19-12-2019, 12:52
Czas świat i ten przedświąteczny, dobijają i wnerwiają mnie na maxa!
Nie obchodzę a mimo to jestem zmuszona w tym uczestniczyć, bo na przykład... dziś chciałam kupić karkówkę, tak
jak zawsze, czyli wchodzę do sklepu, kupuję i wychodzę ale dziś musiałam zapisać się na listę oczekujących.
Moim zdaniem, wiedząc, że jest taki czas, powinni zamawiać więcej a tak, jestem zmuszona w tym uczestniczyć.
Nie obejdzie się bez przejścia przez cały sklep, bo dział mięsny jest na końcu. I oczywiście wszelkie wystawy kuszą.
Wypieki, cukierki, ryby na wszystkie możliwe sposoby, itd. Ciężko jest wyjść nic nie kupując, bo zapachy docierają
z każdej strony. Idę do warzywniaka a tam prze-najróżniejsze sałatki a ja chciałam tylko kilogram pieczarek i co?
Wyszłam obładowana jak koń na furmance. Zaliczyłam trzeci sklep, bo nie mam czasu czekać na mięso, potrzebne
mi jest na dziś a nie na święta! I znów ta sama melodia... żeby dostać się do mięsa, trzeba zaliczyć każdy towar
po drodze. W rezultacie, przydźwigałam do domu około 40 kg prowiantu.
Jak mi jeszcze rzuciła na odchodne ekspedientka "wesołych świąt", to tylko spojrzałam na nią ze
zdziwieniem i powiedziałam: Że co? Jakich świąt? Dodatkowo z każdej strony słychać kolędy, co całkiem rozprasza
przy zakupach. I jedyna rzecz którą lubię i to bez względu na to czy zima czy lato, to wszelkie światełka ale to
także temat do przedyskutowania... kto za prąd płaci? Zastawialiście się?
Nie obchodzę a mimo to jestem zmuszona w tym uczestniczyć, bo na przykład... dziś chciałam kupić karkówkę, tak
jak zawsze, czyli wchodzę do sklepu, kupuję i wychodzę ale dziś musiałam zapisać się na listę oczekujących.
Moim zdaniem, wiedząc, że jest taki czas, powinni zamawiać więcej a tak, jestem zmuszona w tym uczestniczyć.
Nie obejdzie się bez przejścia przez cały sklep, bo dział mięsny jest na końcu. I oczywiście wszelkie wystawy kuszą.
Wypieki, cukierki, ryby na wszystkie możliwe sposoby, itd. Ciężko jest wyjść nic nie kupując, bo zapachy docierają
z każdej strony. Idę do warzywniaka a tam prze-najróżniejsze sałatki a ja chciałam tylko kilogram pieczarek i co?
Wyszłam obładowana jak koń na furmance. Zaliczyłam trzeci sklep, bo nie mam czasu czekać na mięso, potrzebne
mi jest na dziś a nie na święta! I znów ta sama melodia... żeby dostać się do mięsa, trzeba zaliczyć każdy towar
po drodze. W rezultacie, przydźwigałam do domu około 40 kg prowiantu.
Jak mi jeszcze rzuciła na odchodne ekspedientka "wesołych świąt", to tylko spojrzałam na nią ze
zdziwieniem i powiedziałam: Że co? Jakich świąt? Dodatkowo z każdej strony słychać kolędy, co całkiem rozprasza
przy zakupach. I jedyna rzecz którą lubię i to bez względu na to czy zima czy lato, to wszelkie światełka ale to
także temat do przedyskutowania... kto za prąd płaci? Zastawialiście się?









