KRAJ - sprawy bieżące. -
janusz - 27-07-2014
Zbliża się kolejna, już 70 rocznica tego tragicznego w skutkach powstania. Od kiedy możemy upamiętniać tą rocznicę? W PRL stawialiśmy duże pomniki innemu powstaniu, tyle, że to było mini powstanie. Czciliśmy bohaterstwo Żydów, to było nam wolno.
Rok 1989 odmienił sytuację, a o Powstaniu Warszawskim można mówić wszystko, nawet prawdę, smutną prawdę. To jedno jest pozytywne.
Moja opinia jest niezmienna. Bohaterom należy się pamięć i pomniki, a Głównemu Dowództwu sąd wojskowy. Nie mam zamiaru kolejny raz tego uzasadniać.
Przytoczę fragment wywiadu dziennikarza z Panem Edmundem Baranowskim, uczestnika powstania z oddziału "Miotła".
Gdy pada pytanie - Nie myśleliście państwo, że powinno wstrzymać się tę akcję ze względu na brak broni?
- Naszym zadaniem było zdobycie obiektu, była to stacja paliw z własną bocznicą, obok niej linia kolejowa, cztery wysokie wieże strażnicze, dwie bramy metalowe od strony ulicy Obozowej i od strony Ostroroga. nazywaliśmy go pieszczotliwie "Naftusia". Jeszcze przed tym powstańcza ciężka broń maszynowa miała zlikwidować broń maszynową na wieżach strażniczych, broń stromotorowa miała obrzucić pociskami dziedziniec, żeby uniemożliwić wyjście załogi na zewnątrz, saperzy mieli wysadzić obie bramy. Kiedy przyszedł moment ataku, mamy opaski, po jednym lub dwa granaty, a co piąty ma karabin. Nie ma, ani ciężkiej broni maszynowej, ani saperów, ani broni stromotorowej. Jest tylko 100 chłopaków i 10 dziewcząt - sanitariuszek i łączniczek, i rozkaz do uderzenia... Na szczęście jeden z rozsądnych oficerów prowadzących natarcie - porucznik Stanisław Lubański "Wit" - od razu się zorientował, że szanse są żadne i odwołał atak, ale dopiero gdy padli pierwsi zabici i ranni. To był pierwszy głęboki zawód, że coś jest nie tak, jak oczekiwaliśmy.
Podpułkownik Edmund Baranowski, wiceprezes Związku Powstańców Warszawskich, uczestnik powstania twierdzi również, że decyzja o wybuchu powstania została oparta na fałszywych przesłankach.
I tu jest najciekawsza historia, która do dzisiaj nie jest i nigdy nie będzie rozstrzygnięta: z kim na przedpolach Pragi rozmawiał "Monter" i kto mu przekazał tak sugestywnie wypowiedź, że na obrzeżach Pragi już są rosyjskie czołgi. Monter czyli Antoni Chruściel. Za udział w powstaniu awansowany rozkazem gen. Kazimierza Sosnkowskiego do stopnia generała brygady. Po kapitulacji powstania przebywał w Oflagu XIII D Nürnberg - Langwasser, a następnie w Oflagu IV C w Colditz, gdzie doczekał końca wojny.Po zakończeniu II wojny światowej pozostał na emigracji w Londynie.
Polityka Polski podczas drugiej wojny światowej w ocenie publicysty historycznego nosiła wszelkie znamiona obłędu. A jej ukoronowanie - hekatomba Powstania Warszawskiego - największym tych dziejów dramatem.
Są i inne opinie, ale prawdy nikt nie zakrzyczy.Uważam, że nie ten jest prawdziwym patriotą, kto powtarza piękne frazesy, żeby utrzymać swoich rodaków i siebie w błogim samozadowoleniu. Patriotą jest ten, kto ma odwagę cywilną wskazać popełnione błędy. Bez uznania tych błędów i wyciągnięcia z nich wniosków będziemy bowiem skazani na ich powtarzanie w przyszłości.
Czy to się nie sprawdza w III RP?
Janusz
RE: KRAJ - sprawy bierzące. -
janusz - 29-07-2014
W mojej ocenie ci co krytykują PW głoszą prawdę, jeśli głównie mają na myśli ścisłe kierownictwo AK , które podjęło decyzję o wybuchu powstania. Tylko kto ze zwykłych uczestników tego powstania w dniu 1 sierpnia 1944 roku mógł przewidzieć czym się zakończy ten kolejny zryw Polaków ku wolności, ludzi , którzy postanowili położyć na „szali” swoje życie w słusznej, w ich odczuciu sprawie. Zawierzyli swoim dowódcom z najwyższego szczebla. Z drugiej strony, czy obce dla tych przywódców było to co się już w Polsce stało w dniu 22 lipca 1944 roku, oraz wcześniej w Jałcie i kto rozdaje karty w tej części Europy?
