Ekologia u naszych bogatszych sąsiadów. -
jozekkg - 14-02-2019
Niewygodne.info napisał(a):Wyliczenia ekspertów nie pozostawiają wątpliwości - w ciągu ostatniej dekady Niemcy wydali ok. 500 miliardów euro na odnawialne źródła energii. Efekty wpompowania tak gigantycznych środków okazały się być jednak mizerne. Redukcja niemieckich emisji CO2 była w tym okresie bliska zeru, a równocześnie koszty produkcji energii elektrycznej wzrosły niemal 50 proc.! Co więcej - rząd w Berlinie musiał oficjalnie przyznać, iż nie uda mu się osiągnąć celów polityki klimatycznej, a Niemcy pozostaną "krajem węgla brunatnego".
http://niewygodne.info.pl/artykul9/04735-Wielkie-koszty-i-zerowe-efekty-polityki-CO2.htm
Ciekawe, czy i jakie kary sobie wymierzą. Choć prawdę mówiąc nie widziałem jeszcze konia, który by sam siebie kopał.
RE: Ekologia u naszych bogatszych sąsiadów. -
hogan - 14-02-2019
Wszystko w dzisiejszych czasach co jest robione dla polepszenia ekologii, wychodzi na gorsze.
Oczywiście, są rzeczy, które się przydają, na przykład patrolowanie terenów i sprawdzanie co ludzie wkładają do pieca.
RE: Ekologia u naszych bogatszych sąsiadów. -
bonaparte - 14-02-2019
Nastawiali sporo wiatraków.
RE: Ekologia u naszych bogatszych sąsiadów. -
jozekkg - 14-02-2019
Tyle, że wiatraki nie dają stabilnego zabezpieczenia energetycznego.
Poza tym prąd z wiatraków wbrew pozorom jest droższy niż z elektrowni tradycyjnej.
RE: Ekologia u naszych bogatszych sąsiadów. -
hogan - 14-02-2019
Ogólnie wiatraki szkodzą przyrodzie.
Zwiększenie do 20 proc. udziału w produkcji energii tej, czerpanej ze źródeł odnawialnych, to jeden z celów nowej polityki energetycznej UE. Państwa Unii mają na to czas do 2020 r. Do odnawialnych źródeł energii zalicza się m.in. wiatr. W Polsce - według danych Polskiego Stowarzyszenia Energetyki Wiatrowej - elektrownie wiatrowe dostarczają dziś jedynie 0,5 proc. zużywanej energii, a ich liczba należy do najniższych w Europie.
W kraju pojawia się jednak coraz więcej firm zainteresowanych budową wiatrowych farm. Często jednak - podobnie jak na Zachodzie - pomysł budowy spotyka się ze sprzeciwem, głównie lokalnych społeczności. Tak było m.in. w Bystrzycy Kłodzkiej, Jurze Krakowsko-Częstochowskiej czy dolinie Noteci.
Przeciwnicy farm wiatrowych najczęściej przywołują argumenty o niszczeniu krajobrazu i walorów turystycznych miejscowości, negatywnym wpływie tych urządzeń na wędrówki ptaków. Osoby, które mają mieszkać w pobliżu farm, obawiają się również hałasu, który towarzyszy elektrowniom i wahań napięcia elektrycznego.
"Każda działalność człowieka, a szczególnie inwestycyjna, to ingerencja w środowisko naturalne. Wszystko ma znaczenie, wszystko ma jakiś wpływ na krajobraz, ptaki, hałas. Podstawową kwestią jest minimalizacja tego wpływu" - odpowiada na zarzuty Jarosław Mroczek, prezes Polskiego Stowarzyszenia Energetyki Wiatrowej.
Zaznacza przy tym, że inwestorzy szukający możliwości budowy farm wiatrowych muszą przejść wyjątkowo skomplikowaną i trudną procedurę akceptacji wszystkich praktycznie elementów związanych z farmą.
Rozwój tego rodzaju energetyki popierają członkowie Greenpeace Polska. Przedstawicielka organizacji Julia Michalak podkreśla jednak, że elektrownie wiatrowe powinny być budowane w miejscach, w których nie będą zakłócały równowagi ekologicznej ani przeszkadzały mieszkańcom. "Przy budowie takiej elektrowni muszą zostać złożone dokumenty, które potwierdzą, że nie stoi ona na trasach wędrówek ptaków i nie będzie budowana w miejscach gdzie budowa mogłaby naruszyć ekosystemy" - mówi PAP Michalak.
"Niebezpieczeństwa dla środowiska nie da się zniwelować do zera. Zawsze jest to pewnego rodzaju kompromis" - zauważa Andrzej Batycki z Polskiego Towarzystwa Ochrony Przyrody "Salamandra". Dodaje, że ptaki mogą się pojawić - np. w wyniku zamiany uprawy rzepaku na kukurydzę - w miejscach, gdzie ich nie było, kiedy zakładano farmę wiatrową.
