Podgląd wątku (od najnowszej odpowiedzi)
Napisane przez hogan - 03-11-2023, 16:28
Czyżby Koleżanka nawróciła się na złą drogę, tfuu... no na boską
Napisane przez Zenobia - 03-11-2023, 14:46
- 10 -
Strusie to ptaszyska miękkie i powabne, tylko w igraszkach miłosnych leniem podszyte.
A jeszcze do tego, przez składanie olbrzymich jaj , takie bardziej rozlazłe- łkając
-skarżył się Mekintosz - w fałdy Gryzeldowej kiecki nos zasmarkany wycierając.
- Może czegoś mniejszego potrzeba by miłość do stworzenia okazywać ? – podtrzymał temat katabas.
- O czym to myślicie dobrodzieju ? – spytał zboczek - i czy nie grzech to aby ?
- E tam... grzech zaraz… miłość jest cacy, tylko trzeba wiedzieć, kogo kochać… może być nawet opierzone, byle dwunożne i domu zwyczajne. -Chyba dobrodziej nie myśli o tym samym co i ja ?- spytał łysy zbok z rozdziawioną paszczęką,
z której niczym nić jedwabna... spływała strużka śliny.
Niemal jednocześnie spojrzeli w stronę kurnika wioskowej znachorki, która jako jedyna we wsi gęsi hodowała …
Pierze potem z nich darła na pierzyny .. (co chudsze lub chorowite to na smalec szły…)
Co im po głowach łaziło, co w ich umysłach nieskomplikowanych w jedną wiązało się całość ?
Jakie plany lub wizje rozjaśniały głupawe oblicza tego bractwa…?
![[Obrazek: ff6e59dec95e08a4.jpg]](https://images92.fotosik.pl/694/ff6e59dec95e08a4.jpg)
Tymczasem Gryzelda w mig zakumała bo wybiegła pośpiesznie z izby jakby się własnym widelcem dziabnęła w roztrzęsione pośladki.
Dokąd spieszy, co zamierza ...?
Nie minęło kilka zdrowasiek a wróciła niosąc dwa oskubane i wychudzone ptaszyska…
za szyjska ułapiła niebogi, do chałupy przywlekła i pod nogi dziadom smyrnęła , dla siebie nic nie biorąc.
- Bierzcie kamraci moi i uczuciem obdarowujcie… nikt mnie nie spostrzegł więc i sprawa ni jak się nie rypnie.
- Ja odejdę bez żalu. Może coś w bezludnych krainach sobie ucapię i ukocham... na miękkim kocie czy innym króliku oko zahaczę…
dla wioski ciężarem być przestanę…
I jak se durnota pomyślała tak i zrobiła… więc wszyscy odetchnęli z ulgą.
Mijały lata a o Gryzeldzie słuch wszelaki zaginął -gdy oto pewnego ranka przybyła konno ciągnąc za sobą wóz drabiniasty,
na którym wiozła swego oblubieńca .
Kota tak wielgachnego że chyba hormonem wzrostu go biedaczka faszerowała.
Tego nawet niebiosa nie były w stanie wytrzymać.
Zbyt długo stwórca przyglądał się wiosce, którą ósmego dnia stworzył i pomyślał, że to jednak dobre nie jest aby ludzkości ośmiodniowy tydzień narzucać…
I tu jak nie pierdyknie z nieba, jak nie zahuczy w głębinach ziemi aż się chałupy w posadach trząść poczęły a ludziska paszczęki ze zdziwienia i bojaźni otwarli…
Teraz wiemy już, że wolne soboty oraz niedziele (w przeciwieństwie do świątyń) z zakazem handlu, zawdzięczamy: starowinkom pijącym wściekłe mleko, niewłaściwie kochającym ekologom w wieku podeszłym, nieślubnym pannicom i wkurzonemu panu bogu... Ósmy dzień wciąż leży zagubiony w niebiańskich planach i oby nigdy ten plan nie został zrealizowany..!
Strusie to ptaszyska miękkie i powabne, tylko w igraszkach miłosnych leniem podszyte.
A jeszcze do tego, przez składanie olbrzymich jaj , takie bardziej rozlazłe- łkając
-skarżył się Mekintosz - w fałdy Gryzeldowej kiecki nos zasmarkany wycierając.
- Może czegoś mniejszego potrzeba by miłość do stworzenia okazywać ? – podtrzymał temat katabas.
- O czym to myślicie dobrodzieju ? – spytał zboczek - i czy nie grzech to aby ?
