Liczba postów: 879
Liczba wątków: 31
Dołączył: 25 Jul 2014
Reputacja:
78
Płeć: Mężczyzna
Aryjczyk?
Porównanie przywódcy III Rzeszy z lansowanym w nazistowskiej propagandzie wzorcem przedstawiciela rasy aryjskiej od samego początku budziło u wielu uśmiech politowania.
Średniego wzrostu brunet, o nieco cherlawej sylwetce i z wyłupiastymi oczyma nie przystawał do płowowłosego, niebieskookiego, umięśnionego niczym atleta, narodowosocjalistycznego ideału.
![[Obrazek: ej2z35ew.jpg]](http://s14.directupload.net/images/130323/ej2z35ew.jpg)
Niepozorny i "niearyjski" wygląd, a także skrajne, antysemickie poglądy zaczęły przykuwać uwagę nie tylko szyderców, ale i przeciwników politycznych. Czy drzewo genealogiczne Adolfa Hitlera kryło jakąś wstydliwą tajemnicę?
Nienawiść do Żydów jest próbą ukrycia własnego prawdziwego pochodzenia - tak brzmi jedna z popularnych hipotez.
Wodą na młyn podobnych spekulacji okazało się powojenne zeznanie Hansa Franka, który potwierdził plotkę, że Hitler miał żydowskich przodków.
Jego zdaniem dziadkiem führera miał być żydowski kupiec Leopold Frankenberger, który zatrudnił, a potem uwiódł jego babkę-służącą.
Szczegółowe powojenne badania nie potwierdziły jednak tej hipotezy.
Nazwisko Frankenberg nie występuje w księgach miejskich Grazu, babkę führera zatrudniał za to niejaki Frankenreiter - możliwe, że to jego nazwisko zostało przypadkiem lub celowo zniekształcone. Frankenreiter był jednak stuprocentowym chrześcijaninem.
Badania genetyczne, jakie przeprowadzono niedawno na żyjących, dalekich krewnych Hitlera, posłużyły do zweryfikowania przypuszczeń dotyczących pochodzenia dyktatora.
Ale i tu wyniki nie okazały się wiążące.
W genomie rodu odkryto tzw. haplogrupę E1b1b, rzadką wśród mieszkańców Europy Zachodniej, popularną zaś wśród Żydów aszkenazyjskich, sefaradyjskich i... koczowniczych plemion północnej Afryki.
Czy Hitler miał dalekiego, afrykańskiego przodka?
To dość ciekawa hipoteza, ale nigdy nie będzie w tej kwestii stuprocentowej pewności.
Chodzi o to, aby umrzeć młodo, najpóźniej jak się da.
Liczba postów: 863
Liczba wątków: 29
Dołączył: 29 Jul 2014
Reputacja:
79
Płeć: Mężczyzna
Takie analizowanie jest przyznawaniem racji rasistom.
Co znaczy "wstydliwa tajemnica"?
Liczba postów: 879
Liczba wątków: 31
Dołączył: 25 Jul 2014
Reputacja:
78
Płeć: Mężczyzna
Bohater czy dekownik?
Czy o jego odwadze na froncie świadczyć może Żelazny Krzyż II klasy, którym odznaczono go już w grudniu 1914 roku?
Ówczesny dowódca Hitlera, podpułkownik Engelhardt chwalił go za odwagę.
Znacznie ciekawsza jest jednak sprawa Żelaznego Krzyża I klasy, który przyznano Hitlerowi w 1918 roku.
Niezwykłe jest to, że otrzymał go gefrajter.
![[Obrazek: acswama4.jpg]](http://s1.directupload.net/images/140822/acswama4.jpg)
Na temat zasług, które zadecydowały o przyznaniu mu tego odznaczenia, jest kilka relacji.
Według jednej z nich, w okresie między jesienią 1915, a lutym 1918 roku, Adolf miał sam jeden wziąć do niewoli piętnastu (według innych źródeł dziesięciu lub dwunastu) Francuzów (według innych relacji – Anglików).
Jednak w oficjalnej historii jego pułku nie ma wzmianek o tym wydarzeniu.
Nigdy też nie został Hitler awansowany powyżej stopnia gefrajtra.
Dlaczego?
Jego koledzy z okopów wspominali go jako człowieka zamyślonego, apatycznego, oderwanego od rzeczywistości, a jednocześnie wybuchowego antysemitę i antymarksistę.
![[Obrazek: vasmrigy.jpg]](http://s1.directupload.net/images/140822/vasmrigy.jpg)
Nie otrzymywał pocztówek i listów z domu, nie zabiegał o urlopy, nie interesował się kobietami.
Nie chciał też, tak jak koledzy, szybkiego zakończenia wojny.
Pragnął za to walki aż do zwycięstwa.
Silnie identyfikował się z armią, jej sukcesami i porażkami.
Wojna i armia były jego światem.
Nie miał rodziny, przyjaciół, pracy więc wojna i żołnierska kantyna zastępowały mu cały świat.
Wojenne okopy były dla niego bezpieczniejsze, niż Monachium, Wiedeń i życie w czasie pokoju.
