22-07-2015, 1:48
W normalnym tonie nie odróżnia dezaprobaty od normalnej rozmowy. Albo raczej śmiem twierdzić, że udaje, że nie rozumie, haha.Może mam złe wzorce w podświadomości. Pochodzę z dość dziwnego domu. Otóż nie były jasne granice moich zachowań. W wieku 18 lat zostałam puszczona tak po prostu do chłopaka do Szwecji, bez rozmowy z jego rodzicami ani nim samym, wracałam pijana prosto do pokoju, to udawali, że nie widzą, gdy rzygałam, to ojciec rano co najwyżej robił sobie jaja z mojego kaca.
Natomiast potrafił mnie wyzwać od najgorszych i poszarpać, bo zepsułam niechcący coś w domu, albo za długo gadałam przez telefon, a oni chcieli spać
Teraz widzę o co chodziło- gdy robiłam coś, co było moim wyborem, to ok, ale jak wkraczałam na ich terytorium, wtedy było źle. Swojego syna nie zamierzam szarpać, ale coś w tym jest, że przejęłam takie podejście, irytuje mnie jak zepsuje coś mojego, natomiast jeśli przez cały dzień śpiewa, czyli się po prostu przeciągając drze pod wymyśloną melodię, to jest ok.
Nie chcę mu zabraniać przyjemności, póki nie wpływa to negatywnie na mnie (czyli darcie się zostałoby zabronione, gdyby przyszła sąsiadka z pretensją, ale póki nic się nie dzieje, nie zwracam uwagi, niech się cieszy. A babcia zawsze ''Nie wolno krzyczeć, bo gardełko będzie boleć. Nie wywieszaj języczka, bo brzydko, itp)
Nie wiem, jak klasyfikować taki model wychowania. Ale widzę, że efekty działają tylko przy mamusi. Przy mnie jest samodzielny, jak próbuje np stać i zrobi bęc, to się śmieje i staje dalej. Chcę, żeby był samodzielny i na tyle ile może, jest. Natomiast przy tatusiu i dziadkach nie to samo dziecko: coś się nie uda, to od razu symulowany płacz. Tego też nie rozumiem.
Natomiast potrafił mnie wyzwać od najgorszych i poszarpać, bo zepsułam niechcący coś w domu, albo za długo gadałam przez telefon, a oni chcieli spać
Teraz widzę o co chodziło- gdy robiłam coś, co było moim wyborem, to ok, ale jak wkraczałam na ich terytorium, wtedy było źle. Swojego syna nie zamierzam szarpać, ale coś w tym jest, że przejęłam takie podejście, irytuje mnie jak zepsuje coś mojego, natomiast jeśli przez cały dzień śpiewa, czyli się po prostu przeciągając drze pod wymyśloną melodię, to jest ok.
Nie chcę mu zabraniać przyjemności, póki nie wpływa to negatywnie na mnie (czyli darcie się zostałoby zabronione, gdyby przyszła sąsiadka z pretensją, ale póki nic się nie dzieje, nie zwracam uwagi, niech się cieszy. A babcia zawsze ''Nie wolno krzyczeć, bo gardełko będzie boleć. Nie wywieszaj języczka, bo brzydko, itp)Nie wiem, jak klasyfikować taki model wychowania. Ale widzę, że efekty działają tylko przy mamusi. Przy mnie jest samodzielny, jak próbuje np stać i zrobi bęc, to się śmieje i staje dalej. Chcę, żeby był samodzielny i na tyle ile może, jest. Natomiast przy tatusiu i dziadkach nie to samo dziecko: coś się nie uda, to od razu symulowany płacz. Tego też nie rozumiem.
''Cause' it all, begins where it ends...''