- E tam... grzech zaraz… miłość jest cacy, tylko trzeba wiedzieć, kogo kochać… może być nawet opierzone, byle dwunożne i domu zwyczajne. -Chyba dobrodziej nie myśli o tym samym co i ja ?- spytał łysy zbok z rozdziawioną paszczęką,
z której niczym nić jedwabna... spływała strużka śliny.
Niemal jednocześnie spojrzeli w stronę kurnika wioskowej znachorki, która jako jedyna we wsi gęsi hodowała …
Pierze potem z nich darła na pierzyny .. (co chudsze lub chorowite to na smalec szły…)
Co im po głowach łaziło, co w ich umysłach nieskomplikowanych w jedną wiązało się całość ?
Jakie plany lub wizje rozjaśniały głupawe oblicza tego bractwa…?
![[Obrazek: ff6e59dec95e08a4.jpg]](https://images92.fotosik.pl/694/ff6e59dec95e08a4.jpg)
Tymczasem Gryzelda w mig zakumała bo wybiegła pośpiesznie z izby jakby się własnym widelcem dziabnęła w roztrzęsione pośladki.
Dokąd spieszy, co zamierza ...?
Nie minęło kilka zdrowasiek a wróciła niosąc dwa oskubane i wychudzone ptaszyska…
za szyjska ułapiła niebogi, do chałupy przywlekła i pod nogi dziadom smyrnęła , dla siebie nic nie biorąc.
- Bierzcie kamraci moi i uczuciem obdarowujcie… nikt mnie nie spostrzegł więc i sprawa ni jak się nie rypnie.
- Ja odejdę bez żalu. Może coś w bezludnych krainach sobie ucapię i ukocham... na miękkim kocie czy innym króliku oko zahaczę…
dla wioski ciężarem być przestanę…
I jak se durnota pomyślała tak i zrobiła… więc wszyscy odetchnęli z ulgą.
Mijały lata a o Gryzeldzie słuch wszelaki zaginął -gdy oto pewnego ranka przybyła konno ciągnąc za sobą wóz drabiniasty,
na którym wiozła swego oblubieńca .
Kota tak wielgachnego że chyba hormonem wzrostu go biedaczka faszerowała.
Tego nawet niebiosa nie były w stanie wytrzymać.
Zbyt długo stwórca przyglądał się wiosce, którą ósmego dnia stworzył i pomyślał, że to jednak dobre nie jest aby ludzkości ośmiodniowy tydzień narzucać…
I tu jak nie pierdyknie z nieba, jak nie zahuczy w głębinach ziemi aż się chałupy w posadach trząść poczęły a ludziska paszczęki ze zdziwienia i bojaźni otwarli…
Teraz wiemy już, że wolne soboty oraz niedziele (w przeciwieństwie do świątyń) z zakazem handlu, zawdzięczamy: starowinkom pijącym wściekłe mleko, niewłaściwie kochającym ekologom w wieku podeszłym, nieślubnym pannicom i wkurzonemu panu bogu... Ósmy dzień wciąż leży zagubiony w niebiańskich planach i oby nigdy ten plan nie został zrealizowany..!
Napisane przez Zenobia - 03-11-2023, 14:38
- 9 -
Może i durnowaty ten pokurcz, ale przyznać trzeba, że nieźle kombinuje.
Wiadomo przecież, że najświeższy produkt znaleźć można jedynie u źródła.
Tylko jedno spojrzenie i gest ledwie zauważalny wystarczył, by zgodną współpracę rozpocząć.
Zahuczało, zadymiło, poniosło po oskubanym żywopłocie i po niespełna godzinie wszystkie ptaszyska
miały w oczach błogość i zadowolenie (samiczki szczególnie...).
Chód ich jedynie koślawym się wydał, bo na lewo ptaszyskami zarzucał- pewnikiem dlatego, że tego rodzaju pieszczot do tej pory nie znały.
„Ależ to sodomia z gomorią, wszelki duch... żeby ptaszysków dopadać" - aleście ludziska przebrzydłe i jeszcze wespół w zespół,
kara na takich zbereźników..”- wrzeszczał głupi Jasiek, który całej tej zabawie przyglądał się zza krzaków.
-„Zaraz lecę do dobrodzieja i donos na was składam.”
Mekintosz z dziewczęciem osobliwym jak wryci stanęli nie wierząc własnym oczom, że oto ich czyn tak szybko się wydał.
Już mieli rzucić się na kolana przed Jaśkiem aby ubłagać dyskrecji i jak tu nagle nie ruszy ich sumienie żółcią nakrapiane
i w dołku nie ściśnie z wściekłości: -A co ty pachołku zafajdany, donosić chcesz ?!