Będąc w szpitalu na tyłach frontu, zetknął się z postawami antywojennymi, pacyfistycznymi, co go bardzo oburzało.
Tutaj, na zapleczu frontu Hitler poznał drugie oblicze wojny: niskie morale, brak dyscypliny, tchórzostwo i kombinatorstwo
. Winą za taki stan rzeczy obarczał rząd i parlament oraz Żydów i komunistów.
Czas wojny zahartował Hitlera, nauczył go polegać na własnych siłach, umocnił w nim wiarę w siebie i swoją misję.
Utwierdził go też w jego poglądach i uprzedzeniach.
Źródło: A. Bullock, Hitler. Studium tyranii, t. 1, Czytelnik, Warszawa 1970.
![[Obrazek: fndf7626.jpg]](http://s14.directupload.net/images/130325/fndf7626.jpg)
Fuhrer był ofiarą losu
Zanim Hitler zaczął myśleć o sobie jak o "największym wojennym geniuszu wszech czasów", jak twierdzili świadkowie i osoby, które miały z nim do czynienia na co dzień, nie najlepiej radził sobie z otoczeniem.
![[Obrazek: ap4notc5.jpg]](http://http://s1.directupload.net/images/140822/ap4notc5.jpg)
Jeszcze w czasie I wojny światowej, kiedy przyszło mu "walczyć" na froncie, pokazał zupełnie inne oblicze - twarz człowieka tchórzliwego i niezdarnego. Zazwyczaj nic mu się także nie chciało.
Rewelacje takie zaprezentował brytyjski naukowiec, który dotarł do archiwów pułku piechoty, w którym służył Hitler.
Historyk opierał się na danych z rejestru jednostki oraz korespondencji żołnierzy, którzy byli do niej przypisani.
Naukowiec stwierdził, że przyszły tyran był w czasie służby obiektem drwin.
Głośno kpiono m.in. z jego nieporadności.
W czasie, kiedy żołnierze konsumowali posiłek, Hitler nierzadko musiał się obejść smakiem.
Wszystko przez to, że nie potrafił posługiwać się bagnetem i otworzyć za jego pomocą puszki.
W czasie służby stronił też od innych żołnierzy, spędzając zwykle wolne chwile w samotności.
Chodzi o to, aby umrzeć młodo, najpóźniej jak się da.
Liczba postów: 879
Liczba wątków: 31
Dołączył: 25 Jul 2014
Reputacja:
78
Płeć: Mężczyzna
Nieodkryty przez świat
Geniusz
malarskiej akwareli
Adolf Hitler
Jako ośmiolatek w 1897 roku rozpoczął naukę w Lambach.
Co ciekawe, była to szkoła katolicka, prowadzona przez zakon benedyktynów.
![[Obrazek: xehatcsp.jpg]](http://s1.directupload.net/images/130327/xehatcsp.jpg)
Lambach Abbey
Ojciec Adolfa wysłał go tam w celu wyrobienia karności w synu, który był wcześniej mało zdyscyplinowany i niezbyt pilny.
Dopiero w Lambach młody Adolf dał się poznać jako uczeń zdolny, wykazujący szczególne zainteresowanie sztuką i jej historią (przede wszystkim przykładał się do interesujących go przedmiotów).
Następnie uczęszczał do szkoły w Linzu.
Po ukończeniu szkoły elementarnej rozpoczął starania o przyjęcie do Akademii Sztuk Pięknych w Wiedniu, gdzie pragnął rozpocząć studia na kierunku malarskim.
Sztuka ta nie udała się młodemu adeptowi, który w 1912 roku zmuszony był wyjechać z Wiednia, gdzie nie przyjęto go na uniwersytet.
W międzyczasie podjął się pracy w stolicy Cesarstwa Austro-Węgier, zarabiając na życie.
W 1912 roku wyjeżdża i osiada w Monachium, mieście, z którym zwiąże się niemalże na całe życie.
![[Obrazek: fuqo7y58.jpg]](http://s7.directupload.net/images/130323/fuqo7y58.jpg)
Pejzaż - Adolf Hitler
Rozpoczął tam pracę w charakterze malarza - handlował własnymi dziełami, najczęściej pocztówkami, co zapewniało mu pieniądze na skromne życie.
Dorywcza praca kosztowała go wiele czasu i energii, zmuszony był również do pochlebiania potencjalnym klientom, co szczególnie mierziło tego dumnego młodego człowieka.
Temat jaki najczęściej preferował to pejzaż górski lub miejski, techniką jaką najczęściej się posługiwał była akwarela.
![[Obrazek: e82a4mkw.jpg]](http://s7.directupload.net/images/130323/e82a4mkw.jpg)
Młodzieńcza akwarela a.h.
![[Obrazek: a9qlceco.jpg]](http://s7.directupload.net/images/130323/a9qlceco.jpg)
Krasnal akwarela a.h.
![[Obrazek: j39xcr24.jpg]](http://s1.directupload.net/images/130324/j39xcr24.jpg)
Pejzaże Adolfa Hitlera.
