Podgląd wątku (od najnowszej odpowiedzi)
Napisane przez bonaparte - 03-07-2025, 20:30
No ja w sumie chodzę do jednej Żabki a tam sprzedaje dziewczyna identyczna jak koleżanka z klasy z liceum . Ale tak około 20 lat ma
Więc myślę że to może jej córka
Więc myślę że to może jej córka
Napisane przez Zenobia - 03-07-2025, 20:09
Kolejne wspomnienie...
Kilka dni temu na dolnym Monciaku stanął przede mną uśmiechnięty starszy pan. Głupek czy zboczek ? - pomyślałam.
Już miałam mu powiedzieć aby zszedł mi z drogi bo go kopnę w nabiał... gdy usłyszałam : "Ty jak zwykle nikogo nie poznajesz ".
Okazało się, że był to nasz klasowy przystojniak, tylko że podstarzały, odrobinę pomarszczony i całkowicie łysy...
Powiedział mi komplement : "Jak widzę już nie patrzysz w glebę ale wprost przed siebie... i o to chodzi"
Ale to tylko wstęp do wspomnienia sprzed jakiś 23-25 lat temu.
Nie radziłam sobie wtedy z depresją chociaż byłam na dobrej drodze do jej ujarzmienia.
Ale wciąż chodziłam z nosem spuszczonym na kwintę, ubrana w czerń i unikałam ludzi.
Wracałam od córki w Chyloni i wtedy też zatrzymał mnie ów Leszek z zapytaniem, dlaczego ludzi nie poznaję.
Ponoć mijał mnie już kilka razy aż postanowił zaczepić i porozmawiać.
Zaprosił mnie do małej przydworcowej kafejki (jedynej jaka była w pobliżu) i zaczął mnie wypytywać dlaczego jestem taka zamknięta.
Leszek okazał się moim pierwszym nieplanowanym psychoterapeutą, pierwszym, który potrafił słuchać i słuchał...a przecież nie musiał.
Spytał mnie, czy umiem kochać samą siebie i czy potrafię widzieć świat oczami dziecka...
Spytał, czy umiem spojrzeć na siebie oczami obcego człowieka ...
Czułam się przy nim jak niedoszły topielec wyciągnięty z wody na brzeg... z drugą szansą na "ciąg dalszy".
Na koniec długiej rozmowy powiedział coś, co noszę w pamięci i stosuję do dnia dzisiejszego:
1- gdybym wpadła w stado wrogich mi osób- to za wszelką cenę: Głowa do góry- cycki do przodu .
2- Nigdy się nie tłumaczyć bo tylko winni się tłumaczą... a i tak nikogo nie obchodzi co mówisz bo chodzi tylko o ta aby cię do czegoś zmusić.
3- W kłopotliwym ogniu pytań, na pytania odpowiadać albo własnym pytaniem albo milczeniem (koniecznie z patrzeniem prosto w twarz).
4- Aby zmienić swoje życie- najpierw trzeba zmienić sposób myślenia.
5- Nie martwić się na zapas, bo to co nas martwi może się nigdy nie wydarzyć.
6- Nie biadolić nas nieszczęśliwą przeszłością- ale znaleźć sposób aby kreować swoją pozytywną przyszłość .
7- Nie odkładać niczego "na później"... gdyż właściwy moment jest właśnie TERAZ..!
Kilka dni temu na dolnym Monciaku stanął przede mną uśmiechnięty starszy pan. Głupek czy zboczek ? - pomyślałam.
Już miałam mu powiedzieć aby zszedł mi z drogi bo go kopnę w nabiał... gdy usłyszałam : "Ty jak zwykle nikogo nie poznajesz ".
Okazało się, że był to nasz klasowy przystojniak, tylko że podstarzały, odrobinę pomarszczony i całkowicie łysy...
Powiedział mi komplement : "Jak widzę już nie patrzysz w glebę ale wprost przed siebie... i o to chodzi"
Ale to tylko wstęp do wspomnienia sprzed jakiś 23-25 lat temu.
Nie radziłam sobie wtedy z depresją chociaż byłam na dobrej drodze do jej ujarzmienia.
Ale wciąż chodziłam z nosem spuszczonym na kwintę, ubrana w czerń i unikałam ludzi.
