzenie pod wodą z zatkanym nosem.
4. Pływanie pod wodą bez zatkanego nosa.
5. Wynurzenie spod wody i już pływanie jak na rybkę przystało.
Dziś kompletnie nie boję się pływania, nurkowania ani niczego co z wodą jest związane. To mój żywioł.
No bo jak ryba mogłaby bez wody żyć?
Mimo też tego, że raz o mało się nie utopiłam.
A więc mój wniosek jest taki, że dużo zależy od osobowości człowieka, nastawienia, psychiki, itd.
Jeden pokona lęk, który kiedyś mu towarzyszył a inny zachowa uraz do końca życia lub do sytuacji wymagającej pływania.
Moja mama została przy topiona w czasie prób nauki chyba przez brata o ile dobrze pamiętam.
Od tamtej pory wchodzi do wody tylko pochodzić, pływać i tak się nie nauczyła a dodatkowo nabrała się lęku na całe życie.
Mój tatko sam jak pływał, to raz mało brakowało, nie wypłynąłby na wierzch, bo zaczepił się o jakiś konar na dnie gdy
nurkował. Mimo to, nadal chętnie nurkuje mimo siedemdziesiątki na karku.
W dzieciństwie dziadek próbował uczyć mnie pływać, nic z tego nie wyszło.
Puścił ręce i kazał mi machać rękoma i nogami a taką metodą poszłam na dno.
Wynurzyłam się z pomocą dziadka, który oczywiście czuwał przy mnie i wszyscy patrzyli z otwartymi ustami w strachu
czy ze mną wszystko w porządku a moje pierwsze słowa to: Jakie ta ryba miała wielkie oczy!!! :zdziwienieke:
Jak się przy topiłam, to pod wodą mignął mi gdzieś ciernik ale w wodzie i ze strachu, wydało mi się, jak by oczy tej
ryby krążyły jak spirale i robiły się coraz większe i stąd moje stwierdzenie o jej oczach

Coś w ten deseń.
A potem, za może jakieś dwa czy trzy lata, bodajże w wieku 8 lat, nauczyłam się pływać metodą typową dla ryby, jakiem rybka

1. Zanurzenie pod wodą z zatkanym nosem
2. Zanurzenie się pod wodą bez zatkanego nosa.
3. Chodzenie pod wodą z zatkanym nosem.
4. Pływanie pod wodą bez zatkanego nosa.
5. Wynurzenie spod wody i już pływanie jak na rybkę przystało.

Dziś kompletnie nie boję się pływania, nurkowania ani niczego co z wodą jest związane. To mój żywioł.
No bo jak ryba mogłaby bez wody żyć?
Mimo też tego, że raz o mało się nie utopiłam.
A więc mój wniosek jest taki, że dużo zależy od osobowości człowieka, nastawienia, psychiki, itd.
Jeden pokona lęk, który kiedyś mu towarzyszył a inny zachowa uraz do końca życia lub do sytuacji wymagającej pływania.