![[Obrazek: j34z3am3.jpg]](http://s7.directupload.net/images/140822/j34z3am3.jpg)
Oto ja wspominał te czasy sam Adolf Hitler w swej książce „Mein Kampf”:
...”Parę tygodni przed śmiercią matki pojechałem do Wiednia. Miałem tam zdawać egzaminy do akademii. Byłem pewien, że z dziecinną łatwością uda mi się przejść egzaminy. Wiedziałem, że na pewno dostanę się do akademii. Miałem powód tak sądzić. W szkole realnej rysowałem najlepiej w mojej klasie, a od tego czasu przecież moje umiejętności jeszcze wzrosły.
W pewnym momencie nad moim talentem malarskim wzięła górę architektura. Jeszcze jako szesnastolatek, gdy byłem pierwszy raz w Wiedniu, by studiować malarstwo w dworskim muzeum, złapałem się na tym, że nie interesowało mnie nic poza budynkiem muzeum. Biegałem po pokojach od rana do wieczora i podziwiałem ich kształty architektoniczne.
Godzinami stałem przed budynkiem opery i podziwiałem jej gmach. Cała ulica Ringstrasse robiła na mnie wrażenie wyjętej z opowieści tysiąca i jednej nocy.
Teraz drugi raz znalazłem się w Wiedniu i czekałem na wyniki egzaminów wstępnych. Byłem tak bardzo pewien, że bez problemu zostanę przyjęty, że zawiadomienie mnie o nie przyjęciu na akademię spadło na mnie jak grom z jasnego nieba.
Rektor wyjaśnił mi, że z rysunków, które złożyłem przed komisją, wynika jednoznacznie, iż powinienem studiować architekturę.
Po raz pierwszy w swym życiu nie byłem z siebie zadowolony. Jednak to, czego dowiedziałem się o swoich zdolnościach spowodowało, że postanowiłem zostać architektem. Niestety droga do nowego celu była niezwykle wyboista. Zemściła się teraz na mnie moja niechęć do nauki w szkole realnej. Okazało się, że przyjęcie na architekturę musi być poprzedzone maturą. Moje marzenie o tym, by zostać artystą nie mogło zostać spełnione”. ...
Tyle ze wspomnień samego Hitlera.
[/b][/color]
Chodzi o to, aby umrzeć młodo, najpóźniej jak się da.
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 22-08-2014, 15:12 przez
Krzysiek.)
Liczba postów: 879
Liczba wątków: 31
Dołączył: 25 Jul 2014
Reputacja:
78
Płeć: Mężczyzna
Za 32 tysiące euro sprzedano na słowackiej aukcji obraz z 1913 roku namalowany przez Adolfa Hitlera. Cena wywoławcza była ponad trzy razy niższa. Jak poinformował dom aukcyjny Darte z Koszyc, internetowa aukcja zainteresowała wiele osób poza granicami Słowacji.
Malowane techniką mieszaną płótno zatytułowane "Morski nokturn" o wymiarach 60 na 48 centymetrów przedstawia skryte w mroku morze, nad którym spomiędzy ciemnych chmur wyłania się księżyc.
Płótno wystawiła rodzina słowackiej kolekcjonerki, która zdobyła je jeszcze w czasach I Republiki Czechosłowackiej (1918-1938). Wartość obrazu specjaliści wycenili na 25 tys. euro, a cena wywoławcza wyniosła 10 tys. euro. To kuriozum. Dzieła tego autora zazwyczaj nie pojawiają się na aukcjach - poinformował dom aukcyjny.
To już drugie dzieło Hitlera sprzedane w ostatnich latach na Słowacji. W ubiegłym roku jeszcze mniejszy obraz z 1915 roku, zatytułowany "Sekretne spotkanie", osiągnął cenę 10,2 tys. euro.
Pasją młodego Adolfa Hitlera było malarstwo. Przed pierwszą wojną światową dwukrotnie, ale bez efektów, starał się o przyjęcie na Akademię Sztuk Pięknych w Wiedniu. W tym okresie często na obrazach małego formatu malował nocne sceny, które sprzedawał turystom. Później - już jako przywódca nazistów - sam m.in. zaprojektował symbole i flagę NSDAP, a także ingerował w projekt Volkswagena Garbusa.
Według domu aukcyjnego Darte, Hitler w latach 1909-1910 stworzył od 2 do 3 tysięcy małych obrazów. Malował domy, pejzaże i portrety, przerysowywał widokówki, projektował plakaty reklamowe, wykorzystując do tego farby olejne, tusz i akwarele.
Chodzi o to, aby umrzeć młodo, najpóźniej jak się da.
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 22-08-2014, 15:54 przez
Krzysiek.)
Liczba postów: 879
Liczba wątków: 31
Dołączył: 25 Jul 2014
Reputacja:
78
Płeć: Mężczyzna
Adolf Hitler jako histeryk
W Szpitalu w Pasewalk.
![[Obrazek: tqrabui9.png]](http://s7.directupload.net/images/130323/tqrabui9.png)
Herb Pasewalk.