Wracałam od córki w Chyloni i wtedy też zatrzymał mnie ów Leszek z zapytaniem, dlaczego ludzi nie poznaję.
Ponoć mijał mnie już kilka razy aż postanowił zaczepić i porozmawiać.
Zaprosił mnie do małej przydworcowej kafejki (jedynej jaka była w pobliżu) i zaczął mnie wypytywać dlaczego jestem taka zamknięta.
Leszek okazał się moim pierwszym nieplanowanym psychoterapeutą, pierwszym, który potrafił słuchać i słuchał...a przecież nie musiał.
Spytał mnie, czy umiem kochać samą siebie i czy potrafię widzieć świat oczami dziecka...
Spytał, czy umiem spojrzeć na siebie oczami obcego człowieka ...
Czułam się przy nim jak niedoszły topielec wyciągnięty z wody na brzeg... z drugą szansą na "ciąg dalszy".
Na koniec długiej rozmowy powiedział coś, co noszę w pamięci i stosuję do dnia dzisiejszego:
1- gdybym wpadła w stado wrogich mi osób- to za wszelką cenę: Głowa do góry- cycki do przodu .
2- Nigdy się nie tłumaczyć bo tylko winni się tłumaczą... a i tak nikogo nie obchodzi co mówisz bo chodzi tylko o ta aby cię do czegoś zmusić.
3- W kłopotliwym ogniu pytań, na pytania odpowiadać albo własnym pytaniem albo milczeniem (koniecznie z patrzeniem prosto w twarz).
4- Aby zmienić swoje życie- najpierw trzeba zmienić sposób myślenia.
5- Nie martwić się na zapas, bo to co nas martwi może się nigdy nie wydarzyć.
6- Nie biadolić nas nieszczęśliwą przeszłością- ale znaleźć sposób aby kreować swoją pozytywną przyszłość .
7- Nie odkładać niczego "na później"... gdyż właściwy moment jest właśnie TERAZ..!
Napisane przez hogan - 05-01-2025, 18:05
Albo jeszcze gorzej, jak by potem na Was się mściła.
Napisane przez Zenobia - 05-01-2025, 12:44
(03-01-2025, 17:50 )hogan napisał(a): Przecież to nie wasza wina, niech ruda by się tłumaczyła
Rudej zawsze uchodziło na sucho... Potrafiła zręcznie kłamać, a jak była potrzeba- to rozpłakać się na zawołanie.
Mieliśmy różne domysły na jej temat n.p. a może jej ojciec był wysoko postawiony, może partyjniak albo radny, może mieli "znajomości", wszak byli bogaci , i.t.p.
W końcu tylko jej rodzina przy ulicy miała duży i piękny dom oraz "Syrenkę".
Ale co tak naprawdę miało wpływ na jej bezkarność- nigdy się nie dowiedzieliśmy.
Napisane przez hogan - 03-01-2025, 17:50
Przecież to nie wasza wina, niech ruda by się tłumaczyła
Napisane przez Zenobia - 03-01-2025, 13:04
Jakieś dwa tygodnie temu na messenger video, zagadała mnie moja dawna koleżanka z podstawówki z życzeniami świątecznymi,
ale pogadałyśmy sobie o wiele dłużej.
Prym wiodły wspomnienia... w końcu przez trzy lata siedziałyśmy w jednej klasie, w jednej ławce...
no i obie byłyśmy na liście najmniej lubianych klasowych koleżanek... czyli miałyśmy ze sobą wiele wspólnego.
Podczas wspominek, byłyśmy poplute ze śmiechu.
Jedno takie coś wam tu opiszę :
Nasz nauczyciel od matmy miał dwie cechy, których nie sposób było nie zauważyć : był bardzo nerwowy i całkowicie łysy.
Nie pamiętam jego nazwiska ale ksywka "Łysy" wystarczyła.
W klasie była też uczennica o imieniu Danuta, dziewczynisko rude, piegowate, złośliwe, wysokie i silne.
Nawet chłopaki woleli jej w drogę nie wchodzić.
Mnie i mojej wspólniczce niedoli- zawsze potrafiła dokuczyć...
