Podgląd wątku (od najnowszej odpowiedzi)
Napisane przez ewus - 25-06-2018, 22:15
Trochę zdania bez ładu i na przyszłość- polskie znaki, wtedy będzie ok. Ogólnie opowiadanie zapowiada się fajnie
Napisane przez ro_bot - 06-01-2018, 11:39
Podziwiam bogaty zasób słów i wyobraźnię .
Napisane przez karbon - 06-01-2018, 6:24
Czekam na kolejną część. Fajnie się czyta.
Napisane przez Lady Neosha - 02-01-2018, 17:54
Na razie wstawie pierwszy rozdzial 
- Ile jeszcze bedziemy jechac? - Spytala sie Farah swojego taty prowadzacego auto. Chciala byc juz na miejscu, w nowym domu. Przeprowadzala sie razem z rodzicami z Las Vegas do miasteczka w Los Angeles. Razem z rodzicami stwierdzili, ze wola cos mniejszego, niz miasto.
- Juz prawie jestesmy. Patrz, juz jest tabliczka z nazwa miasteczka.
Dziewczyna ujrzala przez szybe samochodu zielona tabliczke ,,Paylest Town''. Cieszyla sie, ze w koncu beda na miejscu, w nowym domu. Zastanawiala sie, jakie beda jej poczatki w nowej szkole. Bala sie tego. Miala fobie spoleczna od trzech lat i wizja poznawania nowych osob ja nieco przerazala. Cieszyla sie jednak z tego, ze zacznie nowe zycie w nowym miejscu.
- Chcecie cos zjesc? Za pol kilometra bedzie budka z fast foodami.
Farah przestraszyla sie, ze osoby z jej przyszlej szkoly moga ja zobaczyc, gdy sie zatrzymaja, wolala, zeby rodzice zrobili zakupy jedzeniowe po dojechaniu na miejsce.
- Tata, wiesz, ze ktos mnie moze zobaczyc z osob ze szkoly, przy takich budkach czesto sa nastolatkowie. Plis, darujmy sobie.
- Okej zlotko, to nie robimy przystanku.
- Dzieki - Usmiechnela sie do taty. Jej rodzice bardzo ja rozumieli w jej dolegliwosciach psychicznych. Farah oprocz fobii spolecznej cierpiala na psychoze, depresje oraz nerwice, jednak to fobia byla w najgorszym stanie. Reszta nie byla tak dokuczliwa, nie byla w zaawansowanym stanie, mozna powiedziec, ze byla lekka. Zaczelo sie od depresji, kiedy miala 10 lat. Jej babcia, dziadek i wujek od strony mamy umarli w ciagu 3 lat, co zapoczatkowalo zalamanie jej mamy, ktora zaczela w takim stanie siegac po alkohol, zeby sobie poradzic z trauma. Rzucila to po trzech latach, lecz Farah nadal nosila w sobie traume. W gimnazjum doszla kolejna, jej rowiesnicy zaczeli jej dokuczac, na szczescie tylko slownie i lekko, lecz zostawilo to slad w psychice dziewczyny. Wyjazd na stale w nowe miejsce mial dac jej szanse na wyzdrowienie.
Auto stanelo na skrzyzowaniu. Farah po drugiej stronie zauwazyla jakis nastolatkow. Odwrocila glowe w przeciwna strone i czekala cierpliwie, az rusza dalej.