W związku z tym każda krytyka takiej postawy jaką się wykazali zwykli Polacy w tej nierównej walce jest nie na miejscu. Oni i ich frontowi/bojowi dowódcy wykazali się odwagą, heroizmem , miłością do Ojczyzny, honorem, bohaterstwem, poświęceniem tego co jest najdroższe, czyli własnego zdrowia, życia. O tym zapomnieć nie wolno, o tym należy przypominać i obchodzić kolejne rocznice bez wewnętrznych podziałów, bo te podziały Nas ośmieszają na arenie międzynarodowej.(może niektórym o to chodzi) Tą rocznicę i inne związane z II wojną, martyrologią Narodu polskiego nie koniecznie muszą być obchodzone z taka pompą i „zadęciem” jak to jest czynione przez obecne władze państwa polskiego. Ta władza ma znikomy mandat społeczny, zbyt małe zrozumienie u Polaków, brak jest „chemii” między polskim społeczeństwem a rządzącymi, stąd być może brak wzajemnego zrozumienia.
Czy to samo można powiedzieć o głównym dowództwie AK, o ich przemyślanych decyzjach? Krytyka względem tych osób jest jak najbardziej uzasadniona. Czy intuicja dowództwa nie podpowiadała im, czym to powstanie może się zakończyć. Znali sytuację ogólną, możliwości podległych sobie ludzi i wiedzieli na co i z czym się porywają. Jestem przekonany co do tego, że gdyby znali skutki swych błędnych decyzji, wiedzieli czym to się zakończy , to by nie zaczynali, nie wyznaczali godziny „W”.
Intuicja ich zawiodła na całej linii.......zabrakło im wyobraźni i poczucia odpowiedzialności, za ludzi, za miasto.....Zdrowy rozsądek nakazywał czekać na dalszy rozwój wypadków, wieści z Londynu.......
Naczelne dowództwo PW powinno wiedzieć więcej niż szary uczestnik powstania , mieć rozeznanie jak się sprawy mają na arenie politycznej powojennej Europy, co się dzieje na wyzwolonych terenach RP. Jeśli nie wiedzieli , tym gorzej dla nich, tym bardziej nie powinni zaczynać tak nierównej walki, nie wyznaczać w ciemno godziny "W".
O tym wiedzieli na pewno!!!!
- zarządzenie z marca 1944 roku uzupełniające plan ,,Burza” nie przewidywało w ogóle walk zbrojnych, w tym powstania w Warszawie.
- skupiono się na działalności wywożenia na prowincję zapasów broni, tak tam potrzebnej dla prowadzania operacji ,,Burza”.
Coś tutaj nie zagrało????? To "coś" miało nieobliczane konsekwencje dla Warszawy, tysięcy cywilów, elity Narodu polskiego.
http://www.mysl-polska.pl/node/151
RE: KRAJ - sprawy bierzące. -
hogan - 29-07-2014
Witaj Januszku!
Napiszę Ci pokrótce jak ja widzę Polaków bez względu gdzie walczyli, kim byli i co robili.
Otóż jak chodzi o czasy wojny, to uważam, że wielu Polaków(raczej można nawet rzec, że wszyscy), nie chcieli wojny i powikłań z tym związanych.
No bo kto chciałby wojny i cierpień z tych związanych? Chyba tylko jaki masochista?
Wielu też właśnie ze strachu szli do jednych albo do drugich bo najzwyczajniej nie mieli wyboru jak chcieli żyć.
Wybierali to, co pomogło im przetrwać czas wojny i nie myśleli o problemach jakie w przyszłości z tego wynikną lub zaraz po wojnie
chcieli żyć i zadbali o to aby ich rodziny przeżyły. Jak wiemy, to i z jednej i z drugiej strony były ofiary a więc mimo własnego wyboru lub wyboru pod
przymusem z racji na stan rzeczy jaki istniał w danej chwili, nie zawsze każdemu udało się przeżyć.
Podejmowali ryzyko a czasem zmieniając zajmowaną stronę gdy widzieli, że jedna ma się ku upadkowi.
Dziś o Polsce można powiedzieć, że jest bardzo dobrze w porównaniu z tym, co działo się w czasach wojennych lub zaraz po wojnach.
Dziś możemy narzekać na brak pracy, pieniędzy czy miejsca zamieszkania ale nawet bezdomny czuje się bezpieczniejszy, śpiąc gdzieś na ławce
czy na dworcu i wie, że żadna bomba mu na głowę nie spadnie, nie będzie nalotu, żaden SSman nie wsadzi do Obozu zagłady.
Niektórzy bezdomni dadzą radę z żebrania wyżywić całą rodzinę i oczywiście nie myślę tu o bezdomnych alkoholikach, bo nie tędy droga i byłby
to zły przykład do porównania ale o tych zaradnych, co mimo przeciwnościom losu, dają radę jakoś żyć.
