11-07-2015, 8:12
Źródło: siećI jeszcze fragment artykułu: "Mieszko i chrzest, którego nie było
Pisał Thietmar w kronice swojej:
(Dobrawka) Umyślnie postępowała ona przez jakiś czas zdrożnie, aby później móc długo działać dobrze. Kiedy mianowicie po zawarciu wspomnianego małżeństwa nadszedł okres wielkiego postu i Dobrawa starała się złożyć Bogu dobrowolną ofiarę przez wstrzymywanie się od jedzenia mięsa i umartwianie swego ciała, jej małżonek namawiał ją słodkimi obietnicami do złamania postanowienia. Ona zaś zgodziła się na to w tym celu, by z kolei móc tym łatwiej zyskać u niego posłuch w innych sprawach. Jedni twierdzą, iż jadła ona mięso w okresie jednego wielkiego postu, inni zaś, że w trzech takich okresach. Dowiedziałeś się przed chwilą, czytelniku, o jej przewinie, zważ teraz, jaki owoc wydała jej zbożna intencja. Pracowała więc nad nawróceniem swego małżonka i wysłuchał jej miłościwy Stwórca. Jego nieskończona łaska sprawiła, iż ten, który Go tak srogo prześladował, pokajał się i pozbył na ustawiczne namowy swej ukochanej małżonki jadu przyrodzonego pogaństwa, chrztem świętym zmywając plamę grzechu pierworodnego. I natychmiast w ślad za głową i swoim umiłowanym władcą poszły ułomne dotąd członki spośród ludu i w szatę godową przyodziane, w poczet synów Chrystusowych zostały zaliczone.
Zawsze gdy pisał o innych wydarzeniach dokładnie podawał datę, miejsce i świadków zdarzenia. Faktem jest, że urodził się w 975 roku i nie mógł pamiętać tamtych zdarzeń osobiście, ale żyli w jego czasach ludzie, którzy pamiętali i pisane były inne kroniki, nie ma w nich ani słowa o tym, że jakiś dzikus z północy ochrzcił siebie i kraj cały. Pod wątpliwość należy poddawać również fakt chrztu w obrządku łacińskim, gdyż nawet w kronikach watykańskich nie ma zapisku na ten temat. Znając temperament Mieszka, który nic sobie nie robił z zakazów chrześcijańskich, kazał Dobrawie żonie swojej jeść mięso w poście i nie nawrócił się, jak to by chciał Thietmar, bo później gwałtem brał swoją drugą żonę Odę z klasztoru, nie bojąc się ani cesarza, ani tym bardziej papieża. Za bajki można uznać wersy o tym, że Dobrawa jedząc mięso zjednała go sobie. Natomiast tak jak u Galla pojawiają się nawiązania do motywów biblijnych, szczególnie do wspomnianej już przypowieści o Szawle/Pawle, prześladowcy chrześcijan powalonym z konia piorunem.
Potężny był Mieszko, więc nie potrzebował laurów chrześcijańskich ani korony, toteż nie musiał jak Bolesław cynicznie wysyłać pod eskortą na pewną śmierć mnicha Wojciecha Sławnikowica, żeby mieć truchło świętego potrzebnego do założenia korony królewskiej na skronie. Jeżeli ufać Gallowi z linii męskiej był Słowianinem, w linii matki musiała być jakaś kobieta pochodzenia skandynawskiego, bo inaczej Świętosława/Sygryda (córka Mieszka i Ody) nie mogłaby rościć sobie pretensji do tronów w Szwecji i Danii, a Bolesław, syn jego, nie mógłby pisać o sobie między innymi jako o królu Gotów. Bywała w okresach burzliwych u swojego brata Bolesława, więc musiała być to „bardziej Piastunka niż margrabianka niemiecka”. Ponieważ Bolesław Chrobry toczył boje z Odą o królestwo Mieszkowe po śmierci ojca. Matką więc Mieszka lub babką musiała być córka jakiegoś Skandynawskiego władcy o ponadlokalnym znaczeniu. Pozwalał zatem Mieszko załodze Wikińskiej z Jomsborga pilnować jego granic od północy, trzymając w szachu pogańskich Wieletów.