W koncu zostal im tylko kilometr na miejsce. Farah schowala telefon do kieszeni, wylaczyla muzyke i wypatrywala, pod ktorym podjazdem zaparkuja. Zaparkowali przy przytulnym, bialym domu z parterem i pierwszym pietrem. Dziewczyna rozejrzala sie wokol, zanim wysiadla, czy nie ma nikogo w jej wieku w poblizu. Niestety, naprzeciwko ich domu jakis chlopak w jej wieku pomagal rodzicom w ogrodzie. Mial czarne wlosy i opalona skore, ubrany byl w luzne dzinsy do kolan i czarny t-shirt. - No nie kuzwa - Pomyslala Farah. Dobiegla ja lekka panika. Zywila nadzieje, ze chlopak jej nie zauwazy. Jej rodzice wysiadali z auta, glupio by wygladalo, jakby ona nie wysiadla. Wziela gleboki oddech, otwarla drzwi auta i wysiadla. Wyjela swoje walizki i zerknela w strone sasiadow pielegnujacych ogrodek. Nadal zajmowali sie swoja praca. Odetchnela z ulga, choc w srodku nadal sie stresowala. Jej rodzice wypakowali juz wszystko, i szli w strone drzwi wejsciowych ich nowego domu.
- Zaraz bede juz w srodku i wyluzuje - Pomyslala dziewczyna. Wziela swoje walizki, smycz Pookie i poszla za rodzicami razem ze swoim pieskiem.
- Ładnie tu - Powiedziala Farah, bedac juz w swoim pokoju na pietrze. Sciany byly od dolu fioletowe, a od gory rozowe. Po prawo stalo ladne, czarne biurko. W oknach byly pomaranczowe rolety, a z nich widok byl na ulice. Na lewo stalo biale lozko, na ktorym Farah miala zamiar rozlozyc swoja fioletowa koldre. Za drzwiami stala czarna szafa, dosc duza. Dziewczyna miala duzo ciuchow, wiec taka szafa bedzie akurat. Przy lozku stala biala szafka. Pokoj byl bardzo przytulny, nie za maly, ani nie za duzy. Farah spodobal sie od razu.
- Pomoc Ci sie rozpakowac? - Spytala sie jej mama.
- Nie, dziekuje, poradze sobie - Odpowiedziala Farah z usmiechem. Jej mama poszla sie rozpakowywac, podczas gdy Farah zachcialo sie palic. Wyjela z torby paczke, a z niej papierosa. Podeszla do okna i juz miala otworzyc okno, gdy zobaczyla przez nie, jak jej tata rozmawia pod ich domem z facetem i chlopakiem z naprzeciwka. Cofnela sie, nie chciala ryzykowac, ze ten chlopak ja zobaczy. No i nie chciala mowic dzien dobry sasiadom, bo to rowniez ja stresowalo. Nagle uslyszala, jak Pookie szczeka na dworze. Jej sunia uspokajala se przy nowych osobach dopiero przy swojej wlascicielce. Farah zrobilo sie lekko slabo na mysl, ze bedzie musiala do nich schodzic i ja wolac. Lecz w jednej chwili postanowila wziac sie na odwage i wyluzowac. - Przeciez Cie nie zjedza - Tlumaczyla sobie. Zebrala sie w sobie i zeszla na dol.
- Pookie, spokojnie piesku, juz dobrze - Dziewczyna wlasnie wychodzila przez drzwi wejsciowe.
- O, jestes Slonko, choc, przedstawisz sie sasiadom - Powiedziala do niej mama. W wiekszosci jej rodzice ja rozumieli, jednak, zeby nie wydala sie jej choroba przed sasiadami, musieli utrzymac pozory jej zdrowia.
