05-05-2018, 21:03
Pewnie wypadnę tu blado bo już od kilku dobrych w sumie lat żyję ze słowami "młoda głupia życia nie znasz" a dlaczego? Mam 27 lat, nigdy nie interesowało mnie małżeństwo. Nie dlatego, że mam siano w głowie- nigdy tak nie było. Nigdy nie skakałam z kwiatka na kwiatek. Pierwsze starcie z rodzinką miałam w wieku 18 lat, bo jak to bywa, "jesteś dorosła, czas zacząć życie- dzieci, mąż" o rany... Moja matka rozstała się z ojcem (chwała jej za to) gdy miałam 16 lat. Widząc to wszystko co działo się w domu rodzinnym i między nimi byłam zaskoczona totalnie jak zaczęto ode mnie wymagać stałego partnera dzieci bla bla bla. Postawiłam się, nie mam zamiaru spełniać oczekiwań rodzinki. Nie interesuje mnie plotkowanie o kuzynach/kuzynach którzy mają dzieci, partnerów a ja czekam nie wiadomo na co. W tym momencie połowa młodych jest już po rozwodzie, z dziećmi z wpadek. Jestem ZŁA bo ja się nie dałam w to wrobić. Mam partnera od 3 lat, już nikt nie upomina się o mój ślub. Nie potrzebuję go bo do czego? Bo rodzina chce? Czy miłość się zmienia na lepsze tylko przez głupi papierek? A ile małżeństw jest totalnie złych, niszczących a mimo wszystko ludzie w tym tkwią bo "obiecywało przed Bogiem", "bo jak to wygląda że rozwód, co ludzie powiedzą". Chore. Ale przecież żyjemy w czasach, kiedy nie można mieć własnego zdania, żyć jak MY chcemy bo jedyne co słychać to fala krytyki i bluzgów bo "w d*pach się przewraca"
Zdecydowane NIE dla małżeństwa bo rodzina naciska, każdy ma swoje życie i niech się po prostu zajmie sobą o.
Zdecydowane NIE dla małżeństwa bo rodzina naciska, każdy ma swoje życie i niech się po prostu zajmie sobą o.