Nie bez znaczenia jest fakt, że w Wolinie było najwięcej Słowian, ale też dużo Greków. Mieszko II biegle władał greką, a Otton III, którego matką była księżniczka bizantyjska, chciał z Bolesława Chrobrego zrobić władcę chrześcijaństwa wschodniego. Państwo Polan ochrzczone w 966 roku robiłoby to w obecności cesarza pod jego „butem”, wszystkie kroniki pisałyby o „nawróceniu władcy północy”, państwo dostałoby od cesarza flagę z krzyżem (a nie pogańskim orłem), a władca dostałby wymowny płaszcz, którym cesarz „okrywał” swoich wasali. W tamtym czasie władca nie mógł nosić już skór niedźwiedzich czy sobolich, tylko płaszcz. Bowiem zwierzęce części ciała były oznaką przeradzania się człowieka w bestię/szatana. Czyli nie wolno było nosić skór dzikich zwierząt na głowie i plecach, a na szyi nie mogły wisieć zdobione kły wilcze czy niedźwiedzie. Tylko krzyż, kolczuga i płaszcz. Na wszystkich obrazach Mieszko i Bolesław Chrobry mają skóry niedźwiedzie, nawet na banknotach polskich przedstawiani są w skórach. Mieszko II, który w ikonografii pokazywany jest w płaszczu, bił monetę z pogańskim krzyżem równoramiennym i swastykami słowiańskimi prawoskrętnymi (krzyżSwarożyca z Gniezna lub ze Swarzędza pod Poznaniem). Podobny jest to krzyż do tego z kamienia kultowego wmurowanego w kolegiatę kruszwicką.
Skoro nie bał się Cesarza, a chrzczony był wcześniej, lecz był jak to mówi się dziś „wierzący ale nie praktykujący”, a w jego otoczeniu dużo było Greków i Skandynawów, mógł sobie Mieszko pozwolić na mały szantaż polityczny, w wyniku którego papież bez zmrużenia oka dał mu arcybiskupstwo do Gniezna, chcąc wyrwać Państwo Mieszka z objęć cesarza Bizantyjskiego. Panujący w IX wieku schizofreniczny papież Stefan VI znany z tzw. „Synodu Trupiego” w bulli „Qua te zelo fideli” uznał obrządek wschodniochrześcijański za heretycki, a wszystkich go wyznających za pogan. Było w tym trochę racji z uwagi na fakt, ze „Wierzący, ale niepraktykujący” Mieszko pozwalał na działanie wielkiego pogańskiego ośrodka kultowego w Gnieźnie zaraz obok swojej siedziby na Ostrowie Lednickim. Jak się okazało po 1000 latach, ani chrześcijaństwo wschodnie, ani zachodnie nie było w stanie zmienić obyczajowości i kultury Słowian. Żaden z germańskich narodów nie przechował w swojej kulturze nic z obyczajowości pogańskiej, lokalnie można tylko zauważyć śladowe ilości miejscowej kultury, religii czy sztuki. Wśród Słowian wszystkie święta kościelne to plagiaty świąt pogańskich. Rozpoczynając od „wodzenia Niedźwiedzia” (kultywowanego na Śląsku Opolskim do dziś) przez Wielkanoc, Noc Świętojańską, Dożynki po Boże Narodzenie.
„Dagome Iudex”: największy akt nieudolnego fałszerstwa
Zmarł zatem Mieszko ze starości i nie zostawił testamentu. Ochrzczony w młodości przez jakiegoś mnicha z dworu ojca, nie mógł chrztu przyjąć jeszcze raz, jak to czynili biedacy (po to, by dostać drugie czy trzecie giezło). " Piotr Wojnar