![[Obrazek: pljjc3ct.jpg]](http://s1.directupload.net/images/130323/pljjc3ct.jpg)
Pasewalk
Piętrowy gmach z szarego piaskowca miał z jednej strony trzypiętrową przybudówkę, z drugiej zaś aneks o drewnianej konstrukcji.
Schützenhaus stał na rozległym terenie z widokiem na pola i las Pasewalk - w przeciwległym kierunku rozpościerał się mniej krzepiący dla pacjentów widok na cmentarz Neuer Friedhof.
![[Obrazek: 7qz9pdwl.jpg]](http://s7.directupload.net/images/130323/7qz9pdwl.jpg)
Budynek dawnego pensjonatu został zarekwirowany przez władze, które czym prędzej przekształciły go w Lazarett, specjalizujący się w leczeniu schorzeń o podłożu histerycznym.
W miejsce sal restauracyjnych, strzelnicy i teatrzyku rewiowego urządzono oddziały szpitalne z trzydziestoma łóżkami dla pacjentów, których doglądał piętnastoosobowy personel medyczny, złożony z lekarzy, pielęgniarek i sanitariuszy.
![[Obrazek: kh4wftv4.jpg]](http://s14.directupload.net/images/140822/kh4wftv4.jpg)
W chwili przybycia Hitlera personelem zawiadywał doktor Wilhelm Schroeder.
Aczkolwiek Hitler nigdy nie był elegantem, niechlujny kapral, który w poniedziałek 21 października 1918 roku wyszedł z półmroku stacji kolejowej w Pasewalku wprost w oślepiające promienie jesiennego słońca, przypominał raczej zdesperowanego włóczęgę niż żołnierza cesarza Niemiec.
Źle dopasowany strój szpitalny, niemiłosiernie wygnieciony po pięciu dobach podróży pociągiem z Flandrii, marszczył się w fałdy na wychudzonym ciele pacjenta.
Trupią bladość i ogólne wycieńczenie podkreślały czarne wąsy, sypiące się gęsto pod długim nosem.
Przenikliwe, błękitne oczy, które z czasem miały stać się przedmiotem westchnień żarliwych wyznawczyń Fuhrera, zakrywał poplamiony opatrunek z gazy.
Kapral, ślepy jak kret, niepewnie szurał nogami w ślad za sanitariuszem, jedną ręką trzymając go za pasek, drugą - trwożnie rozgarniając powietrze w poszukiwaniu niewidzialnych przeszkód.
Jak wynika z karty choroby, kapral Adolf Hitler oślepł wskutek działania trującego gazu, wczesnym rankiem we wtorek 15 października, podczas ataku wojsk brytyjskich na linie niemieckie w Wervicq-Sud, w regionie Pas-de-Calais na północy Francji.
Atak nastąpił w chwili, kiedy Hitler wraz z innymi kurierami 16. Rezerwowego Bawarskiego Pułku Piechoty przystępował do śniadania.
Obłok gazu ogarnął żołnierzy, zanim zdołali włożyć maski; mężczyźni zaczęli się krztusić i kaszleć w gęstych, gryzących oparach.
Wkrótce potem, wspominał Hitler, „moje oczy zmieniły się w rozżarzone węgle; wokół zapadły ciemności”.
Hermann Heer, który ucierpiał mniej niż jego towarzysze broni, odprowadził wszystkich poszkodowanych do najbliższego punktu opatrunkowego w Linselle. Opowiadał potem, że „maszerowali gęsiego, a każdy trzymał się kurtki żołnierza, który szedł przodem”.
Lekarze z posterunku pierwszej pomocy natychmiast postawili diagnozę: zatrucie gazem (Gasvergiftung).
Przemyli żołnierzom oczy, zniszczyli skażone mundury i zorganizowali transport ambulansem dla prawie wszystkich ofiar ataku, odsyłając je do dużego szpitala wojskowego na przedmieściach Brukseli.
Prawie wszystkich - z wyjątkiem Adolfa Hitlera.
Tylko jego przewieziono do odległego o blisko pięćdziesiąt kilometrów szpitala w belgijskim mieście Oudenaarde, w celu dalszej diagnostyki. Hitler spędził tam zaledwie jedną noc; lekarze podjęli zaskakującą decyzję skierowania go do innej placówki. Kapral nie dołączył do swoich towarzyszy w dobrze wyposażonym szpitalu wojskowym pod Brukselą - powędrował do lazaretu w pomorskim miasteczku Pasewalk, niedaleko polskiej granicy.
.Mimo że powieki Hitlera były krwistoczerwone i opuchnięte, a kapral skarżył się płaczliwie na całkowitą ślepotę, doświadczeni lekarze wojskowi orzekli bez wahania, że jego przypadłość nie ma związku z atakiem gazowym i ma podłoże histeryczne. Termin „histeria” nie oznaczał w tym wypadku stanu nadmiernego pobudzenia, połączonego z afektowanym zachowaniem i próbami zwrócenia na siebie uwagi, tylko schorzenie psychiczne, nieuwarunkowane żadnymi zmianami organicznymi. Jak się wkrótce przekonamy, u żołnierzy cierpiących na histerię obserwowano zaskakująco różnorodne objawy: od zaburzeń mowy, poprzez tiki, aż po paraliż, ślepotę i głuchotę.