W czasie wojennym, można napisać, że byłoby już po nich.
I do czego dążę...
Uważam, że dziś najlepszym rozwiązaniem jest "stulić pyski" i cieszyć się tym co mamy i że nie ma tego, co było w czasie wojny.
A że wiadomo jak który dopcha się do stołka w polityce, to każdy doi, doi z naiwniaków i dlatego osobiście nie korzystam z banków i innych
wielkich korporacji. Da się? Da się!
RE: KRAJ - sprawy bierzące. -
bonaparte - 29-07-2014
Wiele ludzi bardzo krytycznie podchodziło do pomysłu powstania jak Sosnkowski na przykład. Decyzja o powstaniu była bardziej emocjonalna niż przemyślana.
Trudno mi krytykować Powstanie bo jerstem przekonany że gdyby ono nie wybuchło to dzisiaj byśmy czytali jacy tchórze z AK stali z założonymi rękami i zapewne oskarżano by ich o kolaboracje z Niemcami.
RE: KRAJ - sprawy bierzące. -
Lampart - 29-07-2014
(29-07-2014, 18:49 )bonaparte napisał(a): Wiele ludzi bardzo krytycznie podchodziło do pomysłu powstania jak Sosnkowski na przykład. Decyzja o powstaniu była bardziej emocjonalna niż przemyślana.
Trudno mi krytykować Powstanie bo jerstem przekonany że gdyby ono nie wybuchło to dzisiaj byśmy czytali jacy tchórze z AK stali z założonymi rękami i zapewne oskarżano by ich o kolaboracje z Niemcami.
Nie sądzę aby nazywano ich tchórzami, dzisiaj już wiadomo, że nie byli wstanie wygrać tego powstania.
RE: KRAJ - sprawy bierzące. -
bonaparte - 29-07-2014
Wątpie i dzisiaj AK jest oskarżane o np. antysemityzm, albo z drugiej strony o wspieranie Armii Czerwonej (?) jak pewien młody hiostoryk, co ciekawe wywodzący się z prawicy. AK była zresztą tak ogromną organizacją że miały prawa dziać sie tam różne rzeczy i AK bylo zarządzane "z podziemia" do różnych więc patologii dochodziło. Nie wątpie że gdyby do powstania nie doszło i Związek Radziecki bil się z Niemcami o Warszawe, a AK by nic nie zrobiła, to propaganda komunistyczna mówiła by że AK kolaborowało z Niemcami.
RE: KRAJ - sprawy bierzące. -
Lampart - 29-07-2014
Za komuny pewnie tak, ale ja pisze o dzisiaj - dzisiaj nikt by tak nie powiedział. Z drugiej strony AK chyba liczyło, że Rosjanie wejdą do warszawy i ich działania się pokryją z frontem jednak nie doszło do tego z różnych obiektywnych jak i może politycznych przyczyn
RE: KRAJ - sprawy bierzące. -
bonaparte - 29-07-2014
Być może powstanie wybuchło za wcześnie, ale na prawdę nieprawdopodobne jest by Stalin pozwolił żeby takie Powstanie pogoniło razem z Rosjanami Niemców, a Powstańcy utworzyli np. rząd tymczasowy, jedynym rozwiązaniem jakie mi przychodzi z mojej w sumie niewielkiej wierdzy w tym temacie, było przeczkać jak okupanci się wystrzelają między sobą, a potem walka partyzancka z Armią Czerwoną, ale wówczas sytuacja była fatalna dla Polaków, wiadomo było że Armia Czerwona maszeruje zachód, Stalin będzie chciał za to utworzyć tutaj satelickie państwo, zniszczona wojną Polska miała małe możliwości, wszystko się decydowało gdzie indziej.
RE: KRAJ - sprawy bierzące. -
Lampart - 29-07-2014
Wybuchło za wcześnie. Rosjanie nie byli w stanie zaatakować, ale nie jest powiedziane, że gdyby byli to, że by zaatakowali pełna siłą. Jedno jest pewne, Berling skopał sprawę. Miał zgodę na wysłane rozpoznania i wsparcia oraz zajęcia przyczółków jednak tak pochrzanił organizację tego, że cała operacja zakończyła się fiaskiem - rozdrabiał siły, źle rozdzielił sprzęt, zmieniał co chwilę decyzje. Ze swoich dwu Dywizji piechoty wysłał na dodatek zbyt mało ludzi i zbyt mało oficerów mogących zapanować nad wojskiem, wybrał złe miejsce przeprawy, pochrzanił czas. I z przeprawy na Żoliborz i Czerniaków wyszły nici.
RE: KRAJ - sprawy bierzące. -
przelotnyptak - 30-07-2014
Poprawcie ORTA w tytule!