Można o gwiazdach i księżycu...w wakacje, gdy gościła u nas starsza wnuczka, póżnym wieczorem, gdy już ciemno,
wkładałam kolację do pudełka, jakieś naleśniki czy kanapki, picie do buteleczek i szłyśmy na łąwkę na przystanek autobusowy
po drugiej stronie ulicy naprzeciwko naszego bloku...siadałyśmy i pałąszując kolację oglądałyśmy gwiazdy i obgadywałyśmy księżyc,
pewnie mu uszy piekły, bo raz się chował za chmurki ale był nas ciekaw, bo za chwilę znowu wyłaniał się zza chmurek
i gapił się na nas...to gadałyśmy z nim i z panem Twardowskim też, bo jego kogut o tej porze już spał...
czasem gwiazda spadała, to posyłałyśmy jej swoje marzenia...no i trochę plotkowałyśmy o dziecięcych sprawach i to z pełnymi ustami