-Czerwony karzeł reakcji się znalazł... z czarnymi w koalicję wchodzi..! -Dobrodziejem straszyć będzie...
– Więc jak święta tradycja nakazuje -dokopali biednemu Jaśkowi do dupy.
Jajca do chałupy dowieźli w całości i po chwili do wspólnej wieczerzy siedli.
![[Obrazek: 4e3fece9372bfedf.jpg]](https://images92.fotosik.pl/694/4e3fece9372bfedf.jpg)
A tu stukanie w oknie się rozległo cichutkie acz natrętne... a potem do izby wtoczył się w zabłoconej sutannie,
z wywalonym jęzorem i wzrokiem zamglonym a szczęśliwym- dobrodziej wioskowy i poturlał wedle ławy.
Mlasnął jęzorem i nastroszywszy kinol począł łapczywie łowić jajeczne zapachy...
- Zaproście mnie do stołu, bo długo pościłem i moje kiszki z głodu grają fałszywie...
Dajcie jadła, a dam wam rozgrzeszenie in blanco... o gwałcie zbiorowym na ptactwie zapomnę.
I siedli we trójkę i szeptać zaczęli, jak by się bali , że ich ktoś może podsłuchać i do spółki wprosić.
Może i durnowaty ten pokurcz, ale przyznać trzeba, że nieźle kombinuje.
Wiadomo przecież, że najświeższy produkt znaleźć można jedynie u źródła.
Tylko jedno spojrzenie i gest ledwie zauważalny wystarczył, by zgodną współpracę rozpocząć.
Zahuczało, zadymiło, poniosło po oskubanym żywopłocie i po niespełna godzinie wszystkie ptaszyska
miały w oczach błogość i zadowolenie (samiczki szczególnie...).
Chód ich jedynie koślawym się wydał, bo na lewo ptaszyskami zarzucał- pewnikiem dlatego, że tego rodzaju pieszczot do tej pory nie znały.
„Ależ to sodomia z gomorią, wszelki duch... żeby ptaszysków dopadać" - aleście ludziska przebrzydłe i jeszcze wespół w zespół,
kara na takich zbereźników..”- wrzeszczał głupi Jasiek, który całej tej zabawie przyglądał się zza krzaków.
-„Zaraz lecę do dobrodzieja i donos na was składam.”
Mekintosz z dziewczęciem osobliwym jak wryci stanęli nie wierząc własnym oczom, że oto ich czyn tak szybko się wydał.
Już mieli rzucić się na kolana przed Jaśkiem aby ubłagać dyskrecji i jak tu nagle nie ruszy ich sumienie żółcią nakrapiane
i w dołku nie ściśnie z wściekłości: -A co ty pachołku zafajdany, donosić chcesz ?!
-Czerwony karzeł reakcji się znalazł... z czarnymi w koalicję wchodzi..! -Dobrodziejem straszyć będzie...
– Więc jak święta tradycja nakazuje -dokopali biednemu Jaśkowi do dupy.
Jajca do chałupy dowieźli w całości i po chwili do wspólnej wieczerzy siedli.
![[Obrazek: 4e3fece9372bfedf.jpg]](https://images92.fotosik.pl/694/4e3fece9372bfedf.jpg)
A tu stukanie w oknie się rozległo cichutkie acz natrętne... a potem do izby wtoczył się w zabłoconej sutannie,
z wywalonym jęzorem i wzrokiem zamglonym a szczęśliwym- dobrodziej wioskowy i poturlał wedle ławy.
Mlasnął jęzorem i nastroszywszy kinol począł łapczywie łowić jajeczne zapachy...
- Zaproście mnie do stołu, bo długo pościłem i moje kiszki z głodu grają fałszywie...
Dajcie jadła, a dam wam rozgrzeszenie in blanco... o gwałcie zbiorowym na ptactwie zapomnę.
I siedli we trójkę i szeptać zaczęli, jak by się bali , że ich ktoś może podsłuchać i do spółki wprosić.
Napisane przez Zenobia - 03-11-2023, 14:29
- 8 -
A kiedy zmrok rozwiesił swą brunatną szatę nad okolicą, Mekintosz zatopił się w marzeniach,
podlewając je gorzałką smakowitą (łońskiego lata pędzoną).
Myśli jego uskrzydlone przybrały barwę srebrzystą i niczym obłoki wichrem pędzone podążać zaczęły w kierunku tajemniczej farmy.
Ileż tam możliwości, ile istot dla oka miłych i sercu bliskich czeka mojej inicjatywy..? - pomyślał.
- Tylko olbrzymiaste jakieś a w nogach mocarne i okrutne..... i dzioby wielgachne, do tkliwych pocałunków ni jak się nie nadające
....ale nic to, dzioby też się przydadzą, tylko trzeba jakieś fikuśne pieszczoty wymyślić.
Więc oblizał się zboczek z zakłopotaniem acz sprośnie… podrapał po łbie rozczochranym i zapytał sam siebie:
- a gdzież to stworzenie ma te wielkie i przyjemne w dotyku balony ? - poszukam a wtedy nie oddam nikomu .
Nie doczekał Mekintosz świtu bo mu myśli sprośne spać nie pozwoliły.
Wymknął się zatem i kryjąc za opłotkami w wiadomym kierunku podążył.
I już miał skoczyć i do macanek się zabrać, gdy między ptaszyskami coś ciemnego mignęło.
- Cóż to być może? Pokraczne takie i z głupawym grymasem na gębie…
A to tylko Gryzelda, nieślubna córka organisty z wielkim widelcem w łapskach, remanent wśród ptactwa robiła...
![[Obrazek: e413e36c54db7428.jpg]](https://images91.fotosik.pl/692/e413e36c54db7428.jpg)
Co tu robi..? czego chce..? Pewnie zazdrość ją tu przygnała… pokrakę jedną...
Ucapił ją zatem za ucho i wyspowiadać się kazał. - Głód mnie męczył straszliwy i jajków chciałam zebrać na wieczerzę.
Już trzy tydnie na samym trawsku lecę, więc z sił opadam ... urodę tracę...
- To nie w kurniku jajców szukałaś, tylko kupry obmacywałaś bezwstydnie ?
- A gdzie miejsce jaj, jak nie w części wstydliwej stworzenia bożego ?
Wszyscy tam mają… nawet ja. A wy, to niby gdzie jajca macie Mekintoszu- na plecach ?
A kiedy zmrok rozwiesił swą brunatną szatę nad okolicą, Mekintosz zatopił się w marzeniach,
podlewając je gorzałką smakowitą (łońskiego lata pędzoną).
Myśli jego uskrzydlone przybrały barwę srebrzystą i niczym obłoki wichrem pędzone podążać zaczęły w kierunku tajemniczej farmy.
Ileż tam możliwości, ile istot dla oka miłych i sercu bliskich czeka mojej inicjatywy..? - pomyślał.
- Tylko olbrzymiaste jakieś a w nogach mocarne i okrutne..... i dzioby wielgachne, do tkliwych pocałunków ni jak się nie nadające
....ale nic to, dzioby też się przydadzą, tylko trzeba jakieś fikuśne pieszczoty wymyślić.
Więc oblizał się zboczek z zakłopotaniem acz sprośnie… podrapał po łbie rozczochranym i zapytał sam siebie:
- a gdzież to stworzenie ma te wielkie i przyjemne w dotyku balony ? - poszukam a wtedy nie oddam nikomu .
Nie doczekał Mekintosz świtu bo mu myśli sprośne spać nie pozwoliły.
Wymknął się zatem i kryjąc za opłotkami w wiadomym kierunku podążył.
I już miał skoczyć i do macanek się zabrać, gdy między ptaszyskami coś ciemnego mignęło.
- Cóż to być może? Pokraczne takie i z głupawym grymasem na gębie…
A to tylko Gryzelda, nieślubna córka organisty z wielkim widelcem w łapskach, remanent wśród ptactwa robiła...
![[Obrazek: e413e36c54db7428.jpg]](https://images91.fotosik.pl/692/e413e36c54db7428.jpg)
Co tu robi..? czego chce..? Pewnie zazdrość ją tu przygnała… pokrakę jedną...
Ucapił ją zatem za ucho i wyspowiadać się kazał. - Głód mnie męczył straszliwy i jajków chciałam zebrać na wieczerzę.
Już trzy tydnie na samym trawsku lecę, więc z sił opadam ... urodę tracę...
- To nie w kurniku jajców szukałaś, tylko kupry obmacywałaś bezwstydnie ?
- A gdzie miejsce jaj, jak nie w części wstydliwej stworzenia bożego ?
Wszyscy tam mają… nawet ja. A wy, to niby gdzie jajca macie Mekintoszu- na plecach ?
Napisane przez Zenobia - 03-11-2023, 14:21
- 7 -
Ale, ale, idzie nowe…
Powiew wielkiego świata, nowe trendy i zwyczaje, nowa gospodarka i nowa hodowla.
We wsi Mekintosza powstała nowoczesna ferma strusi. Jakiś idiota –pewnie rodem prosto z Australii-
zamierza ustalony porządek zakłócić innowacje wprowadzając.
A te żywioły jakie wielkie i dorodne, a nogi mają ogromniaste, skrzydełka nędzne tylko do ozdoby.
Odgonił od siebie stary Mekintosz apetyt na owieczki i z zainteresowaniem zaczął popatrywać na płot
za którym przechadzały się dostojnie opierzone stworzenia.
Coś jak skrzyżowanie zdziwionego ptaszyska z miniaturowym dinozaurem.
Ki diabeł ?- pomyślał Szpakowate i krzaczaste brwi starego zboczka uniosły się w górę
a w oczyskach przekrwionych źrenice zmieniły się w ledwie widoczne czarne kropeczki.
I oto jeden z dziwolągów zbliżywszy się cichutko przekrzywił swój głupi łeb, by przywitać się nieśmiałym dziobnięciem.
-Nawet bydlę sympatyczne jest- przemknęło przez przesuszone zwoje mózgowe Mekintosza... może warto poznać cudaka nieco bliżej?
Owcom już dawno czas na szaszłyki a i na nową miłość nigdy nie jest za późno...
I tak zrodziła się więź między zadziornym ptaszyskiem z odległych krain a przedstawicielem gatunku ludzkiego
o niezrozumiałych upodobaniach.
Czyżby rodziła się kolejna miłość od pierwszego wejrzenia ?
Ptaszyska też popatrywały czując jakąś nową rozrywkę ale pokraczny człowiek niczego w łapach nie trzymał
za to zbliżał się coraz prędzej.
Dopadł pierwszego ptaka i pogłaskał go po nastroszonych piórach.
Struś ponownie przekrzywił łeb, nadął się i jak nie wymierzy kopniaka w niesymetryczną wypukłość skrytą
za suwakiem mekintoszowych spodni...
- Oooo , jak miło...! ! !- tylko najpierw może małe buzi ??? - zapytał chłopina wyciszonym dyszkantem przez pożółkłą protezę zębową . Spojrzał na swego napastnika, a ten figlarnie puścił mu perskie oczko.
Głowę by dał nawet, że posłał uśmiech .
Napisane przez Zenobia - 03-11-2023, 14:12
- 6 -
![[Obrazek: bd217676d8d66f12.jpg]](https://images90.fotosik.pl/692/bd217676d8d66f12.jpg)
Wszystko w bezruchu zamarło i tylko cień zgarbionej postaci, wśród pni jabłonnych chyłkiem się począł oddalać w kierunku kutej bramy… Nawet tarcza księżyca skryła się za oślizłym konarem starej jabłoni.
Stado bezlitosne patrzyło, zwierało szeregi, nastawiało łby rogate, ślepia przekrwione błyskały...
nawet psy stróżujące schowały się w chaszczach i przysiadły zadami przy ziemi czekając na rozwój wypadków.
Wtedy pojawił się wójt i pogonił wełnianych głupolków w dal.
Sam sobie z tą owczą swołoczą dał radę więc i z bezlitosną KARĄ sobie poradzi…
I jak se tej kary przez kolano nie przełoży, jak nie wklepie w dupsko parę klapów ręką ciężką, niczym własny pomyślunek,
jak nie smyrnie po trawisku zdeptanym i na ostatek kopa zasadziwszy w odległe rejony za wioską pośle... tam,
gdzie dawniej ludzie torf kopali, a gdzie teraz grunt deszczem namokły w grzęzawisko się zmienił.
Ileż to bydlęcia zbłąkanego czy zwierza leśnego tutaj swojego ducha wyzionęło.
-Ale gdy w skwary wilgoci ubywa, a wrzos na jesień zakwitnie, to stary kulawy Mekintosz na skraju bagna stojąc- wspomnienia przywołuje i jakby z kimś gadał...
Niestety, duch artystyczny w nim zamarł przed laty, kiedy to zamiast niewiasty, wolał swe chucie obrócić na inne żywioły.
![[Obrazek: bd217676d8d66f12.jpg]](https://images90.fotosik.pl/692/bd217676d8d66f12.jpg)
Wszystko w bezruchu zamarło i tylko cień zgarbionej postaci, wśród pni jabłonnych chyłkiem się począł oddalać w kierunku kutej bramy… Nawet tarcza księżyca skryła się za oślizłym konarem starej jabłoni.
Stado bezlitosne patrzyło, zwierało szeregi, nastawiało łby rogate, ślepia przekrwione błyskały...
nawet psy stróżujące schowały się w chaszczach i przysiadły zadami przy ziemi czekając na rozwój wypadków.
Wtedy pojawił się wójt i pogonił wełnianych głupolków w dal.
Sam sobie z tą owczą swołoczą dał radę więc i z bezlitosną KARĄ sobie poradzi…
I jak se tej kary przez kolano nie przełoży, jak nie wklepie w dupsko parę klapów ręką ciężką, niczym własny pomyślunek,
jak nie smyrnie po trawisku zdeptanym i na ostatek kopa zasadziwszy w odległe rejony za wioską pośle... tam,
gdzie dawniej ludzie torf kopali, a gdzie teraz grunt deszczem namokły w grzęzawisko się zmienił.
Ileż to bydlęcia zbłąkanego czy zwierza leśnego tutaj swojego ducha wyzionęło.
-Ale gdy w skwary wilgoci ubywa, a wrzos na jesień zakwitnie, to stary kulawy Mekintosz na skraju bagna stojąc- wspomnienia przywołuje i jakby z kimś gadał...
Niestety, duch artystyczny w nim zamarł przed laty, kiedy to zamiast niewiasty, wolał swe chucie obrócić na inne żywioły.
Napisane przez Zenobia - 03-11-2023, 14:05
- 5 -
Ikar nadleciał, zatrzymał się na górującym ponad gminą kominie, zamyślił się,
jeszcze raz obejrzał widoczną z góry dobrze zapowiadającą się łysinę wójta i powiedział:
-jak na potomka hrabiego z Transylwany jakiś ten wójt konusowaty,
wszak grubawy i rączki krótkie i nóżki krępe. .. -Wypisz-wymaluj Gosiu.
![[Obrazek: 85bb6a58eae365ca.jpg]](https://images92.fotosik.pl/694/85bb6a58eae365ca.jpg)
Spojrzał raz jeszcze i zasmucił wielce nad wykoślawieniem tego osobnika a z ust jego wypadła myśl w słowa ubrana:
-Tu nie KARY ale WINA trzeba, jak się chlapnie jednego, to i wójt może okazać się wdzięczniejszy
i szlachetniejszy… to pomyślawszy łzę upuścił smętny.
- Chcemy krwi ...! - zaszeleściło jeszcze w sadzie...
A złowrogo zabrzmiało bo sad bezlistny był mimo iż do jesieni wielu księżyców brakuje,
to jeszcze brunatne konary łkając niosły ową groźbę a echo dodało :
-Krwi dajcie, niewinnie przelanej, gdyż takowa w smaku najprzedniejsza i doprawiać jej nie trzeba.
l
Ikar nadleciał, zatrzymał się na górującym ponad gminą kominie, zamyślił się,
jeszcze raz obejrzał widoczną z góry dobrze zapowiadającą się łysinę wójta i powiedział:
-jak na potomka hrabiego z Transylwany jakiś ten wójt konusowaty,
wszak grubawy i rączki krótkie i nóżki krępe. .. -Wypisz-wymaluj Gosiu.
![[Obrazek: 85bb6a58eae365ca.jpg]](https://images92.fotosik.pl/694/85bb6a58eae365ca.jpg)
Spojrzał raz jeszcze i zasmucił wielce nad wykoślawieniem tego osobnika a z ust jego wypadła myśl w słowa ubrana:
-Tu nie KARY ale WINA trzeba, jak się chlapnie jednego, to i wójt może okazać się wdzięczniejszy
i szlachetniejszy… to pomyślawszy łzę upuścił smętny.
- Chcemy krwi ...! - zaszeleściło jeszcze w sadzie...
A złowrogo zabrzmiało bo sad bezlistny był mimo iż do jesieni wielu księżyców brakuje,
to jeszcze brunatne konary łkając niosły ową groźbę a echo dodało :
-Krwi dajcie, niewinnie przelanej, gdyż takowa w smaku najprzedniejsza i doprawiać jej nie trzeba.
l
Napisane przez Zenobia - 03-11-2023, 13:53
- 4 -
Zerwał się Mekintosz na równe nogi i chwyciwszy kulę inwalidzką, bez której się z domu nie ruszał,
wpadł między owce i barany zbuntowane..
I jak nie zacznie owym narzędziem zwierzątka po łbach i nerach okładać ... aż bek żałosny i bolesny poniósł się na wioskę.
Daleko się poniósł... aż do wójtowej, obszernej wygódki, w wiosce jako areszt tymczasowy
i (sezonowo) punkt skupu jaj i owoców leśnych - robiącej.