Szósta klasa, "Dzień Nauczyciela"...owa Danuta podchodzi do mojej ławki i podaje płaskie i wąskie pudełko owinięte w biały papier i przewiązane białą tasiemką.
Jak przyjdzie Łysy to macie mu to wręczyć, przeprosić w imieniu całej klasy i złożyć życzenia z okazji...
Tak też zrobiłyśmy.
Łysy się wzruszył , Gabryśkę to nawet pogłaskał po głowie, i.t.p.... a potem otworzył pudełko.
Długi grzebień z wieloma powyłamywanymi zębami a obok jakaś stokrotka czy inny chwast.
Ja z kumpelą miałyśmy do drzwi najbliżej i już po minucie schowałyśmy się w ubikacji piętro wyżej...
Co działo się w klasie- mogliśmy się jedynie domyślać.
Na przerwie poszliśmy do klasy po nasze torby a na nich kartka z naszymi nazwiskami i że natychmiast mamy się zjawić u dyra...
Więcej nie napiszę, bo wesoło nie było ale ciekawie też nie.
Były również inne wspomnienia ale o nich pisać nie będę bo mi trochę wstyd...
ale pogadałyśmy sobie o wiele dłużej.
Prym wiodły wspomnienia... w końcu przez trzy lata siedziałyśmy w jednej klasie, w jednej ławce...
no i obie byłyśmy na liście najmniej lubianych klasowych koleżanek... czyli miałyśmy ze sobą wiele wspólnego.
Podczas wspominek, byłyśmy poplute ze śmiechu.
Jedno takie coś wam tu opiszę :
Nasz nauczyciel od matmy miał dwie cechy, których nie sposób było nie zauważyć : był bardzo nerwowy i całkowicie łysy.
Nie pamiętam jego nazwiska ale ksywka "Łysy" wystarczyła.
W klasie była też uczennica o imieniu Danuta, dziewczynisko rude, piegowate, złośliwe, wysokie i silne.
Nawet chłopaki woleli jej w drogę nie wchodzić.
Mnie i mojej wspólniczce niedoli- zawsze potrafiła dokuczyć...
Szósta klasa, "Dzień Nauczyciela"...owa Danuta podchodzi do mojej ławki i podaje płaskie i wąskie pudełko owinięte w biały papier i przewiązane białą tasiemką.
Jak przyjdzie Łysy to macie mu to wręczyć, przeprosić w imieniu całej klasy i złożyć życzenia z okazji...
Tak też zrobiłyśmy.
Łysy się wzruszył , Gabryśkę to nawet pogłaskał po głowie, i.t.p.... a potem otworzył pudełko.
Długi grzebień z wieloma powyłamywanymi zębami a obok jakaś stokrotka czy inny chwast.
Ja z kumpelą miałyśmy do drzwi najbliżej i już po minucie schowałyśmy się w ubikacji piętro wyżej...
Co działo się w klasie- mogliśmy się jedynie domyślać.
Na przerwie poszliśmy do klasy po nasze torby a na nich kartka z naszymi nazwiskami i że natychmiast mamy się zjawić u dyra...
Więcej nie napiszę, bo wesoło nie było ale ciekawie też nie.
Były również inne wspomnienia ale o nich pisać nie będę bo mi trochę wstyd...
Napisane przez Zenobia - 10-12-2024, 15:20
(10-12-2024, 14:14 )hogan napisał(a): No to wielkie brawa Ci się należą!!!![]()
![]()
Też uczyłam się wiersza z Reduty Ordona na pamięć. U nas dla wszystkich był obowiązkowy ale dziś, średnio z pamięci
bym powiedziała.
U nas obowiązkowo na pamięć to była Inwokacja do "Pana Tadeusza" i to dopiero w szkole ponadpodstawowej.
Napisane przez hogan - 10-12-2024, 14:14
No to wielkie brawa Ci się należą!!!

Też uczyłam się wiersza z Reduty Ordona na pamięć. U nas dla wszystkich był obowiązkowy ale dziś, średnio z pamięci
bym powiedziała.

Też uczyłam się wiersza z Reduty Ordona na pamięć. U nas dla wszystkich był obowiązkowy ale dziś, średnio z pamięci
bym powiedziała.
Napisane przez Zenobia - 10-12-2024, 11:50
-------- Część 2 --------
Jadąc pociągiem wyjęłam tomik i zaczęłam czytać .
W Gdańsku dosiadł się starszy pan i zapytał : pannica na wakacje jedzie ? do babci ? tak zupełnie sama ?
O widzę że panienka lubi czytać wiersze... a jaki wiersz naszego wieszcza lubi najbardziej ?
Ale mnie dziadek wkurzał swoimi pytaniami ...
Gdy powiedziałam, że czytam Redutę Ordona bo muszę za karę nauczyć się jej na pamięć- natrętny dziadzio wpadł w zachwyt.
Zapytał, czy czytałam "Syzyfowe prace".... bo tam jakiś uczeń recytuje Redutę na pamięć i czy ja też będę recytować przed cała klasą ?
Spytał się czy UMIEM się uczyć na pamięć a jeśli nie , to on mnie nauczy .
Nie pytając o zgodę, wziął mój tomik a mnie kazał przymknąć oczy i wyobrazić sobie, że jestem postacią (ordynansem) w tym wierszu.
Zapatrzyłam się w jeden punkt w przedziale i zaczęłam słuchać jak dziad czytał... a czytał pięknie.
Moja posłuszna wyobraźnia stała już na wzgórzu obok swojego jenerała, widziałam pole bitwy, blask wybuchów, słyszałam krzyki i jęki ginących żołnierzy ...
Gdy dziadek skończył, zapytał czy ma czytać jeszcze raz.. ale ja nie chciałam. Miałam załzawione oczy i gulę w gardle.
Tak się stało od słów:
" ..aż ręka w ładownicy
długo i głęboko szukała... nie znalazła.
I żołnierz pobladnął,
nie znalazłszy ładunku już bronią nie władnął,
i uczuł, ze go pali strzelba rozogniona
- upuścił ją i upadł... nim dobiją- skona..."
Dziadek wysiadł gdzieś za Tczewem, a ja wpiłam się w treść wiersza niczym hrabia Ugolino w czerep arcybiskupa...
Przez całe wakacje czytałam ten wiersz kilka razy dziennie i nawet nie zauważyłam, gdy umiałam go na pamięć.
We wrześniu, na którejś lekcji polskiego, Kapo spytała. No i jak tam twoja kara.. podukasz nam trochę ?
Poszłam do tablicy i zaczęłam deklamację "Reduty" przed cała klasą.
Gdy skończyłam, zobaczyłam, że oczy naszej polonistki są wilgotne.
Wstała z krzesła, spojrzała na mnie i powiedziała : "jak Radek... zupełnie jak Radek".
Dzisiaj, można mnie obudzić z głębokiego snu i zapodać początek wersu z któregokolwiek miejsca- a ja polecę dalej bez pomyłki.
Tak! Znam Redutę na wyrywki!
I nie tylko Redutę !
Jadąc pociągiem wyjęłam tomik i zaczęłam czytać .
W Gdańsku dosiadł się starszy pan i zapytał : pannica na wakacje jedzie ? do babci ? tak zupełnie sama ?
O widzę że panienka lubi czytać wiersze... a jaki wiersz naszego wieszcza lubi najbardziej ?
Ale mnie dziadek wkurzał swoimi pytaniami ...
Gdy powiedziałam, że czytam Redutę Ordona bo muszę za karę nauczyć się jej na pamięć- natrętny dziadzio wpadł w zachwyt.
Zapytał, czy czytałam "Syzyfowe prace".... bo tam jakiś uczeń recytuje Redutę na pamięć i czy ja też będę recytować przed cała klasą ?
Spytał się czy UMIEM się uczyć na pamięć a jeśli nie , to on mnie nauczy .
Nie pytając o zgodę, wziął mój tomik a mnie kazał przymknąć oczy i wyobrazić sobie, że jestem postacią (ordynansem) w tym wierszu.
Zapatrzyłam się w jeden punkt w przedziale i zaczęłam słuchać jak dziad czytał... a czytał pięknie.
Moja posłuszna wyobraźnia stała już na wzgórzu obok swojego jenerała, widziałam pole bitwy, blask wybuchów, słyszałam krzyki i jęki ginących żołnierzy ...