"Możemy starać się minimalizować zagrożenie dla ptaków poprzez unikanie budowania elektrowni w dolinach rzek, na samym wybrzeżu czy przy dużych zbiornikach wodnych lub poprzez odpowiedni dobór upraw. Jednak zagrożenie dla ptaków i przyrody będzie zawsze istniało" - podkreśla Batycki. Wyjaśnia, że zagrożenie stanowią nie tylko same wiatraki, lecz również kable przesyłowe i maszty.
Okazuje się jednak, że pozyskiwanie energii z wiatru popierają nawet niektórzy protestujący przeciw stawianiu wiatraków w konkretnych miejscach. Jedną z takich osób jest prof. dr hab. inż. Wojciech Nowak, dziekan Wydziału Inżynierii i Ochrony Środowiska na Politechnice Częstochowskiej. Mimo że sprzeciwiał się budowie farmy wiatrowej na terenie Jury Krakowsko-Częstochowskiej, popiera inwestowanie w ten typ pozyskiwania energii.
"Ze słońcem nie jest u nas najlepiej, biomasy zaczyna brakować, a są miejsca w Polsce, w których z powodzeniem mogłyby być lokalizowane farmy wiatrowe" - mówi PAP prof. Nowak. Dodaje, że w tej chwili technologie są na tyle rozwinięte, że problem wahań napięcia elektrycznego, powodowane przez elektrownie wiatrowe, jest już rozwiązany.
Swój sprzeciw tłumaczy tym, że akurat w Jurze Krakowsko-Częstochowskiej nie ma korzystnych wiatrów, a "jest to wspaniałe miejsce krajobrazowe, w którym nie należy stawiać wiatraków".
Wykładowca Politechniki Częstochowskiej zaznacza jednak, że z tego typu energetyką nie należy przesadzać. "Nie można zastąpić mocy całej energetyki węglowej energetyką wiatrową. Zawsze wymaga ona rezerwy w postaci energetyki konwencjonalnej. Kotły powinny być przygotowane - do 80 proc. mocy - by je uruchomić w momencie, kiedy nie będzie wiatru" - zauważa.
Właśnie zachowanie tej rezerwy w postaci energetyki węglowej powoduje, że pojawia się pytanie o emisję dwutlenku węgla do atmosfery. Elektrownie zapewniające rezerwy pracują na tzw. gorącej rezerwie, czyli "czuwając" nie produkują prądu a emitują dwutlenek węgla.
"Nawet, jeśli założymy, że rezerwą miałyby być elektrownie węglowe, to w opisany sposób pracują jedynie stare elektrownie. Dzisiejsze technologie ograniczyły to zjawisko i emisje CO2 w obu przypadkach - gorąca rezerwa i uruchomienie dodatkowej mocy - są znacznie mniejsze" - przekonuje Julia Michalak z Greenpeace.
Jej zdaniem, rezerwą wcale nie muszą być jednak elektrownie węglowe. Mogą być to biogazownie, elektrownie gazowe czy energia słoneczna, czyli tzw.
energy mix energii ze źródeł odnawialnych.
Michalak za mało istotne uważa również argumenty o dużej ilości szkodliwych substancji powstających przy produkcji wiatraków i wysokim wykorzystaniu energii dla wytworzenia produktów ekologicznych. "Dzisiejsze standardy powodują, że produkcja czegokolwiek musi być zgodna z wymogami środowiskowymi" - podkreśla.
Prof. Nowak zwraca uwagę, że kraje takie jak Niemcy czy Dania stawiają na energetykę wiatrową, ale osiągają pewien pułap mocy, po którym już nie inwestują. "My od tego pułapu jesteśmy jeszcze daleko. Należy jednak chronić nasz krajobraz i pozostawić go przyszłym pokoleniom" - podsumowuje.
Źródło: PAP - Nauka w Polsce
RE: Ekologia u naszych bogatszych sąsiadów. -
ro_bot - 14-02-2019
Drodzy Państwo...
Ta cała bogata Unia Europejska zleca produkcję swoich towarów Dalekiemu Wschodowi,gdzie norm ekologicznych nie ma żadnych a nas gonią,żebyśmy byli ekologiczni.
Trucizny czy śmieci wypuszczane do rzek czy w powietrze w Chinach,Tajlandii jako efekt uboczny produkcji towarów niemieckich i tak kiedyś do nas dotrą.
Zdaje się,że obłudą to nazywają.
RE: Ekologia u naszych bogatszych sąsiadów. -
hogan - 15-02-2019
Żeby zaczęło dziać się coś w dobrym, ekologicznym kierunku, trzeba by wszystkich namówić a tego nie da się
zrobić, bo pieniądz, goni pieniądz. Ludzie żyją dla siebie i mają w nosie to, że za 100 lat, nie będzie gdzie ani
jak żyć. Ci co będą żyli za 100 lat, będą mieli ogromne wyzwanie, co zrobić, żeby ludzkość przeżyła jeszcze
następne 100 lat. Nikt już wtedy nie będzie patrzył przyszłościowo, bo nie będzie po co.