![[Obrazek: 1d2ed823e78534f0.jpg]](https://images91.fotosik.pl/692/1d2ed823e78534f0.jpg)
Cicho się zrobiło, wiatr w bezlistnych gałęziach pojękiwał, aż tu nagle na przodek stada wyłazi stary baran i ludzkim głosem rzecze:
„Ten nasz wójt, to nie wójt zwyczajny jest, ale potomek słynnego Draculi,
gościa co swe zębiska jedynie w kwasie siarkowym moczył, (zamiast w reklamowanych Coregatabs)
a Mekintosz to szpieg z krainy wiecznych mgieł i ziąbów. Wielce obaj podejrzani są, obaj winni i jednako karę muszą ponieść.
Bo tam gdzie wina i kara być musi. Pomożecie wymierzyć sprawiedliwość ?
- Chcemy pomóc... beknął ktoś nieśmiało.
- Chcemy WINA...zawołały barany...!
- Chcemy IKARA... krzyknęły owieczki...!
Zerwał się Mekintosz na równe nogi i chwyciwszy kulę inwalidzką, bez której się z domu nie ruszał,
wpadł między owce i barany zbuntowane..
I jak nie zacznie owym narzędziem zwierzątka po łbach i nerach okładać ... aż bek żałosny i bolesny poniósł się na wioskę.
Daleko się poniósł... aż do wójtowej, obszernej wygódki, w wiosce jako areszt tymczasowy
i (sezonowo) punkt skupu jaj i owoców leśnych - robiącej.
![[Obrazek: 1d2ed823e78534f0.jpg]](https://images91.fotosik.pl/692/1d2ed823e78534f0.jpg)
Cicho się zrobiło, wiatr w bezlistnych gałęziach pojękiwał, aż tu nagle na przodek stada wyłazi stary baran i ludzkim głosem rzecze:
„Ten nasz wójt, to nie wójt zwyczajny jest, ale potomek słynnego Draculi,
gościa co swe zębiska jedynie w kwasie siarkowym moczył, (zamiast w reklamowanych Coregatabs)
a Mekintosz to szpieg z krainy wiecznych mgieł i ziąbów. Wielce obaj podejrzani są, obaj winni i jednako karę muszą ponieść.
Bo tam gdzie wina i kara być musi. Pomożecie wymierzyć sprawiedliwość ?
- Chcemy pomóc... beknął ktoś nieśmiało.
- Chcemy WINA...zawołały barany...!
- Chcemy IKARA... krzyknęły owieczki...!
Napisane przez Zenobia - 03-11-2023, 13:42
- 3 -
Oto jam jest pogromczyni jabolowego dziada, padł tam na sianie i nie może powstać.
Siostry moje i braciszkowie w owczym pędzie udajcie się do stodoły i dokopcie dziadydze,
nie litujcie się nad nim, bo tego nie wart.
Zemsty mi trzeba za te wszystkie noce przemęczone, za udawane orgazmy i wymuszony sex oralny.
Idźcie i gwałt zadajcie mu, nim się zbudzi - tylko portfel jego zostawcie w spokoju,
bo ZUS go nie rozpieszczał przez lata więc jego skarb, to tylko miedziaki.
- Czyli tak zwany ciężki szmal ? - spytała owieczka wyróżniająca się osadzonym na głupim łebku
kolorowym moherowym berecikiem ze wstążką i zameczała gromkim głosem:
portfel zabierzecie przede wszystkim, zanim zaczniecie kopać dziadygę, bo się nam jeszcze kasa sponiewiera.
Myślałby kto, że łebek ów jest durny, a tu nie takie pomysły miały swój początek.
Wprawdzie w bólach się rodziły, ale porażały geniuszem.
I pognało stado ile sił w raciczkach z przekleństwem na warach, ku opłotkom starego zbereźnika.
-Hura, hura... blisko Reduty... już w rowy, walą się, na faszynę kładąc swe tułowy... już bielą się na czarnych
...zwałach zeszłorocznego kompostu przy drewutni.
I dopadły biedaka śpiącego, z durnowatym uśmieszkiem pełzającym pod wąsów krzaczorem,
i nagle jak nie zaczną skikać w szale i beczeć w rytmach disco-polo, aż z klepiska pył uniósł się na wysokość kilku stóp.
Oto jam jest pogromczyni jabolowego dziada, padł tam na sianie i nie może powstać.
Siostry moje i braciszkowie w owczym pędzie udajcie się do stodoły i dokopcie dziadydze,
nie litujcie się nad nim, bo tego nie wart.
Zemsty mi trzeba za te wszystkie noce przemęczone, za udawane orgazmy i wymuszony sex oralny.
Idźcie i gwałt zadajcie mu, nim się zbudzi - tylko portfel jego zostawcie w spokoju,
bo ZUS go nie rozpieszczał przez lata więc jego skarb, to tylko miedziaki.