Gdy dziadek skończył, zapytał czy ma czytać jeszcze raz.. ale ja nie chciałam. Miałam załzawione oczy i gulę w gardle.
Tak się stało od słów:
" ..aż ręka w ładownicy
długo i głęboko szukała... nie znalazła.
I żołnierz pobladnął,
nie znalazłszy ładunku już bronią nie władnął,
i uczuł, ze go pali strzelba rozogniona
- upuścił ją i upadł... nim dobiją- skona..."
Dziadek wysiadł gdzieś za Tczewem, a ja wpiłam się w treść wiersza niczym hrabia Ugolino w czerep arcybiskupa...
Przez całe wakacje czytałam ten wiersz kilka razy dziennie i nawet nie zauważyłam, gdy umiałam go na pamięć.
We wrześniu, na którejś lekcji polskiego, Kapo spytała. No i jak tam twoja kara.. podukasz nam trochę ?
Poszłam do tablicy i zaczęłam deklamację "Reduty" przed cała klasą.
Gdy skończyłam, zobaczyłam, że oczy naszej polonistki są wilgotne.
Wstała z krzesła, spojrzała na mnie i powiedziała : "jak Radek... zupełnie jak Radek".
Dzisiaj, można mnie obudzić z głębokiego snu i zapodać początek wersu z któregokolwiek miejsca- a ja polecę dalej bez pomyłki.
Tak! Znam Redutę na wyrywki!
I nie tylko Redutę !
Napisane przez Zenobia - 10-12-2024, 10:52
---- Część 1 -----
Czas na kolejne odległe wspomnienie...
To była końcówka 6-ej klasy szkoły podstawowej... lekcja polskiego z "kapo"- naszą srogą i nielubianą polonistką.
Wypisała na tablicy wyrazy z -a dokładnie- bez polskich liter ó,u, ż, rz, ć, ch, ... no wiecie o co biega bo u was pewnie było podobnie.
Mieliśmy z tymi wyrazami ułożyć wiele zdań złożonych.
No i zaczęłam.
Treść mogła być (i oczywiście była) - głupkowata , ale musiały tam być rymy i nie mogło być błędów ortograficznych, co by się Kapo nie przyczepiła.
Ale moje śmichy-chichy z koleżanką, nie umknęły uwadze naszej polonistce.
Podeszła, zabrała, przeczytała no i zadała mi karę. : skoro tak lubisz rymy to na początek września "Reduta Ordona" Mickiewicza na blachę ...
O zgrozo ! Całe wakacje z trzynastozgłoskowcem długim jak tasiemiec..! Przecież to niewykonalne !
Naukę wiersza zaczęłam zaraz po rozdaniu świadectw.
Lipiec miałam spędzić we Wrocławiu u mojej kuzynki ale książkę wzięłam ze sobą -to poczytam w pociągu.
.... za chwilę ciąg dalszy.....
Czas na kolejne odległe wspomnienie...
To była końcówka 6-ej klasy szkoły podstawowej... lekcja polskiego z "kapo"- naszą srogą i nielubianą polonistką.
Wypisała na tablicy wyrazy z -a dokładnie- bez polskich liter ó,u, ż, rz, ć, ch, ... no wiecie o co biega bo u was pewnie było podobnie.
Mieliśmy z tymi wyrazami ułożyć wiele zdań złożonych.
No i zaczęłam.
Treść mogła być (i oczywiście była) - głupkowata , ale musiały tam być rymy i nie mogło być błędów ortograficznych, co by się Kapo nie przyczepiła.
Ale moje śmichy-chichy z koleżanką, nie umknęły uwadze naszej polonistce.
Podeszła, zabrała, przeczytała no i zadała mi karę. : skoro tak lubisz rymy to na początek września "Reduta Ordona" Mickiewicza na blachę ...
O zgrozo ! Całe wakacje z trzynastozgłoskowcem długim jak tasiemiec..! Przecież to niewykonalne !
Naukę wiersza zaczęłam zaraz po rozdaniu świadectw.
Lipiec miałam spędzić we Wrocławiu u mojej kuzynki ale książkę wzięłam ze sobą -to poczytam w pociągu.
.... za chwilę ciąg dalszy.....
Ten wątek ma jeszcze 10 odpowiedzi. Przeczytaj całość.
