RE: Depresja na smyczy. -
hogan - 09-08-2022
Byłaś ze swoimi dolegliwościami o psychologa lub u psychiatry, wtedy już to staje się chorobą, bo zaczyna się
proces leczenia. Nie mylmy pojęcia z ogólnie przyjętym określeniem "chory psychicznie" ze "dolegliwościami
na tle psychicznym". Te drugie zawsze mają podłoże naszej psychiki i dlatego ludzie idą do lekarza psychologii
lub psychiatrii.
Ogólnie depresja, to jedna z najpowszechniejszych chorób psychicznych, która cechuje się pogarszaniem
nastroju, zmniejszeniem energii, aktywności oraz zainteresowań, o natężeniu istotnym klinicznie.
I coś mi się wydaje, że podłoża Twoich objawów nie sprawdzono pod właściwym kątem.
Napisałaś, że to Ty odrzucałaś ludzi... tu postawiłabym pytanie. Dlaczego to robiłaś, skąd wzięła się w Tobie
taka reakcja? I raczej stawiałabym, że wykrylibyśmy coś, co siedzi jeszcze głębiej, o wiele dalej niż Ci się wydaje.
Nie musimy więcej o tym pisać, przepraszam.
Chodziło mi tylko o to, że jak widzę jakieś niejasności spowodowane przez lekarzy, to mi jest żal takich ludzi i próbuję
rozwiązać problem. Ale ok, nie było tematu. Najważniejsze jak twierdzisz, że tu jesteś i przy tym zostańmy
RE: Depresja na smyczy. -
Zenobia - 12-09-2022
Polatałam po necie i faktycznie, różne profesorki są zdania, że depresja to choroba psychiczna... ale ja się z tym w dalszym ciągu nie zgadzam.
Nie przekonuje mnie również argument, że skoro się idzie do lekarza specjalisty i zażywa przepisane specyfik - to jest to choroba.
Depresja nie rozwija się dzięki wirusom, bakteriom, grzybom, nie jest też wynikiem uszkodzonego DNA czy obniżonej odporności organizmu... nie można jej również dostać od zjedzenia zepsutej kiełbasy i.t.p.
Wtedy chorobą byłoby również złamanie nogi czy zwykły kac.
Depresja jest wynikiem tego, że ktoś o wrażliwej psychice przebywa w toksycznym środowisku, wśród nieodpowiednich osób, nadmiaru problemów i często staje się ofiarą manipulacji... bo w takich warunkach nawet potrzeby z "Piramidy Maslowa" są dla niego niedostępne... no, może tylko te, z najniższej pozycji.
Do leczenia depresji nie są też potrzebne leki- bo takowe nie istnieją. Są jedynie psychotropy i antydepresanty, które nie leczą lecz otępiają...
a terapia z psychoterapeutą, to nic innego, jak inny rodzaj manipulacji.
Depresji nie daje się wyleczyć a co najwyżej można ją kontrolować i ujarzmić samemu, ale trzeba najpierw odciąć się od jej źródeł...
Depresja jest jak pożar. Gaszenie płomieni nic nie da gdyż trzeba znaleźć i zlikwidować źródło ognia.
Ja swojej opinii o depresji ne opieram na wywodach medyków lecz na własnych, wieloletnich doświadczeniach i obserwacjach.
RE: Depresja na smyczy. -
hogan - 12-09-2022
Rozumiem Cię i masz pełne prawo do swego zdania na ten temat
Wspomnę jeszcze tylko taki mały szkopuł. Z depresją idziemy do lekarza. A na co wskazuje nazwa danego
specjalisty? Lekarz- leczy. A co się leczy? Choroby
RE: Depresja na smyczy. -
Zenobia - 12-09-2022
(12-09-2022, 13:30 )hogan napisał(a): Rozumiem Cię i masz pełne prawo do swego zdania na ten temat 
Wspomnę jeszcze tylko taki mały szkopuł. Z depresją idziemy do lekarza. A na co wskazuje nazwa danego
specjalisty? Lekarz- leczy. A co się leczy? Choroby 
Ze złamaną ręką też idziemy do lekarza a przecież złamana kość nie jest chorobą .
RE: Depresja na smyczy. -
hogan - 12-09-2022
To w sumie tylko nazwa umowna. Złamanie to uraz ale który leczy lekarz.
Uraz, złamanie, kontuzja, choroba, to nazwy umowne ale z pewnością, ze wszystkimi tymi dolegliwościami, idziemy
do lekarza aby nas wyleczył.
RE: Depresja na smyczy. -
Zenobia - 13-09-2022
No tośmy sobie pogadały... Każda z nas ma rację i każda się myli ... wszystko zależy od tego, co w/g niej ważniejsze....
Obie mamy prawo do własnego zdania i dlatego nieco odrobinę zeszłyśmy z głównej linii tematu.
Mimo wszystko, jak nie patrzeć- nie czuję się osobą chorą psychicznie a tylko osobą z nadwrażliwością.... więc dajmy se siana.
A może trzeba ten watek zwyczajnie zamknąć ?
RE: Depresja na smyczy. -
hogan - 13-09-2022
Oj przestań, zaraz zamknąć

Pogadałyśmy sobie i już
RE: Depresja na smyczy. -
Wąsatka - 15-09-2022
Dobry wieczór Zenobio.
Czytam wątek, dość mi bliski. Jakiś czas temu usłyszałam o czymś takim jak wysoka wrażliwość. Nie wiem czy temat jest Ci znany. Jeśli nie, polem się zaznajomić. Sporo jest w książce Elaine Aron
https://lubimyczytac.pl/ksiazka/4559586/wysoko-wrazliwi-jak-funkcjonowac-w-swiecie-ktory-nas-przytlacza. Właśnie czytam. Pani napisała jeszcze trzy książki o funkcjonowaniu WWO na różnych płaszczyzach. Mnie pomaga... może i Tobie.
Powodzenia.
RE: Depresja na smyczy. -
Zenobia - 14-10-2022
Podbijam ten temat gdyż wpadłam na kolejny niekonwencjonalny, ale (być może) zabawny pomysł.
Jest to kolejny genialny sposób na ujarzmienie mojej depresji metodą "zrób to sama".
Już raz okazało się, że takie coś daje niezłe wyniki.
Po roku 1992 podjęłam się tłumaczenia tekstów indiańskich piosenek hiszpańsko-języcznych mając do dyspozycji wyłącznie słownik.
Niejako przy okazji, uczyłam się wtedy obcego języka.
Trwało to jakieś pięć lat i co nieco się wtedy nauczyłam.
Teraz podjęłam podobną próbę.
Będę się uczyć koreańskich rzeczowników.
Najpierw tych łatwych, a jak będzie z górki- to podniosę sobie poprzeczkę.
Tylko wpierw muszę oswoić się z alfabetem "hangul" -10 samogłosek i 14 spółgłosek a do tego jedna głoska może być wypowiadana na kilka różnych sposobów ... Zwariować można !
Ale jak zacznę od zwrotów grzecznościowych i pozdrowień, to może małe koreańskie przekleństwo złagodzi szok ?
Na razie znam tylko jedno : 시발 (wym. Ssibal). Pewnie na początku nauki będę go dość często używać.
RE: Depresja na smyczy. -
hogan - 14-10-2022
W takim razie, podziwiam i trzymam kciuki, bo poprzeczka dość wysoka o ile nie najwyższa