Rozpoznawszy u Hitlera ślepotę histeryczną, lekarze nie mieli prawa leczyć go na oddziale ogólnym wraz z żołnierzami poszkodowanymi wskutek urazów fizycznych - zabraniało im tego rozporządzenie pruskiego Ministerstwa Wojny. Trzeba było odesłać pacjenta do jednej ze specjalistycznych placówek „dla nerwowo chorych”, które po roku 1917 zaczęto organizować na terenie całych Niemiec. W tym samym roku Ministerstwo Wojny w Berlinie wydało rozporządzenie, w którym czytamy, że „wszystkich zdiagnozowanych pacjentów należy skierować z innych oddziałów do szpitali specjalistycznych [...] neurotyk nie może być uznany za niezdolnego do służby, dopóki nie przejdzie intensywnej kuracji pod ścisłym nadzorem lekarza specjalisty, prowadzącej do całkowitego wyzdrowienia bądź co najmniej ustąpienia objawów choroby”.
Aby zaspokoić gwałtownie rosnące zapotrzebowanie na łóżka w oddziałach psychiatrycznych, rząd przejął istniejące szpitale dla nerwowo chorych i dokonał rekwizycji wielu innych placówek, między innymi sanatoriów, zajazdów, hoteli, szkół, a nawet dużych domów prywatnych, usytuowanych w większości na obrzeżach kraju. Przedsięwzięcie było kosztowne i czasochłonne, zdaniem władz wojskowych i medycznych nie było jednak innego wyjścia. We wszystkich krajach zaangażowanych w konflikt psychiatrzy wyznawali pogląd, że histeria - niczym choroba zakaźna - może się rozprzestrzenić po całym oddziale, a nawet szpitalu, rujnując morale pozostałych pacjentów i zabijając w nich ducha walki.
Jak się wkrótce przekonamy, pacjent zdiagnozowany jako „histeryk” w najlepszym razie zyskiwał opinię słabeusza lub ociężałego umysłowo, w najgorszym - notorycznego symulanta. Diagnoza uchodziła za tak obraźliwą, że w pierwszych miesiącach wojny lekarze wstrzymywali się z rozpoznaniem histerii.Na drugi wieczór po ataku gazowym Hitlera przewieziono ze szpitala w Oudenaarde na stację kolejową w Gandawie, skąd odprawiano niemieckie pociągi sanitarne. Wraz z setkami innych rannych żołnierzy - których część poruszała się o własnych siłach, większość jednak leżała na noszach -oczekiwał na odjazd pociągu do Pasewalku. Załadunek rannych, których wsuwano na noszach przez otwarte okna i lokowano w ciasnych, dusznych wagonach, przedłużał się w nieskończoność. Skład ciągnięty przez parowóz ruszył z Gandawy dopiero późną nocą.Hitler, który mógł się poruszać po zatłoczonym pociągu tylko w asyście pielęgniarki lub sanitariusza, spędził podróż skulony na twardym, wąskim siedzeniu, bezskutecznie próbując usnąć. Poza palącym bólem oczu jego mózg rejestrował wyłącznie ogłuszającą kakofonię krzyków, jęków i płaczu rannych współtowarzyszy. Kiedy pociąg dotarł wreszcie do Pasewalku, Hitler był skrajnie wycieńczony, odwodniony i ledwie trzymał się na nogach.
Po zejściu na peron przeprowadzono go przez sklepioną, obrośniętą bluszczem bramę stacyjki do jednego z konnych ambulansów czekających na placu ocienionym szpalerem kasztanowców; był to ostatni etap podróży.Aczkolwiek historycy wspominają po prostu o pobycie Hitlera w szpitalu w Pasewalku, w rzeczywistości działało tam aż siedem różnych klinik i lazaretów, przeznaczonych zarówno dla pacjentów z urazami fizycznymi, jak i żołnierzy, którym wojna zrujnowała przede wszystkim psychikę. Wkrótce po rozpoczęciu konfliktu władze wojskowe uznały dwunastowieczny, ufortyfikowany gród Pasewalk nad rzeką Uecker za idealną lokalizację dla lazaretów, głównie z uwagi na doskonałe połączenia kolejowe z resztą kraju. Zarekwirowano w tym celu najrozmaitsze budynki, między innymi szkołę, hotel i kilka dużych domów prywatnych, przekształcając je w tymczasowe kliniki - najniezwyklejszy był Schützenhaus, czyli strzelnica, usytuowany na południowo-wschodnim krańcu miasta.
Nowy pacjent został wykąpany, dostał czysty strój szpitalny, po czym przydzielono mu wąskie żelazne łóżko na jednym z pięciu niewielkich oddziałów. Nazajutrz udał się na badanie oczu do doktora Karla Kronera, czterdziestoletniego żydowskiego neurologa, który znał skutki zatrucia gazem nie tylko z doświadczeń zawodowych, ale i osobistych.
Kroner, syn żydowskiego lekarza, służył jako lekarz polowy przy 3. Pułku Kawalerii Huzarów, był świadkiem wydarzeń na froncie wschodnim i zachodnim i w uznaniu zasług otrzymał Krzyż Żelazny I klasy.
Oślepł przejściowo wskutek ataku gazowego w 1917 roku, przeszedł do cywila jako niezdolny do służby i wrócił do Berlina, gdzie podjął praktykę jako neurolog i udzielał regularnych konsultacji w wielu lazaretach, między innymi w Pasewalku.
Z badania Kronera wynikło, że Hitler wciąż cierpi na średnio ciężkie zapalenie spojówek, objawiające się zaczerwienieniem i opuchlizną delikatnej błony śluzowej; stan zapalny zaostrzyło najpewniej nieustanne tarcie oczu - w zrozumiałym, lecz zgubnym odruchu walki z uciążliwym swędzeniem.
Kroner wykluczył zapalenie śluzowo-ropne, świadczące o wtórnym zakażeniu.
Co istotniejsze, oczy Hitlera nie zdradzały charakterystycznych oznak poparzenia gazem musztardowym, powodującym szarzenie i mętnienie rogówki, której powierzchnia przybierała wygląd skórki pomarańczowej.
W przypadku ślepoty wywołanej ciężkim uszkodzeniem narządu wzroku przez gaz Kroner zaobserwowałby także białawe strzępy martwej tkanki na nieosłoniętych częściach rogówki.
Byłoby to równoznaczne z groźbą całkowitej utraty zdolności widzenia - zniszczona błona śluzowa mogłaby spowodować ucisk delikatnych naczyń krwionośnych w obrębie rogówki i „zagłodzić” ją na śmierć.
Zważywszy na brak wspomnianych objawów oraz ogólne pobudzenie pacjenta, Kroner potwierdził diagnozę lekarzy z Oudenaarde - ślepota Hitlera miała podłoże histeryczne.
Chodzi o to, aby umrzeć młodo, najpóźniej jak się da.
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 22-08-2014, 19:01 przez
Krzysiek.)
Liczba postów: 879
Liczba wątków: 31
Dołączył: 25 Jul 2014
Reputacja:
78
Płeć: Mężczyzna
Narodziny Bestii
Uzupełniwszy kartę choroby, Kroner przekazał Hitlera do dyspozycji doktora Schroedera, zamieścił jednak adnotację, że pacjent powinien przejść kurację pod okiem innego konsultanta, neuropsychiatry Edmunda Forstera.
Edmund Forster
![[Obrazek: rzw7dfd5.jpg]](http://s7.directupload.net/images/140824/rzw7dfd5.jpg)
Edmund Forster – niemiecki lekarz psychiatra i neurolog. Podczas I wojny światowej służył jako lekarz wojskowy w lazarecie w Pasewalku, gdzie jego pacjentem był Adolf Hitler, który w październiku 1918 roku był tam ... Wikipedia
Schroeder odesłał kartę do Kliniki Neurologicznej Szpitala Charite w Berlinie, z prośbą o konsultację Forstera.
Edmund Forster dostał do ręki kartę Hitlera niespełna miesiąc po powrocie do pracy w klinice - poprzednie cztery lata spędził jako lekarz wojskowy we Flandrii.
Czterdziestoletni Forster, neurolog i psychiatra z bogatym dorobkiem naukowym i doświadczeniem klinicznym, leczył we Flandrii żołnierzy z urazami mózgu i cierpiących na schorzenia o podłożu histerycznym, wykładał na uniwersytecie w Brugii i występował jako ekspert przed sądem wojskowym.
Wybitnie inteligentny i doskonale wykształcony, władał holenderskim, francuskim i angielskim równie biegle jak mową ojczystą.
Urodził się w Monachium, wychował w Amsterdamie, studiował medycynę w Niemczech i Szwajcarii.
W pracy laboratoryjnej stosował pionierskie techniki badań nad porażeniem postępującym w przebiegu późnej kiły, czas wolny poświęcał na malowanie subtelnych akwareli, świadczących o niemałych uzdolnieniach plastycznych.
Jego zamiłowania szły w parze ze skłonnością do bohemy: Forster wolał obracać się wśród artystów, pisarzy i aktorów niż w środowisku lekarskim.
Mimo to chlubił się racjonalnym podejściem do życia.
Forster zajmował się leczeniem pacjentów histerycznych od dawna i opracował kontrowersyjną metodę terapii, opartą na przekonaniu, że u podłoża wszelkich schorzeń tego typu - bez względu na objawy - leży zanik siły woli.
W przebiegu kuracji wykorzystywał swą dominującą osobowość, aby pognębić pacjenta.
Z uporem obstawał przy twierdzeniu, że żołnierze dotknięci tą przypadłością - mimo pozorów inwalidztwa i poważnego załamania psychicznego - nie cierpią w istocie na żadną chorobę poza uwiądem ducha walki, określanym przez brytyjskie władze wojskowe jako „utrata morale”.
