Ocena wątku:
  • 16 głosów - średnia: 3.25
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5

Rejs tawerną...
#11

- 1 -
Początek kwietnia kilka dekad temu. Miałam nockę  na posterunku Gdańsk Nowy Port.
 W nocy mieliśmy tradycyjnie 3 i pół godziny nocnego bezruchu pasażerskiego więc każdy kto mógł z głową na biurku- drzemał... -chociaż nie było wolno.
Ale tej nocy około trzeciej rozdzwoniła się centralka. Osiem żaróweczek nad przyciskami  migało a wkurzający dzwonek  obudziłby nawet nieboszczyka w grobie.
Zaniepokoiło mnie , że świeciły wszystkie światełka chociaż czynnych połączeń były tylko dwa z nich.
Nie mogłam przysnąć z powrotem, więc wyszłam na skraj peronu i długo patrzyłam na oświetlony port oraz pomnik Bohaterów Westerplatte.
Noc mimo wczesnej wiosny była tak ciepła jakby to był środek lata.
Po powrocie na posterunek chciałam sobie zrobić poranną kawę  ale obie szklanki miałam brudne a w czasie ich mycia obie stłukłam. 
Zobaczyłam, że dłonie trzęsły mi się jak u sąsiada z parkinsonem.
Wtedy coś mi kazało spojrzeć na peron . Pod peronową latarnią naprzeciw mojego okna stał gruby i wysoki osobnik w czarnym długim płaszczu.
Ale się opatulił w tak ciepłą noc...- pomyślałam- pewnie kolejny pieprzony zboczeniec.
Jak się pojawił tak i znikł  Dosłownie- jedna lub dwie sekundy mojej nieuwagi. 

Jak do tej pory niby nic nadzwyczajnego...ale gościu z peronu opuścił go w błyskawicznym tempie jakby wyparował.
 Wmawiałam sobie, że musiało mi się coś przewidzieć .

Wracając do domu musiałam przejść obok rosnącego przy wejściu do klatki schodowej - wysokiego bzu. 
Nie mogłam się doczekać maja, gdyż wtedy rozkwitał i  pachniał tak pięknie, że nie dało się obok niego przejść obojętnie.
 Tym razem jego zielone jeszcze wczoraj pąki listków dziwnie zbrązowiały.
W tym roku chyba nie będzie kwitnąć powiedziała sąsiadka z parteru.
-Ale dzisiejsza nos była ciepła i dzień też zapowiada się pięknie- odparłam.
a sąsiadka na to: Czy będzie piękny to sama się przekonasz. W domu czekają na ciebie nowiny.
 Jak na razie - norma, nic nadzwyczajnego.
 

Dalszy ciąg za chwilę

Niektórzy aby żyć- muszą narodzić się po raz drugi...
Odpowiedz
#12

 - 2 - czyli ciąg dalszy

Nie byłam ciekawa co mnie czeka w domu . Chciałam spać i nic więcej się nie liczyło.

Okazało się, że ojciec miał w nocy zawał mięśnia sercowego . 
Mama rano natknęła się na niego leżącego w przedpokoju... może szedł a może wracał z łazienki.

W domu były dwie bratowe bo mama była nie do użytku natomiast bracia byli w trasie, a trzeci brat z żoną zapowiedzieli się na popołudnie, bo musieli dojechać z Braniewa.... a ja, jak cholera potrzebowałam snu.
Ojca położyli w jego pokoju na podłodze i przykryli prześcieradłem, w drugim pokoju byli ludzie, więc aby mieć spokój-
położyłam się na tapczanie ojca mimo protestów rodziny. 
Odkryłam jego twarz ze słowami: jeszcze się nam udusisz... schowałam też pod prześcieradło  jego prawą dłoń,
  która wystawała na zewnątrz - powiedziałam do niego: żeby nie było ci zimno.
 O dziwo, dłoń była ciepła... tak jakby wciąż żył.
Bratowe dziwaczyły i pukały się w czoło.
 Obudziłam się około piętnastej.
Ojca zabrali do prosektorium czy gdzieś tam, bo ktoś zarządził sekcję zwłok.
Z radia leciała niezbyt głośna ulubiona muzyka ojca.
Był to marsz węgierski.
Mama opierniczyła mnie, że jest żałoba a ja nie mam szacunku dla zmarłego, a ja jej na to, że skoro ojciec był mundurowym, to powinien odmaszerować  w rytmie marsza i to dobrze, że ktoś o tym pomyślał ale to nie byłam ja.
Usłyszałam , że kłamie- jak zwykle.
Do dzisiaj  nie wiem jakim cudem radio zaczęło grać...nie mam pojęcia kto je włączył .



Wieczorem przyjechało Braniewo i zaczęło się plądrowanie szafy ojca .
Bratowa zażyczyła sobie jego obrączki inni brali zdjęcia i medale.
Jak już rozszarpali wszystko, też postanowiłam coś sobie wziąć.
To zdjęcie w sepii z czasów kawalerstwa,  wyblakły list ojca z niemieckiej niewoli i łyżkę, którą sobie z tej niewoli zabrał.

[Obrazek: f81c581f009dde6f.jpg]


Teraz , po wielu latach wciąż nie rozumiem : 
-dlaczego w centralce świeciły wszystkie światełka skoro w tych  niepodłączonych nie było żaróweczek,
- kim była postać na peronie, która wyparowała w dwie sekundy (do wyjścia była dobra minuta dziarskim krokiem)
-Dlaczego dłonie mi się strzęsły jak u starego chorego człowieka.
- dlaczego bez-lilak  zaczął usychać tej ciepłej nocy i już nigdy więcej nie zakwitł.
-kto włączył radio i jakim cudem obudziła mnie ulubiona muzyka ojca a nie jakaś inna.

Sekcja zwłok wykazała, że ojciec odszedł z tego świata miedzy trzecia a czwartą rano.

Niektórzy aby żyć- muszą narodzić się po raz drugi...
Odpowiedz
#13

Ahoj  załogo..!
Wszystkie ręce na pokład  bo się nam łajba wraz z knajpą do cna zapuści...


 A teraz moja kolejna opowieść  - niewytłumaczalna.
Mieszkałam już  w obecnym mieszkaniu i w dużym pokoju zaczynałam remoncik.
 Spać więc musiałam w małym, gdzie miałam tyko amerykankę i nocny  stolik a na nim lampkę nocną i budzik.
Z głębokiego snu wyrwał mnie ciężar na nogach poniżej kolan .
-To pewnie paraliż senny-pomyślałam ale gdy zapaliłam lampkę to zobaczyłam  na miejscu ucisku jakby spore wgłębienie na kołdrze. Próbowałam usunąć nogi na bok ale nie mogłam. Po jakiejś minucie -lub mniej- nacisk zaczął ustępować  
a kołdra wracała do stanu normalnego i już nie czułam ciężaru.
Na budziku było po drugiej.
 Nie mogłam dalej spać, nie miałam też odwagi zgasić lampki.
Zaczęłam nasłuchiwać ale nic się nie działo.
Pomyślałam też niedorzecznie, że może któryś sąsiad zmarł.... ale po pierwsze, ja w takie dziwy nie  wierzę a po drugie- nikt, 
kogo znałam- nie umarł.

Niektórzy aby żyć- muszą narodzić się po raz drugi...
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości