RE: Depresja na smyczy. -
hogan - 04-08-2022
Spokojnie, jeszcze Zenobia nas nie wygania
A jak tak się stanie, to oczywiście musimy się z tym pogodzić.
Pestko(Ta, Pestka, którą znam sprzed lat???

) , odpisałam Ci na PW ale nie wiedziałam dokładnie o co chodzi.
A więc wyjaśniam, że tu działy mogę tylko ja założyć. Wystarczy, że podasz ogólny tytuł Twego działu i wtedy możesz w nim
pisać co chcesz i zakładać tematy jakie chcesz a tu, uszanujmy wątek Zenobii ale chyba nic złego nie zrobiliśmy.. a może
się mylę? Jak się mylę, to proszę aby Zenobia mnie o tym poinformowała, to posprzątam
RE: Depresja na smyczy. -
satox - 04-08-2022
@
hogan Aktualnie ona chyba nie odpisze na pw bo może poczuła się urażona za to co jej napisałem.
Trzeba napisać na jej e-mail.
RE: Depresja na smyczy. -
hogan - 04-08-2022
Jeszcze nie miałam takiej sytuacji przez prawie 20 lat abym odpisywała na mail. Ma tu konto, ma odpowiedź, nie
ma żadnego problemu. I nie śmieć już w tym wątku, bardzo Cię proszę
RE: Depresja na smyczy. -
Zenobia - 05-08-2022
Sądzę, że nasza nowa użytkowniczka czuje się trochę zagubiona i nie zapoznała się jeszcze z układem forum .
Do mnie też napisała na PW i udzieliłam jej grzecznej i - mam nadzieję- zrozumiałej odpowiedzi.
Jeszcze chwila, a nam się tu chrupka rozbuja że hej..!
A mnie nie przeszkadza, że wszyscy czytają moje zwierzenia .
Po wielu latach samotności z wyboru i uczenia się samej siebie - wciąż czuję się zagubiona i zamknięta w zetknięciu z ludźmi,
których nie znam osobiście a jednocześnie wiem, że nie powinnam być samotną wyspą, że moje wyjście z jaskini Platona wymaga kolejnych kroków.
Dlatego mam potrzebę otwarcia się i zwierzeń... i daje to pozytywne wyniki.
Jeszcze 15 lat temu, gdy mówiono o mnie "
zwariowana ciotka"- było mi przykro, a dzisiaj na taki zwrot- odpowiadam : "I mam nadzieje że mi to nie minie."
Dlatego cieszę się, że tu jestem.
RE: Depresja na smyczy. -
hogan - 05-08-2022
Po Twoich postach, zastanawiam się co to za lekarz Ciebie zdiagnozował. Jak na razie, piszesz fajnie, miło i do rzeczy.
Może to tego lekarza trzeba wysłać do jakiego specjalisty?
RE: Depresja na smyczy. -
Zenobia - 05-08-2022
To było wiele lat temu więc i ja byłam młodsza, głupsza i wrażliwsza. Lgnęli do mnie ludzie, dla których moja naiwność i grzeczność była na rękę a dla lekarza widocznie byłam przypadkiem podręcznikowym, więc tak właśnie mnie potraktował.
Zamiast wysłuchać i wyciągnąć wnioski, pisała baba recepty i miała z głowy kolejną beksę. A diagnoza z depresją była właściwa. tylko sposób leczenia niewłaściwy.
RE: Depresja na smyczy. -
hogan - 05-08-2022
I takim to sposobem(bez urazy) robią z ludzi idiotów, ech... wiem, że to właśnie tak działa. Smutne ale prawdziwe.
RE: Depresja na smyczy. -
Zenobia - 08-08-2022
Tak sobie wczoraj myślałam, że ta moja pisanina i wstawiane pliki, to jakoś nie bardzo pasują do forum a tylko do jakiegoś bloga .
Zastanawiam się DLACZEGO nie potrafię wejść w środek dyskusji i pogadać o duperelach i próbować przekonać innych do swoich racji.
Czy wciąż czegoś się obawiam, ?
Bo przecież otwieram się tu przed bądź co bądź obcymi ludźmi, mówię o bardzo osobistych sprawach
ale aby wejść w środek dysputy- to jestem zablokowana.
Nie potrafię tego robić nawet w realu wśród osób, którym dałam margines zaufania.
Może bycie samotnikiem jest moim najlepszym lekarstwem na deprechę ?
RE: Depresja na smyczy. -
hogan - 09-08-2022
Przełamiesz się, jak się przekonasz do ludzi. Ja tu widzę nie depresję lecz właśnie brak zaufania. Musiał Cię
ktoś opuścić lub mocno zranić, stąd takie podejście i uważam to za całkiem zdrowe podejście a nie na tle
choroby psychicznej, jaką jest depresja.
Wejdź tu, napisz choćby jeden wyraz, np. cześć.
http://kordialne.cba.pl/Temat-AMICI?pid=165060#pid165060
Zobaczysz, że albo ktoś po jakimś czasie odpowie albo wcale nie zareaguje ale z pewnością krzywdy nie zrobi.
Warto próbować, to łamie bariery.
RE: Depresja na smyczy. -
Zenobia - 09-08-2022
(09-08-2022, 4:58 )hogan napisał(a): Przełamiesz się, jak się przekonasz do ludzi. Ja tu widzę nie depresję lecz właśnie brak zaufania. Musiał Cię
ktoś opuścić lub mocno zranić, stąd takie podejście i uważam to za całkiem zdrowe podejście a nie na tle
choroby psychicznej, jaką jest depresja.
Tyle lat żyję z tym dziadostwem i nie wiedziałam, że depresja jest chorobą psychiczną.
Sądziłam, że to wynik negatywnego wpływu czynnika ludzkiego na moją zbyt wrażliwą psychikę... może miałam w sobie
zbyt wiele empatii a za mało zadziorności ?
Przyczynami takiej a nie innej reakcji mojej psychiki byli właśnie ludzie i to nie mnie porzucano ale to właśnie ja zrywałam kontakty.
A z tym brakiem zaufania - masz rację ! Wciąż mi to przychodzi z trudem.
Ale nie będę wchodzić w szczegóły.
Moją ciemną i głośną krainę zamieniłam przed wieloma laty na przestrzeń spokojną i kolorową.
A blokady ? Fakt, że tu jestem- jest oznaką, że daję sobie z nimi radę ale ciągnie się to wszystko w żółwim tempie.