Forster - oficer armii niemieckiej, a zarazem lekarz - wpajał poszkodowanym na siłę, że wyleczenie z urojonej przypadłości i natychmiastowy powrót do służby to nie tylko ich patriotyczny obowiązek, ale i powód do osobistej dumy.
O dziwo, jego despotyczne metody często dawały wspaniałe rezultaty: pacjenci, których upokarzał najbardziej, wracali do zdrowia najszybciej i okazywali mu wyrazy najgłębszej wdzięczności.
Forster zerkał więc krzywym okiem na dokumentację Hitlera.
Był absolutnie przekonany, że ma do czynienia z kolejnym żołnierzem, który próbuje wymigać się od zagrożeń na linii frontu, świadomie bądź nieświadomie symulując schorzenie wywołane urazem fizycznym.
Pod koniec tygodnia wyruszył w ponad stukilometrową podróż z Berlina do Pasewalku, gdzie podczas kolejnej rutynowej wizyty w lazarecie poznał osobiście nowego pacjenta.
Niewykluczone, że Forster jeszcze przed spotkaniem utwierdził się w nieprzychylnej opinii o kapralu - po rozmowach z miejscowym personelem medycznym.
Hitler dał się poznać jako namolny, wiecznie podekscytowany mąciciel, biadolący nad swoim losem i ciskający gniewne oskarżenia pod adresem żydowsko-marksistowskiego spisku, którego ofiarą padli jego towarzysze broni.
W trakcie bezsennych nocy tłukł się po oddziałach, ubolewając nad swoją ślepotą, domagał się odpowiedzi, w jaki sposób biedny kaleki artysta ma teraz zarabiać na chleb, i snuł przerażające wizje, że dokona żywota jako uliczny żebrak.
Co wieczór przy jego łóżku zbierała się grupka pacjentów i wysłuchiwała obelg ciskanych na Austrię, kraj mięczaków i źródło wszelkiej zgnilizny moralnej, całkowite przeciwieństwo silnych, mężnych Niemiec, które z kolei wychwalał pod niebiosa.
Z ust Hitlera padały retoryczne pytania o przyczyny korupcji i degrengolady Austrii.
Jadowitych odpowiedzi udzielał sam: naród skazili i zatruli Żydzi.
Wciąż krążył wokół jednej kwestii - dla silnej jednostki i silnego narodu wszystko jest możliwe i dozwolone.
Słabemu przeciwnikowi nie wolno okazać choćby odrobiny szacunku.
Jakim prawem - spytał kiedyś - zestrzeleni piloci francuscy dostąpili zaszczytu pochówku z honorami wojskowymi, zupełnie jakby chodziło o niemieckich lotników?
Lepiej było zostawić ich trupy na polu bitwy, tam gdzie spadły na ziemię - i poczekać, aż zgniją.
W rozmowach z przełożonymi Hitler przybierał jednak całkiem inny ton, zachowywał się niemal służalczo i za wszelką cenę próbował wejść z nimi w dobre stosunki.
Edmund Forster, demokrata utrzymujący zażyłe stosunki z wieloma Żydami, był mocno zdegustowany światopoglądem Hitlera, kapral intrygował go jednak jako przypadek psychiatryczny.
Pacjentowi cierpiącemu na histeryczne porażenie ręki lub nogi można było udowodnić sprawność mięśni, stymulując je prądem elektrycznym.
W terapii głuchoty histerycznej próbowano przechytrzyć chorego nagłym, donośnym dźwiękiem, uruchamiając w ten sposób reakcję obronną, świadczącą o prawidłowym funkcjonowaniu zmysłu słuchu.
Histeryków straszono też znacznie brutalniejszą i boleśniejszą metodą, aplikując im wstrząsy elektryczne i inne kary, po których woleli wrócić na front, niż doświadczać dalszych okropności na oddziale szpitalnym.
Bardziej dobroduszni lekarze stosowali hipnozę, zyskując natychmiastowy i jak się wydawało trwały efekt.
Forster nie miał wątpliwości, że do ślepoty histerycznej Hitlera przyczynił się zanik siły woli, mimo to doszedł do wniosku, że upokarzanie pacjenta i próby przywrócenia mu wzroku groźbą wstrząsów elektrycznych nie okażą się w tym wypadku skuteczne.
Forster postanowił przeprowadzić na Hitlerze eksperyment – postanowił przekonać go, że nie jest nędznym brudnym, przerażonym żołnierzem z frontu, tylko człowiekiem w którym drzemią nadprzyrodzone moce. Forster chciał wyleczyć Hitlera kłamstwem wielkim, jak Graf Zeppelin, chciał przekonać go, że jest wielki i może uchronić Niemcy od klęski.
Forster był synem profesora uniwersyteckiego. Studiował medycynę na kilku uczelniach, tytuł doktora otrzymał na Uniwersytecie w Strasburgu. Od 1909 roku był docentem w w berlińskiej klinice Charité. Po wybuchu I wojny służył jako lekarz okrętowy, od 1916 roku w Belgii, potem w Pasewalku.
