Gdynia Redłowo-to patlogia wśród lekarzy i pielęgniarek. -
hogan - 11-01-2018
Szpital w Gdyni Redłowie- oddział ginekologiczny.
Przebywałam tam przez kilka dni i z taką obsługą i postępowaniem, na tak żenującym i chamskim poziomie, nie spotkałam się w żadnym innym szpitalu w Polsce.
Zacznę od początku... Przyjechało do mnie pogotowie, stwierdzono, że zabierają mnie do szpitala. Byłam już "prawie" na to przygotowana. Zapytałam tylko, czy potrzebne są ręczniki czy może mam wziąć z domu. Pielęgniarz powiedział, że nie muszę, że znajdą jakieś. Ok, w takim razie, nie przedłużałam mego wyjścia z domu, do karetki. Spakowana z tym, co przyszło mi do głowy, bo nie byłam w stanie myśleć racjonalnie przy bardzo silnych bólach(miałam krwotok). 3 poprzednie noce nie spałam a więc po podaniu mi leków nasennych(!) zaczęłam już przysypiać w karetce. Zostałam przywieziona na izbę przyjęć, tam długie oczekiwanie i mimo bardzo mocnych podkładów, krew lała mi się po nogach. Prosiłam o jakąś folię abym mogła podłożyć pod krzesło, bo czułam się mocno zawstydzona, że wszystko zalewam krwią. Podała mi chusteczki higieniczne(!) Za chwilę poprosili abym się przesiadła bo chcieli podłączyć kroplówkę a więc wstałam ale uprzedziłam, że mocno krwawię. Pielęgniarka jak się na mnie rozdarła, to nie wiedziałam gdzie jestem, czy to oby szpital??? Rozdarła się, że "co pani narobiła?!" To co ja miałam zrobić?! Podłączyli kroplówkę, jeszcze na izbie przyjęć a ja oczywiście, zaczęłam przysypiać. Znów się na mnie druga rozdarła, że niech pani trzyma równo rękę! Uprzedzę, że nie dali mi gdzie ręki oprzeć, wisiała w górze bezwiednie, omdlała. W końcu zaprowadzili(nie zawieźli) mnie na salę. tam leżała jedna ciężarna młoda dziewczyna. Poprosiłam pielęgniarkę aby podwyższyła mi podgłówek, bo to noc była i zamierzałam ułożyć się do spania. Powiedziała, że zaraz kogoś przyśle, tak jak by sama tego zrobić nie mogła. Ja wolałam się nie ruszać, bo następne miejsce bym zakrwawiła. Każdy najmniejszy krok, to było dosłownie jak fontanna. Zabronili pić i jeść, bo na drugi dzień miał być zabieg(łyżeczkowanie), bez żadnych badań. Ręcznika żadnego nie dostałam ale po usilnych prośbach, udało mi się od salowej załatwić krótki szlafroczek, którym się wycierałam po wzięciu prysznica. Zabieg był dopiero na drugi dzień po południu a tam o zgrozo! Przeżyłam najgorsze chwile w moim życiu. Nikt mi nie pomógł wejść na ten stół(samolot), mimo że prosiłam i mówiłam, że mam lęk wysokości, poza tym, byłam umyta do zabiegu a takie samodzielne wejście, spowodowało, że znów mnie zalało. Pielęgniarki wzięły jakiś płyn dezynfekujący i chciały popryskać i jak zobaczyły stan w jakim byłam, to zasłoniły twarz i tylko do siebie powiedziały z obrzydzeniem "o Jezu". Nosz kuźwa! Nie byłam ani brudna ani nie zadbana ani nic z tych rzeczy, jedynie krew leciała. Czego one się spodziewały w pracy na oddziale położniczym? SPA?! Od tamtego pobytu minęło kilka lat i nie sądziłam, że odważę się kiedykolwiek to opisać ale sprowokował mnie reportaż o dziecku, którego nie udało się uratować(właśnie na tym oddziale, z datą, z jaką napisałam ten post), bo ciążę przetrzymano. I pomyślałam, że ludzie powinni wiedzieć, że tam traktują pacjentów jak zło konieczne, gorzej niż bydło! Następne niemiłe sytuacje, to pacjentka, która była ze mną na sali i chyba myślała, że jest w hotelu pięciogwiazdkowym. Tak jak wcześniej napisałam, prosiłam o podwyższenie podgłówka ale nikt nie przyszedł a ja w końcu zaczęłam normalnie przysypiać. Przysypiać, bo nie dało się tam zasnąć przez tę współ- pacjentkę na sali. Co zaczynałam przysypiać, to chrapałam, bo byłam totalnie wycieńczona. Na ogół w ogóle nie chrapię ale spodziewałam się, że tak będzie i dlatego chciałam podwyższyć podgłówek, bo wtedy bym nie chrapała. Co ja przysypiałam, to ta pacjentka waliła czymś w metalowy kosz, który ustawiła sobie przy łóżku... no skandal! Na drugi dzień poszła na mnie na skargę. Ale co ja byłam winna, przecież to pielęgniarki nie wywiązały się z tego, co obiecały i o co prosiłam?! Na obchodzie, jedna pielęgniarka podeszła do tamtej pacjentki i po cichu powiedziała: To się pani trafiło. Miała na myśli mnie, pacjentkę obok! Jak w dzień próbowałam zasnąć, to ta pacjentka celowo sprowadziła na salę znajomych i rozmawiali tak głośno, że było słychać na całym oddziale. Wiem, że to było złośliwe ale mi już było wszystko jedno i tylko czekałam kiedy ten koszmar się skończy. Natomiast SAM ORDYNATOR, był na tyle chamski, że na temat mojej chor0by, mówił przy wszystkich bez skrupułów. Nie obowiązywała Go żadna etyka lekarska. Potrafił nawet powiedzieć coś chamskiego a tak to w ogóle nie zamierzał nawet do mnie podejść, gdybym sama nie zagadała do Nich, do całej ekipy, która pojawiła się na obchodzie.
I wiecie co Ludzie Kochani, najśmieszniejsze w tym jest to, że płaciłam za szpital jak za prywatne usługi, bo nie miałam ubezpieczenia. Już moim zdaniem, przynajmniej przez to powinni mieć jakiś chociaż minimalny szacunek do pacjenta, bo kabzy nieźle Im nabiłam. Powiedziałam sobie, że od tamtej pory, każdemu kto będzie chciał wybrać szpital, kategorycznie będę odradzała oddziału ginekologicznego w Gdyni Redłowo. Kompletna patologia wśród lekarzy i całego personelu.
I mam nadzieję, że ten kto to przeczyta, to rozpowszechni gdzie się da aby ludzie wiedzieli co się tam wyprawia. Co do brudu, w zupełności się zgadzam. Lepsze warunki były w starych toaletach na Dworcu w Gdyni. Jedyna życzliwa osoba, na którą tam trafiłam, to była pani, która rozwoziła obiady. Niestety nie wiem jak się nazywała ale Jej, za Jej serce bardzo dziękuję, bo szpital nawet nie przyznał mi po zabiegu posiłków a mogłam już jeść. To ta Pani zlitowała się i dała mi jeść a to był mój szósty dzień bez jedzenia.
Autor- hogan
RE: Gdynia Redłowo-to patlogia wśród lekarzy i pielęgniarek. -
Siwy - 12-01-2018
Ciężko o jakieś słowa. Koszmar i znieczulica.
Myślałem że tylko w takim zadupiu jak Tarnów kwitnie szpitalna patologia, niestety nie.
RE: Gdynia Redłowo-to patlogia wśród lekarzy i pielęgniarek. -
hogan - 12-01-2018
Dokładnie jak napisałeś, kompletna znieczulica i ten pogardliwy ton do pacjentów, to już całkiem dno.
To nie są ani lekarze ani personel, to gorsze od faszyzmu.
RE: Gdynia Redłowo-to patlogia wśród lekarzy i pielęgniarek. -
bonaparte - 13-01-2018
Hmmm ostatnio w ogóle nie chodzę do lekarzy, ale pamietam sobie dwie wizyty moje ostatnie. Chamstwo i prostatwo ze strony lekarzy, lekarze pierwszego kontaktu w poli klinice, zenada. I ja na nich place podatki a oni podwyżek chcą. Za karę tam chyba siedzą.
RE: Gdynia Redłowo-to patlogia wśród lekarzy i pielęgniarek. -
hogan - 13-01-2018
Był czas, że też nie chodziłam do lekarzy ale jak się raz zacznie, to potem już chodzi się non- stop.