- Czyli tak zwany ciężki szmal ? - spytała owieczka wyróżniająca się osadzonym na głupim łebku
kolorowym moherowym berecikiem ze wstążką i zameczała gromkim głosem:
portfel zabierzecie przede wszystkim, zanim zaczniecie kopać dziadygę, bo się nam jeszcze kasa sponiewiera.
Myślałby kto, że łebek ów jest durny, a tu nie takie pomysły miały swój początek.
Wprawdzie w bólach się rodziły, ale porażały geniuszem.
I pognało stado ile sił w raciczkach z przekleństwem na warach, ku opłotkom starego zbereźnika.
-Hura, hura... blisko Reduty... już w rowy, walą się, na faszynę kładąc swe tułowy... już bielą się na czarnych
...zwałach zeszłorocznego kompostu przy drewutni.
I dopadły biedaka śpiącego, z durnowatym uśmieszkiem pełzającym pod wąsów krzaczorem,
i nagle jak nie zaczną skikać w szale i beczeć w rytmach disco-polo, aż z klepiska pył uniósł się na wysokość kilku stóp.
Napisane przez Zenobia - 03-11-2023, 13:31
- 2 -
Narwała więc duży bukiet, ułożyła kwiaty równiutko w koszu i poniosła do chaty…
a w nim z pomiędzy maków i rumianku- spore wiązki zielonych konopi wystawały.
- Uf ! Niewiele brakowało, a bydle łaciate cały zagonek maryśki by zżarło....
Pewnie już wcześniej zasmakowało w zielsku nad potokiem, dlatego mleko dawało wściekłe choć smakowite
i kolorowe wizje przywołujące.
![[Obrazek: 098b9586b2ed46f1.jpg]](https://images92.fotosik.pl/694/098b9586b2ed46f1.jpg)
Lecz cóż to za postać na horyzoncie zamajaczyła ?
Czyżby to znany we wsi ze swych dziwacznych skłonności stary i poczciwy emeryt, hodowca owiec i amator kwaśnych jabłek..?
Stare panny nazywały go Mekintosz, bo mu z ust jabolem zalatywało a o jego słabości do wełnianych stworzeń krążyły we wsi legendy.
Wielkim uczuciem ów pasterz darzył mięciuchne i beczące bezmyślnie stworzenia.
Jedną z nich przed laty tak wielce umiłował, że żonę i dziatwę z chałupy wygonił,
a sam w zakazanej rozpuście zatopił się po uszy.
Każdego wieczora pod oknem jego chaty się przyczaiwszy, można było usłyszeć odgłosy grzeszne.
Tym razem, po nocy upojnej-mecząca i słaniająca się giczałach owieczka udała się do zagrody
gdzie odpoczywało całe stado cieplutkich i białych zwierzątek.
Narwała więc duży bukiet, ułożyła kwiaty równiutko w koszu i poniosła do chaty…
a w nim z pomiędzy maków i rumianku- spore wiązki zielonych konopi wystawały.
- Uf ! Niewiele brakowało, a bydle łaciate cały zagonek maryśki by zżarło....
Pewnie już wcześniej zasmakowało w zielsku nad potokiem, dlatego mleko dawało wściekłe choć smakowite
i kolorowe wizje przywołujące.
![[Obrazek: 098b9586b2ed46f1.jpg]](https://images92.fotosik.pl/694/098b9586b2ed46f1.jpg)
Lecz cóż to za postać na horyzoncie zamajaczyła ?
Czyżby to znany we wsi ze swych dziwacznych skłonności stary i poczciwy emeryt, hodowca owiec i amator kwaśnych jabłek..?
Stare panny nazywały go Mekintosz, bo mu z ust jabolem zalatywało a o jego słabości do wełnianych stworzeń krążyły we wsi legendy.
Wielkim uczuciem ów pasterz darzył mięciuchne i beczące bezmyślnie stworzenia.
Jedną z nich przed laty tak wielce umiłował, że żonę i dziatwę z chałupy wygonił,
a sam w zakazanej rozpuście zatopił się po uszy.
Każdego wieczora pod oknem jego chaty się przyczaiwszy, można było usłyszeć odgłosy grzeszne.
Tym razem, po nocy upojnej-mecząca i słaniająca się giczałach owieczka udała się do zagrody
gdzie odpoczywało całe stado cieplutkich i białych zwierzątek.
Ten wątek ma jeszcze 10 odpowiedzi. Przeczytaj całość.

![[Obrazek: b8103b2737c41797.jpg]](https://images91.fotosik.pl/692/b8103b2737c41797.jpg)