Zmniejszy się produkcja a wszystko będzie kosztowało na wagę złota, bo nikt nie będzie chciał produkować
czegoś, co za 100 lat pewnie nie będzie nikomu potrzebne, bo nie będzie ludzi a ci co jeszcze będą żyli, to
zabiją każdego choćby za puszkę karmy dla psa.
Jeśli się TERAZ nic nie zmieni, to tak widzę przyszłość.
RE: Ekologia u naszych bogatszych sąsiadów. -
jozekkg - 15-02-2019
W okolicy, gdzie mieszkam stoją dwa wiatraki. Z tego co słyszałem firma zalicza na nich potworne straty. Dopóki były dotacje to się opłacało a teraz już nie bardzo.
Drugą sprawą jest ewentualna likwidacja takich wiatraków. Są one postawione na potężnych blokach żelbetowych. Jest to po 200 ton betonu. Koszty usunięcia czegoś takiego są wręcz potworne. Wyobraźcie sobie teraz farmę, powiedzmy 50 wiatraków. Jaki to ma wpływ na środowisko. Poza tym każdy z wiatraków w czasie pracy generuje jakieś wibracje. Jak niemal każde urządzenie w czasie pracy. Wibracje te przechodzą do gruntu w którym są postawione... Jeżeli teraz taka farma powstanie w pobliżu zabudowań, to co może się dziać z takimi budynkami i ich mieszkańcami? Inną sprawą są też generowane infradźwięki i ich wpływ na zdrowie ludzi, zwłaszcza tych bardziej wrażliwych.
Nie jestem zadeklarowanym przeciwnikiem wiatraków i jeśli ktoś ma kaprys niech sobie takie poustawia, ale z daleka od mojego domu.
Iza wspomniała, że ludzi nie obchodzi co będzie za 100 lat. To prawda. Nawet nasz poprzedni prezydent dał temu wyraz, gdy w kontekście elektrowni atomowej zapytano go o problem z utylizacją zużytego paliwa. Odpowiedział, że ten problem powstanie dopiero za jakieś 50 lat, więc jego to już nie dotyczy....
RE: Ekologia u naszych bogatszych sąsiadów. -
hogan - 15-02-2019
Nawet właśnie wiatraki są tego przykładem/ następstwem, że ten co je wymyślił, to miał na względzie czas obecny, nie zastanawiał
się jakie będą protesty i skutki. Wątpię aby ten problem rozwiązano w najbliższe 50 lat. Będą debatowali ale guzik zrobią, bo to
tak jak Józiu wspomniałeś, żeby je "zdemontować"(tu o tym dopiszę coś jeszcze na koniec), trzeba miliardów złotych.
Nikt nie podejmie się tego wyzwania, bo nikt nie będzie chciał stracić. Drugą sprawą jest to, że w niektórych miejscach, wiatraki
stoją na polach prywatnych na które ktoś się zgodził aby u niego postawiono. Podaję przykład jednostkowy ale takie rzeczy
można mnożyć w różnym kontekście. I teraz, taka osoba wzięła za to niemałe pieniądze i tu dochodzą rozprawy i sprawy
w sądzie, które by kosztowały kolejne miliony złotych. Nieważne kto by wygrał w tej sytuacji ale jedna strona poniosłaby zawsze
koszty. Natomiast, jak by zarządzili, ze każdy potencjalny właściciel wiatraka(bo wiatrak jest na jego polu) ma sam zająć się
zlikwidowaniem obiektu ale dzięki temu, nie byłby obarczony sprawą w sądzie, to skąd teraz tacy ludzie, mieliby wziąć na to pieniądze?
Jak im zapłacono,to mało kto dziś trzyma pieniądze w skarpecie. Jak są to większe sumy, to ludzie inwestują w działalność.
Sprawy w sądzie wynikałyby z tego, że na przykład, jak ktoś zgodził się na postawienie wiatraka i wziął za to pieniądze, teraz może
nie chcieć zgodzić się na jego rozebranie, bo albo musiałby sam za to zapłacić i uniknąłby sprawy w sądzie lub byłaby sprawa
w sądzie, którą by przegrał, jeśli byłoby jednoznaczne postanowienie o rozebraniu wiatraków. I koło się zamyka. Wygrałby
jak zwykle bogatszy.
Wracając do zdementowania wiatraków, Ameryka miała pomysł aby zastosować metodę taką jak przy burzeniu dużych
obiektów w centrum miasta, czyli metoda wybuchu do wnętrza ziemi. To dobry pomysł i zły, bo zależy z której strony na to
spojrzeć. Dobry, bo zostawiłby najmniej zanieczyszczeń, gruzu i wszelkich innych odpadów na powierzchni ziemi.
Zły, bo to co zostałoby zburzone i znalazłoby się pod ziemią, w następnych latach miałoby wpływ negatywny na środowisko.
I tak źle i tak niedobrze. Na początek więc, powinni ukarać owego geniusza, który te wiatraki wymyślił i to on w większości
powinien ponieść konsekwencje, bo myślał o sobie i zarobieniu miliardów złotych a nie myślał o tym, jaki wyniknie z tego problem.