Aż zadziwiające ile mamy wspólnego

Jak złączyłybyśmy nasze siły, to mogła by być Apokalipsa
3. Niemowlę, szpital, wspomnienia- Niewiarygodne
To co opiszę, mi samej wydaje się absurdalne lecz poczytałam na ten temat i dowiedziałam się, że jednak jest
możliwe ale u ludzi z umysłem nie przeciętnym, nie nad wyraz przeciętnym lecz z umysłem geniusza.
Tyczy to się także Ciebie, Zenobio.
Nigdy, z nikim, nie rozmawiałam na temat tego, jak mieliśmy urządzone mieszkanie w Lidzbarku Warmińskim.
Nie widziałam żadnych zdjęć ale wiem, że wiele słyszałam w opowieściach rodziców lecz to były opowiastki
na temat pewnych zdarzeń, gdy z siostrą byłyśmy małe i była mowa o osobach a nie o tym jaki mebel gdzie
stał czy jakiego koloru były ściany, czy ilu piętrowy budynek albo parapet jak taras, itd.
Jak wyprowadziliśmy się z Lidzbarka Warmińskiego, to przez całe życie, nigdy tam nie byłam, dopiero
jak siedem lat temu, zamieszkałam w Ornecie, to postanowiłam sprawdzić, czy to co widzę, istnieje
naprawdę, czy może to tylko fantazje dziecięce, dołożone do opowiadań rodziców.
Dziś, mogę napisać, z pełną świadomością, że każdy nawet najdrobniejszy szczegół, był/ jest prawdziwy.
Byłam tam. Dziś jest to Dom Opieki dla starszych ludzi, który prowadzą siostry zakonne.
Przeorysza wpuściła mnie, zaprowadziła do mieszkania gdzie dawniej mieszkałam.
Jak stanęłam w drzwiach, dziwnie się poczułam... tak jakbym cofnęła się do tych dziecięcych lat.
Wszystko wirowało mi przed oczami ale dziś wiem co to było. To układały się szufladki w moim mózgu.
Dziś też wiem, że musiałam te miejsce zobaczyć aby doznać wewnętrznego spokoju.
Zapytałam się zakonnicy, czy po lewej kiedyś była kuchnia. Na co mi odpowiedziała, że tak, taki aneks
kuchenny ale gdy zrobiono Dom Opieki, to dom przeszedł generalny remont. I z aneksów przerobili
na indywidualne łazienki do każdego z pokoi, bo po remoncie, nie były już to mieszkania, tylko pokoje
z łazienkami. Przeszedł mnie dreszcz, tym bardziej, że gdy wymieniałam się informacjami z zakonnicą, to
z niepokojem patrzyłam na okno... okno, które zapamiętałam bardzo dobrze! Długi parapet, to nie było
nic innego, jak dach od tarasu, który mieścił się na dole i to na ten parapet wyłaziłam przez okno a
siostra ciągnęła mnie za fraki, żebym nie spadła. Wiedziałam, że na przeciwko okien jest zamek
a dom od zamku oddziela fosa. Skąd mogłam o tym wiedzieć!? No dobrze, to nie była fosa, tu wkroczyło
dziecięce wyjaśnienie... zamek, woda, no to fosa a okazało się, że zamek jest, woda też lecz płynie
poczciwa rzeka Łyna. Według mego opisu, wszystko zgadzało się co do joty, tylko jeden błąd w nazwie.
Różowe ściany w pokoju, zielono w kuchni, kapa na łożu, łóżko metalowe z materacem, kredens, schody
stare dębowe o bardzo wysokich stopniach, strych, kiosk przy bramie... jak to wszystko opisywałam mamie, to
tylko powiedziała... o matko kochana! Przerażasz mnie, skąd Ty to wiesz, miałaś zaledwie dwa latka!?
https://www.google.com/maps/place/Lidzba...?entry=ttu
https://www.google.com/maps/place/Lidzba...?entry=ttu
To zdjęcie ja zrobiłam. Dwa okna w rogu nad daszkiem na drugim piętrze. Mam zdjęcia z mieszkania ale na innym kompie, gdzie nie mam dostępu.
Po lewej za rzeką, jest zamek.
Dwa latka, ok... dwa latka to jeszcze możliwe ale jak mogłam zapamiętać dzień czy dwa po moim urodzeniu!?
Kiedyś, gdy odwiedziłam mamę, siedziałyśmy przy kawie i rozmawiałyśmy o różnych rzeczach. Postanowiłam
wykorzystać sytuację i zapytałam mamę o szczegóły ze szpitala gdzie się urodziłam, czyli w Lidzbarku Warmińskim, nazywanym
przeze mnie Liwar, skrótem z francuskim akcentem na literę 'i' a nie 'a'.
Czy s to możliwe, że szpital był z czerwonej lub ciemnej cegły cegły, czy byłyśmy w sali, chyba na drugim piętrze bo było
wysoko, zaraz przy bocznej zewnętrznej ścianie, która uniemożliwiała zobaczenie widoków z lewej strony, czy pokazywała
mnie komuś przez okno i czy to był tata z jakimś mężczyzną. Czy na rękawkach miałam słoniki, zielone lub niebieskie.
U noworodków występuje daltonizm, zanim wzrok się wyostrzy i zmieni kolory na odpowiednie, stąd moja niepewność co do kolorów.
Oczywiście wszystko się zgadzało ale mama nie dawała za wygraną i zapytała się o obrazek jaki wisiał na ścianie.
Na co odpowiedziałam, że jedna ściana to były szyby, więc tam nie było obrazka ale za to nad głową, wisiało coś, czego
bardzo się bałam i dawałam ci znać płaczem ale Ty nie rozumiałaś, że boję się tej osoby z obrazka. Dziś wiem, że
był to patron kobiet w ciąży, Dominik Savio i który kontaktował się z demonami, bo ponoć objawiła mu się sama matka boga
i podarowała różaniec. I do dziś owy Savio, wzbudza we mnie lęk i odrazę.
To widziałam ja, zaraz po urodzeniu się, trzymana na rękach mamy lub ewentualnie jakiejś pielęgniarki albo leżąc gdzieś
na szpitalnej sali.
Wyżej są dwa linki do zamku i mieszkania a tu link z Goodle mapa, do szpitala w Liwar.
https://www.google.com/maps/place/Szpita...?entry=ttu