- Dzien dobry - Powiedziala z usmiechem nastolatka - Jestem Farah - Podala reke najpierw kobiecie, potem mezczyznie, a na koncu chlopakowi. - Josh - Odpowiedzial nastolatek - Milo poznac - Usmiechnal sie zyczliwie. - Wzajemnie - Odpowiedziala Farah, nadal usmiechnieta, choc w srodku sie trzesla. - Wasz piesek to maly zlosnik przy innych ludziach - Powiedzial do Farah Josh. - No, niestety, od malenka tak ma - Odpowiedziala niesmialo. - To ma charakterek juz od poczatku - Zasmial sie chlopak. Farah rowniez lekko sie zasmiala - Tak, jest naszym bodyguardem - Zasmiala sie, juz nie tak niesmialo. W miare rozmowy powolutku zaczynala sie mniej stresowac, tym bardziej, ze chlopak wydawal sie bardzo mily i sympatyczny. - My tez mamy psiaka, wabi sie Niki, to golden retriever - Powiedzial nastolatek. Dziewczyna wydala mu sie fajna i przyjazna. - Na ktoryms spacerze na pewno sie spotkaja - Odpowiedziala Farah - Mam nadzieje, ze Pookie polubi Nikiego. - Ja tez - Rozmawiali, ciagle sie usmiechajac, Farah nie mogla uwierzyc, ze nastapila w niej taka zmiana. Kiedys glos by jej sie zawieszal i chcialaby jak najszybciej skonczyc rozmowe, a teraz gadalo jej sie bardzo fajnie, choc do pelni luzu jeszcze troszeczke jej brakowalo.
Ich rodzice, witajacy sie i rozmawiajacy o tym, gdzie sa najblizsze sklepy spozywcze, wlasnie konczyli rozmowe - A na ulicy Robinhsona jest cukiernia, maja tam bardzo dobre paczki - Powiedziala mama Josha do rodzicow Farah. - Dziekujemy panstwu bardzo - Powiedziala z usmiechem mama dziewczyny - Teraz juz wiem, gdzie kupie corce tort na 19 urodziny. - Prosze bardzo, w razie pytan odnosnie miasteczka sluzymy pomoca - Odezwal sie tata chlopaka. - A teraz juz idziemy, na pewno chca sie panstwo rozpakowac i pobyc w nowym domu. - Jeszcze raz dziekujemy, zyczymy milego dnia - Powiedzial tata Farah. - Dziekujemy, wzajemnie - Odpowiedziala mama nastolatka.
- To chyba pa - Powiedziala dziewczyna do Josha z lekkim usmiechem.
- Chyba tak - Odzwajemnil usmiech. To czesc - Pomachal reka na pozegnanie.
- Czesc - Powiedziala Farah. Josh razem z rodzicami poszli z powrotem do ogrodka, a Farah z rodzicami wrocila do nowego domu.
- Chodz Pookie - Przywolala swoja psinke do siebie. Sunia przybiegla do swojej pani merdajac bialym, puchatym ogonkiem i poszly obie do pokoju dziewczyny.

- Ile jeszcze bedziemy jechac? - Spytala sie Farah swojego taty prowadzacego auto. Chciala byc juz na miejscu, w nowym domu. Przeprowadzala sie razem z rodzicami z Las Vegas do miasteczka w Los Angeles. Razem z rodzicami stwierdzili, ze wola cos mniejszego, niz miasto.
- Juz prawie jestesmy. Patrz, juz jest tabliczka z nazwa miasteczka.
Dziewczyna ujrzala przez szybe samochodu zielona tabliczke ,,Paylest Town''. Cieszyla sie, ze w koncu beda na miejscu, w nowym domu. Zastanawiala sie, jakie beda jej poczatki w nowej szkole. Bala sie tego. Miala fobie spoleczna od trzech lat i wizja poznawania nowych osob ja nieco przerazala. Cieszyla sie jednak z tego, ze zacznie nowe zycie w nowym miejscu.
- Chcecie cos zjesc? Za pol kilometra bedzie budka z fast foodami.
Farah przestraszyla sie, ze osoby z jej przyszlej szkoly moga ja zobaczyc, gdy sie zatrzymaja, wolala, zeby rodzice zrobili zakupy jedzeniowe po dojechaniu na miejsce.
- Tata, wiesz, ze ktos mnie moze zobaczyc z osob ze szkoly, przy takich budkach czesto sa nastolatkowie. Plis, darujmy sobie.
- Okej zlotko, to nie robimy przystanku.