Mogę zrozumieć lekarzy, którzy siedzą na państwowej pensji ale czy kto obiecywał, że będzie kolorowo?
Godząc się na zawód lekarza, ma się oprócz pracy przysięgę. Tylko który lekarz się do niej stosuje?
RE: Gdynia Redłowo-to patlogia wśród lekarzy i pielęgniarek. -
bonaparte - 13-01-2018
Myślisz że na państwowej pensji im mało płacą? Na pewno dużo, a niektórzy wielokrotniej więcej zarabiają niż np. ja. Po prostu robić im się nie chce.
Pamięyam jednego doktora z Kielc, przyszedłem rano miałem 4 numerek i czekałem do dwunastej bo ciągle chodził gdzieś z pielęgniarkami, a jak już do niego wszedłem to godzinę pier...lił o jakiś głupotach... Marudził jaką to on ma pracę i że musi się użerać z takimi klientami jak ja

Odtąt go nazywam doktor Kidler

Moja mama też u niego była i też jej nawijał o swoim życiu chociaż moja mama ma kłopoty ze słuchem i nic nie rozumiała jego głupot
RE: Gdynia Redłowo-to patlogia wśród lekarzy i pielęgniarek. -
hogan - 13-01-2018
To dobrze, że chociaż mama miała spokój od słuchania

Amoże On sam potrzebował pomocy psychiatry?