Forster uznał, że Hitler nie ma zamiaru przejrzeć na oczy, bo nie chce być świadkiem porażki Niemiec.
Trzeba to wziąć pod uwagę, bez względu na rodzaj zaordynowanej terapii.
Jak się jednak do niej zabrać?
Kiedy Niemcy stały w obliczu całkowitej klęski, wojska na froncie zachodnim popadły w rozsypkę, a ludność cywilna wszczynała zamieszki wewnątrz kraju,
Forster nie widział sposobu na przekonanie Hitlera, że zwycięstwo jest wciąż możliwe.
Nie mając żadnego wpływu na sytuację zewnętrzną, mógł tylko odmienić sposób, w jaki pacjent postrzegał burzliwy tok wypadków.
Przeprowadził z nim kilka rozmów.
Uzyskał też garść dodatkowych informacji o tym dziwacznym człowieku od personelu medycznego i pozostałych pacjentów.
Pomysł na dalszą terapię zaczął krystalizować się w jego umyśle w pierwszym tygodniu listopada:Mogłem podjąć próbę zniesienia objawów choroby,
przemyślnie łącząc dwie przypadłości pacjenta z jego ambicją podniesienia własnego statusu, roszczeniem do boskości i rozpierającą go energią. [...]
Musiałem pokonać tego człowieka nie dzięki logicznemu rozumowaniu, lecz za pośrednictwem bezwstydnego łgarstwa, [...] albowiem on sam był jednym
wielkim kłamstwem, dla którego nie istniała żadna prawda absolutna poza prawdą jego wyobraźni, dążeń i potrzeb.
Poddaje Adolfa Hitlera intensywnym seansom hipnotycznym, podczas których wbudowuje lękliwemu gefrajtrowi poczucie niezwykłej mocy, przekonanie o
własnej wyjątkowości oraz misji jaka ma do spełnienia wobec Niemiec i świata.
Edmund Forster zdawał sobie sprawę, że sukces bądź porażka terapii zależą od tego, czyja wola okaże się silniejsza - lekarza czy Adolfa Hitlera.
Jeśli mu się nie uda, kapral prawdopodobnie nigdy nie odzyska wzroku.
Jeśli wygra, Hitler powinien od razu przejrzeć na oczy.
Adolf Hitler przejrzał na oczy, ale te oczy postrzegały już zupełnie inaczej otaczający świat.
Po zakończeniu kuracji Hitler wrócił na front, a Forster żył nieświadomy, w jak ogromnym stopniu przyczynił się do tak wielu nieszczęść, które miały
nadejść.
Co było dalej?
Forster żył szczęśliwie do czasu, kiedy w Fuhrer przypomniał sobie o swojej byłej dolegliwości, a także o lekarzu, który go z niej wyleczył.
Wódz postanowił pozbyć się niewygodnego człowieka, a także dokumentów związanych z kuracją, więc zaczęły się naciski na Forstera.
Na początku próbowano zwolnić go z funkcji dyrektora kliniki poprzez szantaż, gdy to nie poskutkowało, doszło do gróźb.
Prawdopodobnie skończyło się na morderstwie.
Dlaczego do tego doszło?
Hitler nie mógł dopuścić istnienia jakichkolwiek rys na krystalicznie czystym życiorysie.
Skąd wiemy, że tak faktycznie było?
Forster, wiedząc, że jest zagrożony, wykorzystał fakt swych częstych podróży i umieścił w szwajcarskiej skrytce opis choroby i kuracji Hitlera.
Rozdał je także znajomym literatom, którzy mieli te dokumenty „puścić w obieg”.
Ta decyzja poprzedzona była wieloma nieprzespanymi nocami, gdyż walczyły w nim dwie postawy – lekarza, zabraniająca ujawniać danych o kuracji swoich
pacjentów, oraz druga, którą była swoista odwaga obywatelska, bo swoim działaniem chciał Forster przeciwstawić się fałszowaniem historii i wskazać na tak
znaczące wydarzenie w życiu Fuhrera, aby stało się znane szerszym kręgom.
Edmund Forster odniósł triumf, z czasem jednak zapłacił za niego życiem.
Podczas leczenia Adolfa Hitlera zapisał w jego aktach m. in. że jest on "psychopatą z objawami histerii" ("Psychopath mit hysterischen Symptomen"). Prawdopodobnie Hitler chciał zdobyć swoją dokumentację medyczną, i dlatego Forster 30 kwietnia 1925 roku otrzymał katedrę na Uniwersytecie w Greifswaldzie i został dyrektorem tamtejszej kliniki. Jednak od 1933 roku zaczęły się prześladowania. Przypuszczalnie pod naciskiem gestapo popełnił samobójstwo[.
źródło:
http://paradoks.net.pl/read/9241
[/quote]
Chodzi o to, aby umrzeć młodo, najpóźniej jak się da.
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 24-08-2014, 13:23 przez
Krzysiek.)