- Dzieki - Usmiechnela sie do taty. Jej rodzice bardzo ja rozumieli w jej dolegliwosciach psychicznych. Farah oprocz fobii spolecznej cierpiala na psychoze, depresje oraz nerwice, jednak to fobia byla w najgorszym stanie. Reszta nie byla tak dokuczliwa, nie byla w zaawansowanym stanie, mozna powiedziec, ze byla lekka. Zaczelo sie od depresji, kiedy miala 10 lat. Jej babcia, dziadek i wujek od strony mamy umarli w ciagu 3 lat, co zapoczatkowalo zalamanie jej mamy, ktora zaczela w takim stanie siegac po alkohol, zeby sobie poradzic z trauma. Rzucila to po trzech latach, lecz Farah nadal nosila w sobie traume. W gimnazjum doszla kolejna, jej rowiesnicy zaczeli jej dokuczac, na szczescie tylko slownie i lekko, lecz zostawilo to slad w psychice dziewczyny. Wyjazd na stale w nowe miejsce mial dac jej szanse na wyzdrowienie.
Auto stanelo na skrzyzowaniu. Farah po drugiej stronie zauwazyla jakis nastolatkow. Odwrocila glowe w przeciwna strone i czekala cierpliwie, az rusza dalej.
W koncu zostal im tylko kilometr na miejsce. Farah schowala telefon do kieszeni, wylaczyla muzyke i wypatrywala, pod ktorym podjazdem zaparkuja. Zaparkowali przy przytulnym, bialym domu z parterem i pierwszym pietrem. Dziewczyna rozejrzala sie wokol, zanim wysiadla, czy nie ma nikogo w jej wieku w poblizu. Niestety, naprzeciwko ich domu jakis chlopak w jej wieku pomagal rodzicom w ogrodzie. Mial czarne wlosy i opalona skore, ubrany byl w luzne dzinsy do kolan i czarny t-shirt. - No nie kuzwa - Pomyslala Farah. Dobiegla ja lekka panika. Zywila nadzieje, ze chlopak jej nie zauwazy. Jej rodzice wysiadali z auta, glupio by wygladalo, jakby ona nie wysiadla. Wziela gleboki oddech, otwarla drzwi auta i wysiadla. Wyjela swoje walizki i zerknela w strone sasiadow pielegnujacych ogrodek. Nadal zajmowali sie swoja praca. Odetchnela z ulga, choc w srodku nadal sie stresowala. Jej rodzice wypakowali juz wszystko, i szli w strone drzwi wejsciowych ich nowego domu.
- Zaraz bede juz w srodku i wyluzuje - Pomyslala dziewczyna. Wziela swoje walizki, smycz Pookie i poszla za rodzicami razem ze swoim pieskiem.
- Ładnie tu - Powiedziala Farah, bedac juz w swoim pokoju na pietrze. Sciany byly od dolu fioletowe, a od gory rozowe. Po prawo stalo ladne, czarne biurko. W oknach byly pomaranczowe rolety, a z nich widok byl na ulice. Na lewo stalo biale lozko, na ktorym Farah miala zamiar rozlozyc swoja fioletowa koldre. Za drzwiami stala czarna szafa, dosc duza. Dziewczyna miala duzo ciuchow, wiec taka szafa bedzie akurat. Przy lozku stala biala szafka. Pokoj byl bardzo przytulny, nie za maly, ani nie za duzy. Farah spodobal sie od razu.
- Pomoc Ci sie rozpakowac? - Spytala sie jej mama.
- Nie, dziekuje, poradze sobie - Odpowiedziala Farah z usmiechem. Jej mama poszla sie rozpakowywac, podczas gdy Farah zachcialo sie palic. Wyjela z torby paczke, a z niej papierosa. Podeszla do okna i juz miala otworzyc okno, gdy zobaczyla przez nie, jak jej tata rozmawia pod ich domem z facetem i chlopakiem z naprzeciwka. Cofnela sie, nie chciala ryzykowac, ze ten chlopak ja zobaczy. No i nie chciala mowic dzien dobry sasiadom, bo to rowniez ja stresowalo. Nagle uslyszala, jak Pookie szczeka na dworze. Jej sunia uspokajala se przy nowych osobach dopiero przy swojej wlascicielce. Farah zrobilo sie lekko slabo na mysl, ze bedzie musiala do nich schodzic i ja wolac. Lecz w jednej chwili postanowila wziac sie na odwage i wyluzowac. - Przeciez Cie nie zjedza - Tlumaczyla sobie. Zebrala sie w sobie i zeszla na dol.
