Być świadkiem wypadku -
hogan - 07-10-2015
Czasem zdarza się nam, że akurat mimo woli, stajemy się świadkiem wydarzeń, do jakich dochodzi na drogach.
Dziś też byłam(chociaż w zasadzie byłam już w życiu wielu razy świadkiem w takich sprawach) świadkiem wypadku.
Chciałam zrobić kilka zdjęć ale policja mi to uniemożliwiła, mimo to, udając że dzwonię do kogoś, tak ustawiłam telefon, że
udało mi się cokolwiek chwycić.
Były dwa wozy strażackie, pogotowie i policja. Pół jezdni zamknięto a ruch ponad godzinę był wstrzymany... aż odholowali
na bok BMW czarne. Cały przód miało wgniecione. Nie wiem czy były ofiary...
Od wozu strażackiego, czyli w prawo za nim, ciągnęła się cała ulica samochodów w korku... a z lewej przed wozem, znajdował się poszkodowany samochód.
Samochód z wypadku zaznaczyłam czerwoną ramką. Pod tym mostem dochodzi do bardzo wielu wypadków.
Nie wiem dlaczego nie oznaczą tego miejsca jako niebezpieczne. Nie widać kto wyjeżdża z naprzeciwka bo jest spory zakręt.
A tu korek z drugiej strony mostu, czyli w ruchu przeciwnym. Ciągnął się chyba na kilka kilometrów:
Nie wiem też czy ten samochód już tradycyjnie uderzył w ścianę mostu czy może zderzył się z innym pojazdem, bo
nie było żadnego drugiego pojazdu. Jak była to pierwsza opcja, to wcale mnie nie zdziwi, gdyż właśnie tam, szpanerzy
w BMW- icach dokonują brawurowych jazd!
RE: Być świadkiem wypadku -
ro_bot - 09-10-2015
Temat ten można by rozwinąć w kierunku co należy czynić będąc świadkiem wypadku i jak w takich przypadkach postępować.
No i jak sobie radzić będąc świadkiem wypadku śmiertelnego niekoniecznie na drodze.
RE: Być świadkiem wypadku -
hogan - 09-10-2015
Zapraszam więc, rozwijaj, ja chętnie dołączę, bo mam szkolenie w tym zakresie
RE: Być świadkiem wypadku -
Siwy - 10-10-2015
(09-10-2015, 22:43 )ro_bot napisał(a): Temat ten można by rozwinąć w kierunku co należy czynić będąc świadkiem wypadku i jak w takich przypadkach postępować.
No i jak sobie radzić będąc świadkiem wypadku śmiertelnego niekoniecznie na drodze.
Zadzwonić gdzie trzeba i zabrać się do roboty.
RE: Być świadkiem wypadku -
hogan - 10-10-2015
No właśnie, zacznę więc ja i zapytam... czy można ruszać ofiarę wypadku?
Z tym wiem, że wiele osób ma problem.
RE: Być świadkiem wypadku -
ro_bot - 10-10-2015
Mają problem,ponieważ to dla nich przeważnie szok.Za pierwszym razem też była panika,chociaż teoretycznie wiedziałem co robić.
Czy można ruszać?
Nie tyle można co trzeba,jeżeli poszkodowany jest nieprzytomny i znajduje się w niebezpieczeństwie.
Takie niebezpieczeństwo może stanowić zarówno płonący samochód jak też spanikowana rodzina,która czasem trzeba brutalnie odegnać.
Przede wszystkim próbujemy nawiązać kontakt,nawet plaskaczem czy zimną wodą.
Kiedy możemy z nim rozmawiać zapytajmy czy może się ruszyć i jaki ruch sprawia ból.Z takiej rozmowy nawet laik może postawić wstępną diagnozę.
Próbujcie przede wszystkim reanimować a to pewnie każdy wie jak się robi.
W pierwszym rzędzie próbujemy ratować życie.
Jak połamiecie mu żebra podczas masażu serca i tak będzie wdzięczny.
A jak uszkodzicie złamany już kręgosłup wtedy Was przeklnie za to,że skazaliście go na wegetację,która jest gorsza od śmierci.
RE: Być świadkiem wypadku -
hogan - 10-10-2015
Cytat:A jak uszkodzicie złamany już kręgosłup
I no właśnie, a więc ruszać czy nie ruszać? Lub po czym poznamy czy ma uszkodzony kręgosłup?
RE: Być świadkiem wypadku -
ro_bot - 10-10-2015
To już zależy od okoliczności.
Inaczej jest,kiedy jesteśmy świadkami wypadku a jeszcze inaczej kiedy widzimy jego skutki.
To pewnie oczywiste,że większe prawdopodobieństwo złamania kręgosłupa jest w przypadku denata,który spadł z rusztowania,wyleciał przez przednią szybę samochodu niż porażonego prądem na poziomie gruntu.
Zdiagnozować złamanie jakiekolwiek można tylko roentgenem.
Jak wcześniej wspomniałem-przede wszystkim próbować przywrócić przytomność nawet bez obaw o całą resztę jak złamania,potłuczenia czy insze podrażnienia.
A jak przytomny to przeprowadzić wywiad.
Nie ruszać jeżeli niema takiej potrzeby i ruszać jeżeli jest to do ratowania życia niezbędne.
Jaśniej wyrazić się nie potrafię
RE: Być świadkiem wypadku -
hogan - 11-10-2015
To ja wyjaśnię może, jak to jest w rzeczywistości.
W razie wypadku samochodowego, udzielamy włącznie pierwszej pomocy(chyba, że jesteśmy wyszkoleni i posiadamy
na to niezbędne dokumenty lub też jak jesteśmy lekarzem), czyli zawsze kładziemy ofiarę na boku, tak aby ślina czy krwią
się nie zakrztusiła. Podkładamy jedną rękę pod spód i tyle.
W tych czynnościach nie ważne jest, czy ofiara jest przytomna czy nie, ważne aby się nie zadławiła, nawet też własnym językiem.
jak wyczuwamy tętno a ofiara jest nieprzytomna, to robimy sztuczne oddychanie usta- usta, jednakże zawsze z ostrożnością, czyli
jak nie mamy specjalnego ustnika, to możemy tę czynność wykonać przez chusteczkę czy inny materiał.
W tym czasie wzywamy pogotowie i nie przestajemy wykonywać sztucznego oddychania aż do przyjazdu pogotowia.
Ofiarę wypadku odsuwamy tylko wtedy gdy samochód zagrożony jest wybuchem.
To tak z grubsza wygląda.
RE: Być świadkiem wypadku -
ro_bot - 11-10-2015
(11-10-2015, 0:15 )hogan napisał(a): robimy sztuczne oddychanie usta- usta
Ostatnio w przypadku braku odpowiedniego sprzętu behapowcy preferują metodę usta-nos,że niby jakieś zarazki czy coś chociaż zdecydowanie wolę Twoją.
No i jeszcze klatkę piersiową uciskać należy,żeby serce do życia pobudzić.