Ja, w przeciwieństwie do Bonapartego, bardzo lubię ich początkowy okres. Nawet dwie pierwsze płyty z D'ianno bardzo mi się podobają, są surowe, z takim punkowym pazurem, ale z rozbudowanymi kompozycjami i charakterystycznymi już unisonami gitar.
Mam do Ironów sentyment, bo czytałem te same książki i oglądałem te same filmy, co Harris i spółka. Wiele ich piosenek ma odniesienia do książek, filmów i historii, co nie jest zbyt często spotykane w zespołach rockowych. Na ich płytach można usłyszeć o "Diunie" Herberta, bitwie o Anglię, Idach Marcowych, micie o Dedalu i Ikarze, "Tylko dla orłów" MacLeana, wojnie krymskiej, "Rymach sędziwego marynarza" Coleridge'a, "Upiorze w operze", Biblii, Aleksandrze Wielkim Macedońskim, przemianach w Rosji... Ufff... Właściwie w co drugiej piosence znajdziemy jakieś odniesienia do literatury, kinematografii i historii.
O czym to świadczy? O tym, że nie są to tępe szarpidruty bez szkoły, tylko całkiem inteligentni ludzie i doskonali muzycy.
Dochodzi jeszcze Derek Riggs, miałem jego plakaty nad łóżkiem i nie pozwolę powiedzieć o nim złego słowa.

Muzycznie to, moim zdaniem, spadkobiercy muzyki progresywnej, którzy rozbudowane kompozycje i patos połączyli z rockową energią punk rocka i wyszło z tego NWOBHM, czyli styl, któremu początek dali Ironi, grały pozostałe zespoły tego okresu (Saxon, Def Leppard itp.), a inspirowali się później muzycy thrash metalowi.
W każdym razie jest to dla mnie jeden z najbliższych mi zespołów lat osiemdziesiątych i ze względów sentymentalnych i muzycznych. Mam nawet ich pełną, jubileuszową dyskografię, której grzbiety płyt tworzą obrazek Eddiego i która zdobi moją półkę z płytami. :-)