- Pookie, spokojnie piesku, juz dobrze - Dziewczyna wlasnie wychodzila przez drzwi wejsciowe.
- O, jestes Slonko, choc, przedstawisz sie sasiadom - Powiedziala do niej mama. W wiekszosci jej rodzice ja rozumieli, jednak, zeby nie wydala sie jej choroba przed sasiadami, musieli utrzymac pozory jej zdrowia.
- Dzien dobry - Powiedziala z usmiechem nastolatka - Jestem Farah - Podala reke najpierw kobiecie, potem mezczyznie, a na koncu chlopakowi. - Josh - Odpowiedzial nastolatek - Milo poznac - Usmiechnal sie zyczliwie. - Wzajemnie - Odpowiedziala Farah, nadal usmiechnieta, choc w srodku sie trzesla. - Wasz piesek to maly zlosnik przy innych ludziach - Powiedzial do Farah Josh. - No, niestety, od malenka tak ma - Odpowiedziala niesmialo. - To ma charakterek juz od poczatku - Zasmial sie chlopak. Farah rowniez lekko sie zasmiala - Tak, jest naszym bodyguardem - Zasmiala sie, juz nie tak niesmialo. W miare rozmowy powolutku zaczynala sie mniej stresowac, tym bardziej, ze chlopak wydawal sie bardzo mily i sympatyczny. - My tez mamy psiaka, wabi sie Niki, to golden retriever - Powiedzial nastolatek. Dziewczyna wydala mu sie fajna i przyjazna. - Na ktoryms spacerze na pewno sie spotkaja - Odpowiedziala Farah - Mam nadzieje, ze Pookie polubi Nikiego. - Ja tez - Rozmawiali, ciagle sie usmiechajac, Farah nie mogla uwierzyc, ze nastapila w niej taka zmiana. Kiedys glos by jej sie zawieszal i chcialaby jak najszybciej skonczyc rozmowe, a teraz gadalo jej sie bardzo fajnie, choc do pelni luzu jeszcze troszeczke jej brakowalo.
Ich rodzice, witajacy sie i rozmawiajacy o tym, gdzie sa najblizsze sklepy spozywcze, wlasnie konczyli rozmowe - A na ulicy Robinhsona jest cukiernia, maja tam bardzo dobre paczki - Powiedziala mama Josha do rodzicow Farah. - Dziekujemy panstwu bardzo - Powiedziala z usmiechem mama dziewczyny - Teraz juz wiem, gdzie kupie corce tort na 19 urodziny. - Prosze bardzo, w razie pytan odnosnie miasteczka sluzymy pomoca - Odezwal sie tata chlopaka. - A teraz juz idziemy, na pewno chca sie panstwo rozpakowac i pobyc w nowym domu. - Jeszcze raz dziekujemy, zyczymy milego dnia - Powiedzial tata Farah. - Dziekujemy, wzajemnie - Odpowiedziala mama nastolatka.
- To chyba pa - Powiedziala dziewczyna do Josha z lekkim usmiechem.
- Chyba tak - Odzwajemnil usmiech. To czesc - Pomachal reka na pozegnanie.
- Czesc - Powiedziala Farah. Josh razem z rodzicami poszli z powrotem do ogrodka, a Farah z rodzicami wrocila do nowego domu.
- Chodz Pookie - Przywolala swoja psinke do siebie. Sunia przybiegla do swojej pani merdajac bialym, puchatym ogonkiem i poszly obie do pokoju dziewczyny.
